czwartek, 2 października 2014

Long Beach Island

Nadszedł długo wyczekiwany weekend, który wraz ze swoją host rodzinką miałam spędzić w ich domku na Long Beach Island, a dokładnie w Beach Haven. Niesamowicie się ucieszyłam, gdy na początku września hostka mnie zaprosiła, bo nie ukrywam, że strasznie chciałam zobaczyć LBI i spędzić troszkę więcej rodzinnego czasu z dzieciakami i rodzicami. No i się udało!

W piątek późnym popołudniem zapakowaliśmy się do samochodu mojej hostki, które mimo tego, że jest dość dużych rozmiarów, to ze względu na ilość bagażu (masakra, dwa dni, a tyle nabrali jakbyśmy jechali na co najmniej miesiąc) oraz pasażerów, bo oprócz hostki, mnie, małej M i mojego M, to jeszcze była Paris, która spała mi na kolanach przez całą trasę, oraz kumpel M. - dzięki któremu przynajmniej rodzeństwo się nie kłóciło, bo nie chcieli zrobić przypału haha.

Nie będę Was zanudzać tekstem. Napiszę tylko, że wykorzystałam ten weekend do maksimum. Wstawałam przed 6, biegałam, spacerowałam, pływałam w oceanie, jadłam, oglądałam wschody i zachody słońca, grałam w pokera, znowu jadłam ... I przede wszystkim uśmiech nie schodził mi z twarzy.

Po powrocie do domu oczywiście wszyscy byli zmęczeni i ciężko było wrócić do obowiązków, ale już jest środa i jakoś to zleci do piątku! No, ale weekend pracujący, więc dla mnie to trochę bez różnicy :D

Trzymajcie się,
M!

PS. Mam nadzieję, że już w przyszłym tygodniu podzielę się z Wami wstępnymi planami na traveling month :-) No i wygląda na to, że już wiem kiedy wracam do PL ...!

Day I:

Nie ma to jak poranna kawka na tarasie przed bieganiem!
No to biegniemy, Bay Ave! 
no i jest cypelek, sukces!

eh, i to jest życie ...

a to już LBI z perspektywy rowerzysty :-)

ah, chcę taki rower wziąć do domu :-(!

perełki motoryzacji






miałam sporo szczęścia, bo udało mi się naprawdę odpocząć na LBI,
bo ze względu na koniec sezonu - nie było w ogóle turystów.
Pogoda dopisała, wszystko w sklepach próbowano wysprzedać, to i ceny niskie,
pogoda dopisała ... no coś pięknego!




wzięłam małą M na plażę - taaak, ja nie wiem jak ona to zrobiła z kulami!






Paris się cziluje po wyjściu na plażę lol

wieczorne spacerki :-)

moje pierwsze lody of Ben&Jerry's - uwaga, to był
KIDS SIZE!!!!
Day 2:

na samo wspomnienie mam ciarki

coś fantastycznego ... dzień budzi się do życia

huhu,nie tylko ja pomyślałam o przywitaniu dnia w taki sposób




a po biegu należy się solidne śniadanie!





my pink swag bike :D



15 komentarzy:

  1. Prześliczne widoki *.* Coś cudownego!
    Te lody mnie rozwaliły hahahahahah

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podkreślam: KIDS SIZE.

      A potem się dziwią, że mają problem z otyłością w Stanach :P
      Po weekendzie czułam się jak okrągły Wańka Wstańka :D

      Usuń
  2. Przepieknie!!! Kocham morze/ocean i plaze! A takie jak na tyh zdjeciach to juz w ogole na maxa! Zazdroszczzę :)))

    OdpowiedzUsuń
  3. ale pięknie - zazdroszczę takich amerykańskich wypraw ;)
    Nie chcesz przedłużyć programu? Że wiesz kiedy wracasz do PL?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jestem bardzo wdzięczna rodzince, że mnie zaprosili :-) Bez nich raczej by tak kolorowo mi tam nie było haha.

      Zastanawiałam się nad tym, ale doszłam do wniosku, że wystarczy mi rok w Stanach jako au pair :-)

      Usuń
  4. Tęsknię za plażami :( Nie mogę doczekać się planów travel month :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Ooooooo Bozeno ! Jaki raj !!! :O

    OdpowiedzUsuń
  6. Najciekawsze jak dla mnie są domy, które widać na zdjęciach :)
    Osobiście, miałbym pewne obiekcje co do ich "budowy" ale cóż..co kraj to obyczaj ;)

    Pozdrawiam mega pozytywnie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. też mnie to zastanawia ... ale z tego co mi wiadomo to te domy najbardziej ucierpiały podczas huraganu Sandy.

      Usuń
  7. Po powrocie do Polski będziesz miała co wspominać :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Kids się Haha chciała bym zobaczyć jaki jest największy xD trzymaj się kochana pozdrawiam, ps:śliczne widoczki tam masz ;*

    OdpowiedzUsuń
  9. Po pierwsze: muszę się w końcu zmotywować i pojechać na jakichś wschód. Tyle zachodów za mną, a wschody zawsze przesypiam. Po drugie: PIĘKNIE TAM! Po trzecie chyba każdy potrzebuje takiego weekendu, żeby zrobić coś innego, poza rutyną, nawet jeżeli z dzieciakami, to zupełnie inaczej wpływa na relację. Miłego weekendu, nawet jeżeli jest pracujący ;) Ściskam! :)))

    OdpowiedzUsuń
  10. Świetny masz ten rower :) Kurcze a te domy na palach wyglądają nieziemsko, jak one się trzymają wie ktoś? Mam tak samo jak ultrafioletowa zachody i owszem ale żeby wstać i zobaczyć wschód słońca to chyba mi się nie zdarzyło. A dużo tracę bo te zdj są cudowne!

    Pozdrawiam
    Ana z suenosavida.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  11. Czyli co, nie spotkamy się w Stanach?! O_o
    Bardzo fajne zdjęcia, jak zawsze. A tekstu nigdy za mało!

    OdpowiedzUsuń
  12. Jeeejciu jaka pozytywna energia z postu :) Hahah,lody kids size dla mnie jak KING size :D

    OdpowiedzUsuń