| a tak żegnał mnie Nowy Jork dnia 30 stycznia 2015 |
Zastanawiałam się, kiedy powinnam napisać tego podsumowującego posta - by już nie cackać się z tematem i za bardzo nie utrzymywać tego bloga sztucznie przy życiu. Jakby nie patrzeć był i jest dla mnie niesamowitą przygodą samą w sobie, ale uważam, że aby przejść dalej, trzeba pewnie tematy zakończyć.
Moje pożegnanie z byciem au pair można podzielić na kilka etapów, a mianowicie:
![]() |
| Moja najwspanialsza Kasiarzyna, która przybyła po mnie na lotnisko |
Będąc jeszcze pełnoetatową au pair, która właśnie skończyła 23 lata i która czuła, że mimo ogromu frajdy i satysfakcji bycia au pair, to pod koniec stycznia wiedziałam, że będę się czuć gotowa by wrócić do domu. Wiele osób z Polski pytało się mnie, dlaczego nie zdecydowałam się zostać - przecież Stany to kraina i mlekiem płynąca. Tak niedostępna, tak pożądana. Bullshit. To raz.
Po drugie, na moją decyzję złożyło się wiele czynników, które z jednej strony wiązały się z uprzednią realizacją pewnych celów, związanych z przyjazdem (spełnienie 'zawodowe' w kwestii bycia au pair, podszkolenie języka, ukończenie kursów akademickich, poznanie kultury amerykańskiej od środka, nowi znajomi i kontakty, rozwój osobisty) oraz ze sferą osobistą - tęskno mi już było za kilkoma bardzo ważnymi mi osobami (i 4 łapami), a szans na ich przylot do Stanów - brak.
| luty 2015: staję się częścią Truchtacz Mysłowice :-) |
Travel month
Moja trzytygodniowa wyprawa z plecakiem po Stanach była tak naprawdę zapieczętowaniem całego mojego amerykańskiego rezydowania. Umocniłam się w przekonaniu, że czas najwyższy wracać do domu - byłam po prostu na to gotowa, równocześnie doświadczając niesamowitości Stanów Zjednoczonych. Udało mi się poznać fenomenalnych ludzi z fascynującymi historiami, które jeszcze bardziej natchnęły mnie do kreatywnego działania.
Trudno było mi się rozstać z Kalifornią, która zdawała się wyrażać 'jestem najcudowniejszą krainą pod słońcem' przez każdy nagrzany kamień, czy uderzającą o brzeg falę... a potem Arizoną, ale wiedziałam, że czas najwyższy wracać.
![]() |
| Bieganie udzieliło się nawet Meli. |
Welcome to Warsaw
Lądujemy na lotnisku Chopina. Zaczyna padać deszcz ze śniegiem. Jest szaro.
Gdy zobaczyłam swoją przyjaciółkę, a za nią mojego taty, którzy wytrwale czekali na mnie na lotnisku, to wciąż nie docierało do mnie, że już wróciłam. Czułam się tak jakby nie było mnie miesiąc, góra dwa. Nawet, gdy wsiedliśmy do auta i ruszyliśmy po mega burgery wegańskie, za którymi tęskniłam przez ponad rok, to wciąż miałam wrażenie, że nie było mnie w Polsce tylko chwilę. Nadal padał deszcz ze śniegiem, a ja czułam, że jestem w odpowiednim miejscu o odpowiednim czasie.
Home, sweet home.
| Odwiedziny Adriana!!!! |
Tak więc, mogę z czystym sercem stwierdzić, że bieganie było dla mnie swoistym łącznikiem między życiem TAM, a TU. Dzięki niemu moje życie zyskuje nowej jakości na zupełnie odmiennych płaszczyznach.
| Marta przylatuje z Arizony do Katowic :-) |
| Z odwiedzinami u Sylwii i Akopa Szóstak we Wrocławiu |
Zupełnie nowa jakość relacji z rodzicami. Nadrabianie zaległości spotkań towarzyskich.
| Ależ za tym tęskniłam!!!!! |
Do decyzji o wyjeździe na rok trzeba dojrzeć - pamiętajmy, to nie takie hop siup. Wiele wyrzeczeń, ciężka praca i naprawdę ostry kop w tyłek. Jednak ...naprawdę warto.
Na teraz znalazłam swój dom - nie wiem, gdzie i kiedy znowu mnie wywieje, ale na dzień dzisiejszy jestem najszczęśliwsza na świecie i w żadnym razie nie żałuję żadnej decyzji, którą podjęłam, a które doprowadziły mnie do tak przeróżnych zakątków świata by ostatecznie móc pisać do Was z Katowic, które stały się moim nowym małym Nowym Jorkiem.
| TAKA DUMNA! |
Dziękuję wszystkim czytelnikom za śledzenie mojego bloga, wszystkie ciepłe komentarze i wiadomości, na który próbowałam w miarę możliwości odpisywać. Gdyby nie blog nie poznałabym wielu świetnych ludzi, nie wzięłabym udziału w audycji radiowej, a na pewno pogubiłam się w chaosie tego wszystkiego, co tutaj skrzętnie odnotowywałam.
To była czysta przyjemność prowadzić tego bloga i będę tę całą blogową przygodę bardzo dobrze wspominać.
Dziękuję i trzymajcie się ciepło,
Marta


