wtorek, 29 października 2013

Pics

Dzisiejsza notka to glownie zdjecia, wiec za duzo zanudzac nie bede :)
Dodam tylko, ze we Wloszech przestawiamy zegarki z piatku na sobote, a nie z soboty na niedziele jak u nas w PL. Oczywiscie, nie mialam o tym pojecia i tym samym czekalam dodatkowa godzine w sobote, urzadzajac sobie pobudke o 6.45 :P

No to jedziemy z koksem!

1) jedzeniowo

najlepszy croissant mojego zycia :)
Polecam ciastkarnio-kawiarnie na Via Mazzini.
Nie trzeba daleko szukac, z kilometra zacheca wspanialymi zapachami.

Zeby nie bylo, ze jem tylko makaron, pizze, lody i croissanty :P
Moj singlowy zestaw obiadowy part 1 :D

Part 2 :D Nie zjadlam calosci, bo mimo wszystko az tak mi sie zoladek
nie powiekszyl.
makaron + panna (cos ala taka smietana, ale gestsza i troche bardziej slodsza)

Wlosi maja bzika na punkcie ekologii.
Na kazdym opakowaniu jest dokladna rozpiska CO i GDZIE wyrzucac.


2) motoryzacyjnie (dzieki za sugestie w komentarzach!)

Cudo techniki, oficjalnie go ukradne i spakuje do walizki.
Mam na mysli autko oczywiscie, nie tego staruszka :D

ze niby hipstere? :P


bez Vespy ani rusz :)


3) Pieskowo

Titù

Badzmy powazni, w koncu jestesmy na szczycie swiata!

Keep tight,
M

poniedziałek, 28 października 2013

Speaking shortly

Yeeei! 
Od ponad miesiaca nie dostalam zadnej wiadomosci od mojej amerykanskiej host rodzinki i zaczelam sie zastanawiac, co jest grane. Czy ja cos niewlasciwego napisalam? A moze sie rozmyslili? Mimo tego, ze za bardzo nie mialam czasu sie skupic na zamartwianiu ta kwestia, gdzies tam po glowie chodzily mysli 'o co chodzi?'.
Dzisiaj dostalam od nich mejla, ze bardzo przepraszaja, bo moja ostatnia wiadomosc sie im gdzies zapodziala i dopiero jak zaczeli porzadkowac skrzynke, to odkryli mojego mejla. Strasznie cieplo na sercu mi sie zrobilo, ale na lopatki rozlozylo mnie ostatnia czesc:

Take care and let us know what you are up to in Italy.  

Not long now and you will be here :-)


Niby to takie nic, ale poprawia humor na caly dzien :) 
Mamy w domu malutki kryzys, bo rano umarly dwie papuzki i gdy dziewczynki wroca ze szkoly, to kto bedzie musial im obwiescic te wiadomosc .... Tia, to chyba najtrudniejsze zadanie au pair - zakomunikowac dzieciom o odejsciu zwierzaka. Ba, jeszcze pogrzeb trzeba zorganizowac.
Dlatego tez ten mejl bardzo mnie podbudowal i biore sie w garsc, I can make it!

PS. Kierujac sie sugestiami zawartymi w komentarzach pod ostatnia notka, mam kilka pomyslow na kolejnego 'wloskiego posta', wiec jak tylko bede miec wiecej czasu - pomecze Was troche zdjeciami i czarnymi literkami :)

Keep tight,
M

wtorek, 22 października 2013

Positive again

W piatek mialam pewne plany dotyczace zostania na weekend w 'in the middle of nowhere', czyli w Rasiglio by przemyslec kilka spraw i ... sprawdzic, czego tak naprawde chce. Oczywiscie, wytrzymalam tylko jeden wieczor sama i w sobote pojechalam do Bolonii, gdzie odbylo sie spotkanie au pairek z okolicy. Co ciekawe, jedna z nich mieszka jakies 4 km ode mnie i codziennie jezdzi autobusem z moimi dzieciakami :D Poznalam dwie dziewczyny z Austrii i jedna z Niemiec, czyli znaczna wiekszosc (+ Johanna, ktora tez jest z Austrii) byla niemieckojezyczna, wiec z Gaby probowalysmy z calych sil przestawic myslenie na szwabski, ale szybko skapitulowalysmy i wiekszosc wieczoru przegadalysmy po angielsku. Co ciekawe, rozmawialysmy tez o naszych obowiazkach oraz 'placach' i bylam w ogromnym szoku, gdy Julia (dziewczyna z Austrii) pracuje prawie 25h tygodniowo z dwojka malych dzieci, a zarabia 40 Euro tygodniowo. Przeciez to jest nic. Pal licho, ze nic nie jest w stanie odlozyc, ale jest to strasznie malo. Gdzies znalazlam informacje, ze we Wloszech minimum to 50, czy 60 Euro...

od lewej: Julia, Lissa, Julia, Johanna, Gabs i jaaa.

Spotkanie skonczylo sie dosc wczesnie, bo wiekszosc dziewczyn mieszka poza Bolonia, a Johanna musiala wieczorem zostac z dzieciakami. Dlatego tez urzadzilysmy sobie spacer z Gabs, a gdy sie pozegnalysmy, to postanowilam sobie sama pospacerowac i porobic troche zdjec pieknej Bolonii w swietle gwiazd :D


Libri Coop. Taki polski odpowiednik Empik'u. Jednakze, mozna tutaj tez
zjesc tradycyjne potrawy regioniu i napic sie piwa z kazdego
zakatka swiata.


Ksiazek masa. Ludzie po prostu biora ksiazki i czytaja, nawet siadajac na podlodze.
Zaznaczam, ze byla to godzina 23:30!
Mimo tego, ze libri coop bylo otwarte, to alkohol mozna bylo wypic tylko wewnatrz.
W zwiazku z rozporzadzeniem o ZAKAZIE sprzedazy alko po 22:30 jesli ktos
chce wypic to na zewnatrz.
Co ciekawe, alko mozna pic w miejscach publicznych, ale do 22:30 :D

Piazza Maggiore

Moja droga do domu.
Wystarczy dojsc do Due Torri, a potem caly czas prosto Strada Maggiore.

Godzina 0:00, a czlowiekowi nie chce sie wracac do domu :)

W niedziele rano spotkalysmy sie z dziewczynami w okolicach Via Castiglione, gdzie mieszka Johanna. Dzien byl dosc chlodny (czyt. 18 C i pochmurno), wiec jako, ze bylam w humorze 'nie mow do mnie z rana, choc jest godzina 13' poszlysmy na kawe niedaleko mieszkania Johanna. Wpadlysmy na jej host rodzinke, a dzieciaki rzucily jej sie na szyje, cos uroczego :)
Smieszne jest to, ze gdziekolwiek nie poszlysmy w niedziele ZAWSZE bylo to umotywowane jedzeniem...

Punkt 1: kawa!
Punkt 2: pizza!


Punkt 3: Gelato! Mowi sie, ze najlepsza sa na Via Castilgione.
Nie tylko dlatego, ze sa przepyszne, ale rowniez dlatego, ze sa jakby 'zdrowsze'.

a to ulotka (wow, po ang!), w ktorej mozna znalezc informacje na temat tego
co tak naprawde kupilismy i co to znaczy dla naszego organizmu.
Fajna sprawa
Punkt 4: No to probujemy kasztanow ....

Kasztany jadalne sa sprzedawane na sztuki, sa cieple i trzeba je szybko 'obrac',
by moc je zjesc.
Czy mi smakowaly? Smakiem przypominaja cos pomiedzy slodkimi ziemniakami,
a kurczakami z mcdonalda :D
Punkt  5: Chlopcy zaproponowali, zebysmy poszli na najlepsza czekolade w miescie
w caffè Zamboni. Mieli racje, byla pyszna!

od lewej: Krzysiu (Giovanni), Johanna, Gabs, Stefano, ja i Fabio
Wiem wiem ... ile mozna jesc :) Ale kochani, jestesmy w sercu Emilii-Romanii! Pozwolcie, ze zacytuje pewien fragment bardzo fajnej ksiazki:

!!!!!
A na zakonczenie powiem jeszcze, ze dostalam dzisiaj paczke, ktora przyslali mi rodzice z zimowymi rzeczami i dolaczyli nasza pyszna polska czekolade :) I oczywiscie bardzo chce podziekowac Kasii K, ktora zrobila mi nielada niespodzianke i podzielila sie ze mna hiszpanskimi pozytywnymi emocjami poprzez wyslanie mi cudownej plyty tutaj do Wloch.
Molte grazie!!! :)

Troszeczke randomowych zdjec Bolonii :)

:)

a tutaj niebieska linia parkingowa, czyli mozesz sobie stac, ale zaplac

T-days, centrum wylaczone z ruchu

Ilez ludzi! :)

Bolonia to przede wszystkim miasto sztuki i ulicznych grajkow.


zolta linia - mozesz sobie stac, ale maksymalnie 30 min



Tak apropo pieskow :)

no to w koncu zaczely spadac liscie ...


Buziaki i keep tight,
M

piątek, 18 października 2013

Eataly (1)


No to najwyzszy czas na kilka slow na temat zycia we Wloszech. Moze uda mi sie obalic kilka mitow? A moze wrecz przeciwnie?
Moim celem jest przedstawienie wszystkiego w sposob obiektywny, ale nie bijcie, jesli wkradnie sie troche mysli subiektywnej :)
Zaczynajmy!

1. Jedzenie
Allora, Emilia Romagna uwazana jest za region smakow, zapachow i kolorow, wiec na poczatek pozwolcie mi napisac kilka slow na temat tej 'sfery' (doslownie) zycia Wlochow.

- Spaghetti bolognese ma bardzo duzo wspolnego z salatka grecka. Nie chodzi tutaj o skladniki, tylko o to, ze obie te potrawy nie sa w ogole znane w miejscu, z ktorego rzekomo pochodza. Nie istnieje cos takiego jak spaghetti bolognese. Aczkolwiek, przysmakiem jest spaghetti (makaron, nie koniecznie ten do spaghetti) z ragù.


z wygladu moze przypominac stereotypowe spaghetii bolognese,
ale uwierzcie - w smaku nie ma nic wspolnego.

- Ciastka i slodkosci: Wlosi uwielbiaja slodycze, a zwlaszcza ciastka i ciasteczka. Jezeli wejdziemy do jakiegokolwiek wiekszego sklepu (przede wszystkim do COOP'a), to naszym oczom ukaze sie nie jeden, nie dwa, ale trzy dzialy z roznymi ciastkami. Jedne na collazione (sniadanie), drugie w ramach zagryzki do kawy, a trzecie to takie bardziej ciasta niz ciasteczka. Wiekszosc z nich mozna kupic za totalnie NIC. Na podstawie obserwacji, stwierdzam, ze duza czesc Wlochow w ogole sobie nie wyoabraza zjesc cos nieslodkiego na sniadanie. Zazwyczaj sa to po prostu ciastka, nutella, dzem ... i sok. Moja host rodzinka patrzy na mnie ze zgroza w oczach, gdy na sniadanie jem jajecznice, a do tego jeszcze popijam herbatka :D

Mulino Bianco, najbardziej popularne ciastka we Wloszech.
Milion rodzajow i matko ... TAKIE dobre :)

- Kasztany: Oj tak, piekny symbol jesieni, prawda? 
Ale tutaj to przede wszystkim przysmak. Kasztany kupuje sie na wage na straganach badz tez w marketach, ale uwaza sie, ze te drugie sa bardziej 'chemiczne', wiec lepiej kupic od jakiegos indyjczyka na targu. Wlosi robia rozne przetwory i dzemu z kasztow - nie probowalam, ale zamierzam :)

Kasztany jadalne
2. Traffic

- Od samego patrzenia na chaos panujacy na wloskich drogach mozna dostac zawalu. Nie chodzi tutaj o jakakolwiek agresje, bo oprocz dzwieku klaksonow, nie widac zadnych wulgarnych gestow ani nie slychac krzykow rozpaczy po stluczce. Chaos spowodowany jest ogromna iloscia samochodow, skuterow, ktore lawiruja miedzy samochodami wraz z rowerami. Chaos polegajacy na tym, ze czlowiek nie wie SKAD wyjedzie jakis pojazd, a na dodatek trzeba zwracac ogromna uwage na pieszych.

Tak to mniej wiecej wyglada. Dystans 3-4 km robi sie w jakies 45 minut

- Czerwone swiatlo dla pieszych nie oznacza 'nie idz', tylko 'idz, ale spojrz w lewo i prawo'. Tutaj ma sie wrazenie, ze trzeba isc naprzod juz-teraz! Czerwone, czy nie czerwone. Samochody, czy nie samochody. Kazdy idzie na przod, wrecz pchajac sie pod kola samochodow. Powiem szczerze, ze samej mi sie to teraz udzielilo i po powrocie do PL musze szybko zmienic przyzwyczajenia, bo moze sie to zle skonczyc!


- 'T-days': czyli pt - nd w Bolonii, gdy cale centrum jest zamkniete dla ruchu ulicznego (centrum to znaczy czesc miasta w obrebie murow) i funkcjonuja specjalne autobusy linii T, gdyz wlasnie ich trasa na mapie wyglada jak litera T.

Zamknieta glowna ulica. T-days, mozna chodzic srodkiem drogi :D
Wlasnie dlatego 'T-days' :)


3. Transport publiczny w Bolonii

- Autobusy w Bolonii: Siatka autobusowa jest bardzo gesta i tak naprawde z jakiegokolwiek miejsca w miescie bardzo szybko dotrzemy nawet na druga strone Bolonii. Autobusy sa dosc nowoczesne i tylko w godzinach szczytu moga byc przeladowane. Ciekawe jest to, ze praktycznie nikt nie kasuje biletow. Poczatkowo mialam stracha, ale tutaj nie ma kogos takiego jak kanar, czy inny funkcjonariusz sprawdzajacy bilety. Niby kierowca powinien na to zerknac, ale oczywiscie - tylko w teorii.


- Nieczytelnosc rozkladow. Zgadza sie, nasz slunski kzk gop to niebo w porownaniu do rozkladow tutaj. Nawet Wlosi nie do konca rozumieja znaczenia roznych cyferek i symboli przy okreslonej godzinie odjazdu. Innymi slowy, wsiadaj i modl sie o to bys wysiadl we wlasciwym miejscu.

Mapa rodem 'metro w NYC' :D

- Pociag: Bardzo korzystne i wygodne polaczenie kolejowe miedzy Bolonia, a okolicznymi miejscowosciami i strefa podmiejska. Za okolo 15km podroz placimy 2-2.5 Euro, wiec calkiem znosnie.



4. Aktywnosc fizyczna
Wlosi uwielbiaja jesc. Nie mam na mysli junk food, czy smieci tego typu - tutaj chodzi o delektowani sie jedzeniem. A jak sie troche za duzo zje, to ... 

- Czas wskoczyc w adidasy i biegamy! Dokladnie, Wlosi sa bardzo aktywni i moze dlatego moga sobie pozwolic na takie pysznosci jedzeniowe, bo bez wzgledu na pogode, w parku, czy nawet w centrum miasta mozna zobaczyc ogromna ilosc biegaczy, fanow nordic walkingu itd. Jest to naprawde krzepiace, bo czlowiek sam sie motywuje 'kurcze, moge sobie pozwolic na kawalek pizzy, ale koniecznie potem jogging!'

- Rowery, rowery, rowery ... Nie tylko ten sposob przemieszczania sie z punktu A do punktu B jest o wiele szybszy niz samochod w centrum miasto, to niesie on ze soba wiele korzysci dla zdrowia. Wlosi wiedza o tym i gdzie sie czlowiek nie obroci widac rowery mknace w strone slonca :)

- Jezeli chodzi o dzieciaki, to nie dosc, ze gdy ida do middle school (od 10-11 roku zycia), to maja zajecia od poniedzialku do soboty (!), to na dodatek praktycznie kazde dzieciatko chodzi na dodatkowe zajecia sportowe minimum 3 razy w tygodniu.

5. Zwyczaje

- Wlosi szaleja na punkcie psow. Koty, kotami ... ale psy! Przed praktycznie kazdym sklepem jest miseczka dla naszych podopiecznych, a jesli wezmiemy naszego czworonogi na rece, to mozemy go wniesc nawet do apteki, czy lekarza.

- Creepy old guys - faceci w wieku 60 w gore, ktorzy przyczepiaja sie jak rzep psiego ogona, gdy widza mloda dziewczyne, ktora absolutnie nie mowi po wlosku. Uwaga, bo trudno sie od nich odczepic, a ma sie wrazenie, ze obserwuja z kazdego ciemnego kata :D

To sa typowo mysli zebrane i mam nadzieje, ze nie napisalam tego zbyt chaotycznie. W miare przyplywu weny tworczej, bede kontynuowac notki tego typu :) Jesli macie jakies pytania dot. au pairkowania, Wloch ... feel FREE to ask!

Keep tight,
M






środa, 16 października 2013

Smuteczek

Tak tak tak.
I mnie w koncu dopadl maly smuteczek.
Pomimo tego, ze przeciez wszystko z rodzinka dobrze, a czas wolny nalezy do najlepszych chwil mojego zycia...
W czym zatem problem?
Po pierwsze, zaczal sie moj etap homesick (a myslalam, ze jestem twardsza, o ironio)
Oj, brakuje mi kilku osob i to bardzo.
The bottom line is, rozmawialam dzisiaj z rodzicami na skype (w koncu!) i w pewnym momencie cala host rodzinka usiadla ze mna przed monitorem, krzyczac 'ciao ciao!'. Raaaany, to bylo naprawde kochane. Moja mama oczywiscie na poczatku sie schowala, a Anna zaczela mowic, ze nie ma sie niczym nie martwic, bo jest piekna i ma super corke :D Niby takie banalne i w ogole, ale uwierzcie, ze naprawde sie cieplej robi na sercu :)
Tak wiec, zakonczylismy rozmowe, a na mejla dostalam mala niespodzianke :) :

Moje piekne stworzenie, zwane Jablkiem (po wlosku Mela to po prostu jablko :D),
za ktorym tesknie szalenie :(
Po drugie i mniej wazne, zepsul mi sie komputer, a na dodatek wczoraj dal o sobie znac tez moj telefon. Probowalam go naprawic i nic. Dopiero, gdy w przyplywie zlosci uzylam sporej dawki sily - odzyl. Generalnie, telefon zyje, ale co kilka godzin sie wylacza i trzeba go wlaczyc na nowo. Innymi slowy, niezniszczalna nokia okazalo sie 'zniszczalna'. Mam wrazenie, ze caly sprzet technologiczny sie zbuntowal, a magiczni 'oni' chca mnie odizolowac od swiata :P

Zeby nie bylo tak bardzo negatywnie (hej, w koncu jestesmy w krainie mlekiem i miodem plynacej :P), to dzisiaj w koncu przez caly dzien byla przepiekna pogoda. Przez ostatnie dwa dni byla mgla, padalo i trudno bylo sie zmobilizowac do czegokolwiek.
Jednakze, w zwiazku z postanowieniem 'diet pact', wyciagnelam rower (pierwszy raz w tym sezonie hahahaha) i ruszylam na prawie 20km przejazdzke.
Tia, ostatnie 4h ciagnelam rower za soba, a gdy padlam na lozko po powrocie, to myslalam, ze nigdy nie wstane ... Ale satysfakcja byla i musze przyznac, ze naprawde jestem zmobilizowana do dzialania, wiec zacisnelam zeby i poznym popoludniem wybralam sie z Titu na jogging. W drodze powrotnej zatrzymalam sie na chwile. Nie, nie potrzebowalam odpoczynku fizycznego. Potrzebowalam za to chwili medytacji i wyciszenia. Dlatego tez, gdy moim oczom ukazal sie jeden z piekniejszych widokow jakie dane bylo mi tu zobaczyc, usiadlam na wzgorzu, a przed oczami rozposcierala sie fenomenalna (iscie toskanska) panorama. Nawet Titu usiadla przy mnie i razem podziwialysmy to piekne dzielo natury.
Matko, kocham wloski pazdziernik (zwlaszcza w takie dni) :)

Drogie au pairki - jak tam Wasze postanowienia i realizacje planow 'dietetycznych'? A moze wrecz przeciwnie - macie to gleboko w nosie i po prostu korzystacie z dobrodziejstw kulinarnych?
Chce poznac Wasze opinie :D Moje juz znacie :)

Tymczasem klade sie spac, by jutro o 9 grzecznie wziac sie za 'skalpel' Chodakowskiej :)

PS. Jak bede miec troche wiecej czasu, to OBIECUJE, ze w koncu opublikuje notke zwiazana z pewnymi praktycznymi radami (lub jak kto woli - obserwacjami) na temat zycia codziennego we Wloszech :)

Keep tight,
M

poniedziałek, 14 października 2013

Zdjec i refleksji kilka

Ciao ragazzi!

Kwestia pierwsza. 
Do poruszenia tego tematu, tchnelo mnie kilka notek, ktore bardzo poprawily moj dzisiejszy nastroj :)
Jestem totalnie zakochana w koncepcie au pair, ale przede wszystkim w spolecznosci au pair, bo nie jest to tylko kopalnia wiedzy, ale przede wszystkim - zywe relacje z osobami (nie tylko dziewczynami, podkreslam!), ktore planuja, sa w trakcie lub po. Czasami jak usiade przy komputerze i zaczytam sie w te wszystkie notki, to od razu chce byc tu, i tam. Zobaczyc, przezyc, zjesc i poskakac ze spadochronu.
Drogie au pairki i au pairzy - tworzymy cos naprawde szczegolnego i bardzo sie ciesze moc byc tego czescia :)

Kwestia druga.
Dzisiaj notka zdjeciowa. Tak dla odmiany.
Weekend byl piekny i sloneczny, a ludzie jak zwykli fenomenalni.

Enjoy!

Buziaki z deszczowych Wloch,
M

BO, okolice dworca. Tak, kolejna kultura 'rowerowa'.
Taki skuter moglabym sobie sprawic :)

Piazza VIII Agosto.
W kazdy piatek i sobote organizowany jest targ, gdzie mozna kupic doslownie WSZYSTKO.
Cos a'la nasz taki stadion dziesieciolecia

W sobote i niedziele bylysmy u Gaby w domu, na jednym ze wzgorz Bolonii.
To jest, prosze Panstwa, widok z lazienki :D

Mowilam juz, ze nie lubie kotow?
Ale lubie to zdjecie.

nasze dzielne sniadanko z Gabs o godz 14.
Nutella to podstawa! ( a raczej byla, teraz DIETA!!!)

kawa musi byc

W drodze do San Luca


a tu spacerkow z Titu ciag dalszy

Nie dosc, ze kazde drzewo jest ponumerowane, to co kilka metrow
przypominaja nam w jakim jestesmy dystrykcie. 

Rasiglio again!

Tak wyglada klasyczne sniadanko Wlochow.
Mozna przebierac w rodzajach ciastek - w sklepie sa osobne dzialy z ciastkami
na sniadanie, kolacje i przekaski.
Oczywiscie, dodatkowo nutella.

AAA, na smierc zapomnialam o kwestii trzeciej :)
Oglaszam wszem i wobec, ze moj organizm nie jest juz w stanie przyswoic takiej ilosci makaronu, pizzy ani ciastek.W przeciagu ostatniego miesiaca udalo mi sie pochlonac takie ilosci jedzenia, ze to sie w glowie nie miesci. Nie wiem jak to mozliwe, ze Wlosi jedza tak duzo, a sa tacy szczupli. A przyjezdza taka Marta, organizm sie buntuje na kolacyjki o 20, ktore sa odpowiednikiem naszego niedzielnego obiadku i zaczyna odczuwac jak bardzo skurczyly sie jej ulubione spodnie.
Innymi slowy, nie zaluje ani jednego kesa pysznego jedzenia, ale CZAS DZIALAC.
Wraz z Gaby postawilysmy sobie kilka celow. Pierwszy raz zmieniam nawyki zywieniowo-aktywnosciowe z kims i powiem, ze na razie bardzo mi sie podoba :) Raz, czuje sie zobowiazana przed sama soba, ale jak brakuje motywacji, to mysle - kurcze, nie rob wiochy. Nie mozesz jej zawiesc! 
Kocham Wlochy za niesamowita kuchnie, ale czas najwyzszy troszke zbastowac.
A do tego, jak zobaczylam dzisiaj pewnego posta o motywacji do zdrowego trybu zycia - tylko utwierdzilo mnie to w przekonaniu, ze czas najwyzszy co nieco zmienic :) 

Dziekuje za uwage, bez odbioru!