Piszę tego posta na stancji mojej przyjaciółki, która okazała się na tyle wspaniała, że przez ostatnie 2 dni na nowo poczułam się studentką w jej pięknym mieszkanku na Ochocie, które zachwyciło mnie nie tylko przez lokalizację, ale przede wszystkim na świetną atmosferę między współlokatorami. Wróciłam jakieś pół godziny temu z Ambasady na Pięknej 12 i ...
Mam wizę !!!! :)
Zanim przejdę do konkretów, to bardzo dziękuję każdej osobie, która poświęciła te kilka minut by napisać komentarz pod ostatnim postęp ze wskazówkami dot. rozmowy i słowami otuchy - grazie!
Druga kwestia, to serdecznie dziękuję Kasiarzynie, która mnie gościła przed te kilka dni i mimo tego, że ze sto razy byłam w Warszawie, to pokazała mi jej inne oblicze i zaciągnęła mnie na najlepsze wegańskie burgery w Kro-Warzywa na Hożej, polecam!
Dzięki Kasiarzynka!
OK, konkrety!
Gdy przebrnęłam przez całą zabawę z wnioskiem DS-160 online, który wypełniałam w dniu swoich urodzin i nad którym spędziłam prawie 2.5h, bo sto razy sprawdzałam, czy faktycznie wszystko wpisałam poprawnie. Drobna rada, wypełniając rubryczki poświęcone datom - pamiętajcie, że format daty to miesiąc-dzień-rok, a nie na odwrót!
Następnie poszłam wpłacić magiczną kwotę 496 zł (160 dolców) w Banku Pocztowym, który jako jedyny ma umowę z rządem amerykańskim. Wpłaciłam pieniążki w piątek, a w poniedziałek mogłam wpisać magiczny kod z kwitka w odpowiedniej rubryczce online i umówiłam się na spotkanie 29.11.2013 o 8.30.
Do Warszawy przyjechałam już w środę (używając blablacaar - polecam!) by troszkę wyluzować, jeszcze poczytać trochę informacji i się psychicznie przygotować.
Jako, że spotkanie miałam na 8.30, to postanowiłam być wcześniej - już ok 8. Oczywiście, żadnych torebek mieć nie można (w teorii, a zdarzało się, że jakaś starsza pani spokojnie sobie wniosła), więc zaniosłam to do fotografa obok, gdzie uiściłam opłatę w wysokości 10 zł i mogłam zostawić torbę.
OK, ustawiłam się w malutkiej kolejce do wejścia (dosłownie 4 osoby), a już o 8.10 miły pan ochroniarz pytał się, czy mam może telefon komórkowy do depozytu i jak nie, to zaprasza dalej. Przy przejściu przez bramki zaczęłam 'piszczeć' i musiałam rozsunąć zamki w kozak, by potwierdzić tezę, że jednak nie przenoszę tam żadnych ładunków wybuchowych ani nic z tych rzeczy :P
Następnie trzeba było wejść do rejestracji, gdzie pani zabrała wspomniane we wcześniejszym poście dokumenty oraz paszport, przykleiła naklejkę z kodem na paszport, który potem mi oddała i kazała iść na dół, a potem w lewo.
Mała kolejeczka do kolejnej rejestracji. Tym razem, odciski palców. Poczekałam może z 10 min i znalazłam się przy okienku, dostałam numerek 11.
Przede mną było może z 6 osób, a konsul tylko jeden. Próbowałam zerknąć jak wygląda, jaką ma minę i czy mam się bać - ale jednak tylko gdzieś mi ta jego buzia śmignęła i za bardzo nic nie dostrzegłam podejrzanego.
Usiadłam grzecznie, rzuciłam okiem na informacje dla studentów/stażystów etc, którzy wybierają się do USA, a powinni być świadomi swoich praw. Potem jakoś się zapatrzyłam na ekran telewizora, gdzie ambasador Mull mówił 'szczypiorek', a następnie przekonywał, że Polska to jeden z najlepszych i najbardziej zaufanych partnerów USA ...
A011 do okienka numer 10.
Wdech - wydech ... Kuźwa, uśmiechaj się dziołcha!
Przywdziałam najpiękniejszy uśmiech jaki posiadam i przyznam szczerze, że normalnie jestem typem hojraka jeśli chodzi o wszelakie uczelnianie egzaminy i kolosy, nawet maturę ... ale tutaj miałam autentycznego pietra, że przez jakieś konsulowe widzimisię nie dostanę wizy..
Zaczynamy! (cała rozmowa była po angielsku)
- So, you want to go the United States?
- Do you have experience in taking care of children?
- What is the age of the children that you are going to take care of?
- What do your host parents do?
- *tururururu, gwóźdź programu* Did you read the information provided on a sheet of paper given to you?
M: Yes, of course!
- Can you give me an example?
M : EEEE. Yes! I remember that in the work place you should have a clean bathroom.
hahahahahahahaha, to był hit po prostu. Oczywiście powiedziałam to na wpół świadomie, bo to było jedyne, co zapamiętałam ... Konsul oderwał się od wpisywania jakiś danych w komputer i popatrzał jak na debila, więc szybko dodałam:
OK, let's be serious. There are many organisations that can help you if something bad happens blablabla ...
(to była moja radosna twórczość, nic takiego nie doczytałam tam :D)
No i po tym pytaniu konsul powiedział, że mam pamiętać, że nie wolno mi oddawać mojego paszportu nikomu i ... paszport z wizą do odbioru w ciągu 5 dni roboczych :)
Oprócz ostatniego pytania, to na wszystko odpowiadałam konkretnie - bez lania wody (wow, a to do mnie nie podobne!), a sam konsul był bardziej zajęty wpisywaniem czegoś do komputerka niż słuchaniem mnie, ale mniejsza. Zaczęłam się zastanawiać, czy siedzi na fejsie, a może sprawdza mojego i na samą myśl się uśmiechnęłam, co pozwoliło mi się wyluzować :)
Odeszłam spod okienka w skowronkach i w takim nastroju postanowiłam się przejść na Ochotę, gdzie teraz siedzę, ogarnę się troszeczkę i obowiązkowo - Krakowskie Przedmieścia :) A w okolicach 15-16 mam nadzieję wystartować z Warszawy do domu, ale nie wiem, czy ostatecznie nie zdecyduję się na pociąg ok 19. Zobaczymy.
Kochane au pairki,
koniec największych stresów, latania z jednego kraju do drugiego, a tym samym mam więcej czasu i powolutku nadrobię wszystkie zaległości z notkami i komentarzami :)
Dzięki raz jeszcze za wszelki support (psychiczny, logistyczny, transportowy) każdej osobie, która mogłaby to przeczytać!
Buziaki,
M
piątek, 29 listopada 2013
wtorek, 26 listopada 2013
Przygotowania do rozmowy o wizę - URGENT
Kochane aupairki!
Proszę Was o radę!
W piątek mam rozmowę o wizę w Warszawie, która napawa mnie obawą i już na samą myśl jestem cała zestresowana, ale wyjeżdżam już jutro rano, gdyż chcę spędzić trochę czasu jeszcze z przyjaciółką, która jest matematycznym nerdem i z którą widzę się raz na ruski rok :(
DO RZECZY!
Proszę Was o potwierdzenie, czy spakowałam wszystkie dokumenty ...
- paszport
- dowód wpłaty
- confirmation DS-160
- form I-901
- DS 2019
- dyplom z uczelni / zaświadczenia od rodziców z pracy, hipoteka etc.
- zdjęcie psa (to największy dowód tego, że mam do czego wracać w PL) ŻARCIK na rozładowanie stresów, więc spokojnie :P
Przeczytałam z miliard stron i wpisów jak poradzić sobie z rozmową, ale i tak mam wrażenie, że NIC nie wiem. Kochane, napiszcie cokolwiek ... I would really appreciate that! <3
Po trzecie i najważniejsze, od mojego powrotu do PL ciągle coś się dzieje ... to urodziny, to spotkania, to wyjazd do Warszawy ... nie mam nawet minuty by spokojnie usiąść i się ogarnąć. Obiecuję, że po powrocie z naszej stolicy zabieram się za Wasze posty i wszystko ponadrabiam :)
W dodatku wprowadziłam kilka drastycznych zmian żywieniowych w mojej diecie i ... już nie mogę się doczekać jak podzielę się z Wami przepisem na domową (i zdrową) nutellę :)
Buziaki i dzięki !!!!
Proszę Was o radę!
W piątek mam rozmowę o wizę w Warszawie, która napawa mnie obawą i już na samą myśl jestem cała zestresowana, ale wyjeżdżam już jutro rano, gdyż chcę spędzić trochę czasu jeszcze z przyjaciółką, która jest matematycznym nerdem i z którą widzę się raz na ruski rok :(
DO RZECZY!
Proszę Was o potwierdzenie, czy spakowałam wszystkie dokumenty ...
- paszport
- dowód wpłaty
- confirmation DS-160
- form I-901
- DS 2019
- dyplom z uczelni / zaświadczenia od rodziców z pracy, hipoteka etc.
- zdjęcie psa (to największy dowód tego, że mam do czego wracać w PL) ŻARCIK na rozładowanie stresów, więc spokojnie :P
Przeczytałam z miliard stron i wpisów jak poradzić sobie z rozmową, ale i tak mam wrażenie, że NIC nie wiem. Kochane, napiszcie cokolwiek ... I would really appreciate that! <3
Po trzecie i najważniejsze, od mojego powrotu do PL ciągle coś się dzieje ... to urodziny, to spotkania, to wyjazd do Warszawy ... nie mam nawet minuty by spokojnie usiąść i się ogarnąć. Obiecuję, że po powrocie z naszej stolicy zabieram się za Wasze posty i wszystko ponadrabiam :)
W dodatku wprowadziłam kilka drastycznych zmian żywieniowych w mojej diecie i ... już nie mogę się doczekać jak podzielę się z Wami przepisem na domową (i zdrową) nutellę :)
Buziaki i dzięki !!!!
czwartek, 21 listopada 2013
Goodbye is a second chance
Kochani,
Piszę do Was już z naszego pięknego kraju, do którego dotarłam wczoraj w godzinach porannych. Przywitało mnie niesamowicie lodowate powietrze po wyjściu z samolotu i nie wiem do końca, czy to właśnie było przyczyną, że w oczach stanęły mi łzy na myśl, że już jestem w kraju.
Znacie pojęcie ambiwalentnych uczuć? Tak właśnie się czułam. Każda komórka mojego ciała krzyczała o zostanie we Włoszech, choć wiedziałam, że to niemożliwe i że trzeba iść na przód.
Zmobilizowałam się do pisania, choć w przeciągu ostatnich 3 dni nie spałam więcej niż można to policzyć na palcach jednej ręki. Tak, generalnie wyglądam jak zombie, ale jakoś za bardzo mi to nie przeszkadza.
To będzie ostatnia notka podróżnicza przed styczniem, gdyż oficjalnie DZISIAJ zaczynają się moje przygotowania do USA.
Tak więc, pozwólcie mi napisać jeszcze kilka słów odnośnie moich kilku miesięcy we Włoszech oraz pożegnania w Rzymie, a od jutra, czyli od dnia moich urodzin - bierzemy się za wizy, szmiry i mohiry.
OK.
Italia, Italia, Italia ...
Mogłabym pisać i pisać, i pisać ... Dzieło długością pewnie by dorównywało Iliadzie i Odysei. Ale przecież nie oto chodzi, chcę napisać tylko kilka słów, tych najważniejszych.
Pierwszy miesiąc zleciał mi tak szybko, że miałam wrażenie, że jestem w jakimś mega pozytywnym transie. Drugi miesiąc był bardziej miesiącem kontemplacji, ale i tak zleciał błyskawicznie.
Rodzinka - Od początku nie ukrywałam, że dla mnie to nie jest czysty kontrakt au pair - host family.
Dla mnie Ci ludzie znaczą coś więcej, co sprawiło, że już drugi rok z rzędu kupiłam bilet lotniczy i do nich przyjechałam. Byłam opiekunką, krawcową, kucharką i skręcałam meble z IKEI. Moja host mom uznała, że to wręcz niemożliwe, że nie chce więcej pieniędzy, a odpowiedziałam jej, że to nie one dają szczęście.
OK, mogą być środkiem do osiągnięcia szczęścia, ale nigdy go nie kupią.
Ja bardziej cenie emocje, doświadczenia i relacje z ludźmi. Dlatego też wiem, że za kilka lat znowu się spotykamy. Może przyjadą do PL? Nie wiem, ale jestem przekonana, że jest to znajomość na całe życie, bo ja po prostu traktuje ich jako swoją drugą rodzinę.
Jeżeli chodzi o moje dzieciątka, to napisały mi kartkę w całości po angielsku i doprowadziły mnie tym do skrajnej rozpaczy, że tak pięknie im to wyszło, a są tak nieśmiałe w mówieniu.
Życie towarzyskie -Mimo tego, że byłam bardzo krótko, to udało mi się poznać niesamowitych ludzi i jestem przekonana, że nie raz spotkamy się jeszcze gdzieś na końcu świata. Bardzo dużo się od nich nauczyłam, poznałam totalnie różne perspektywy i doszło do wielu 'culture clashes' i dzięki Bogu za to. Nie ma to jak wiedza praktyczna i nauka na własnej skórze.
Dostałam jeden z najpiękniejszych prezentów od Johanna i Gaby, które zrobiły dla mnie wielgaśny poster z naszymi zdjęciami, różnymi napisami i obrazkami, które są dla nas kwintesencją Italii.
A Stefano podarował mi dwie bardzo ważne dla mnie płyty, których słuchaliśmy praktycznie na okrągło, gdy mieliśmy szansę jeździć po pięknym regonie Emilii-Romanii.
Podróże - można rozumieć dwojako.
Podróże kulinarne po wyśmienitej kuchni w Bolonii oraz podróże poznawczo-terytorialne.
Na pewno więcej skupiłam się na tych pierwszych, dlatego tak świetnie wyglądam i muszę się teraz odchudzać, ale nie żałuję. Warto było pod każdym względem.
Teraz tylko zrzucić te 6kg, które sprawiły, że nie mogę dopiąć guzika w żadnych spodniach i będzie wszystko po staremu :P
OK. Koniec tekstu. Czas na kilka zdjęć z Rzymu.
Tym samym kończę wątek Włoch, który i tak będzie się jeszcze gdzieś tam pewnie przewijał, ale teraz oficjalnie zaczynam przygotowania do wyjazdu do Stanów.
Keep tight,
M
ROMA
Piszę do Was już z naszego pięknego kraju, do którego dotarłam wczoraj w godzinach porannych. Przywitało mnie niesamowicie lodowate powietrze po wyjściu z samolotu i nie wiem do końca, czy to właśnie było przyczyną, że w oczach stanęły mi łzy na myśl, że już jestem w kraju.
Znacie pojęcie ambiwalentnych uczuć? Tak właśnie się czułam. Każda komórka mojego ciała krzyczała o zostanie we Włoszech, choć wiedziałam, że to niemożliwe i że trzeba iść na przód.
Zmobilizowałam się do pisania, choć w przeciągu ostatnich 3 dni nie spałam więcej niż można to policzyć na palcach jednej ręki. Tak, generalnie wyglądam jak zombie, ale jakoś za bardzo mi to nie przeszkadza.
To będzie ostatnia notka podróżnicza przed styczniem, gdyż oficjalnie DZISIAJ zaczynają się moje przygotowania do USA.
Tak więc, pozwólcie mi napisać jeszcze kilka słów odnośnie moich kilku miesięcy we Włoszech oraz pożegnania w Rzymie, a od jutra, czyli od dnia moich urodzin - bierzemy się za wizy, szmiry i mohiry.
OK.
Italia, Italia, Italia ...
Mogłabym pisać i pisać, i pisać ... Dzieło długością pewnie by dorównywało Iliadzie i Odysei. Ale przecież nie oto chodzi, chcę napisać tylko kilka słów, tych najważniejszych.
Rodzinka - Od początku nie ukrywałam, że dla mnie to nie jest czysty kontrakt au pair - host family.
Dla mnie Ci ludzie znaczą coś więcej, co sprawiło, że już drugi rok z rzędu kupiłam bilet lotniczy i do nich przyjechałam. Byłam opiekunką, krawcową, kucharką i skręcałam meble z IKEI. Moja host mom uznała, że to wręcz niemożliwe, że nie chce więcej pieniędzy, a odpowiedziałam jej, że to nie one dają szczęście.
OK, mogą być środkiem do osiągnięcia szczęścia, ale nigdy go nie kupią.
Ja bardziej cenie emocje, doświadczenia i relacje z ludźmi. Dlatego też wiem, że za kilka lat znowu się spotykamy. Może przyjadą do PL? Nie wiem, ale jestem przekonana, że jest to znajomość na całe życie, bo ja po prostu traktuje ich jako swoją drugą rodzinę.
Życie towarzyskie -Mimo tego, że byłam bardzo krótko, to udało mi się poznać niesamowitych ludzi i jestem przekonana, że nie raz spotkamy się jeszcze gdzieś na końcu świata. Bardzo dużo się od nich nauczyłam, poznałam totalnie różne perspektywy i doszło do wielu 'culture clashes' i dzięki Bogu za to. Nie ma to jak wiedza praktyczna i nauka na własnej skórze.
Dostałam jeden z najpiękniejszych prezentów od Johanna i Gaby, które zrobiły dla mnie wielgaśny poster z naszymi zdjęciami, różnymi napisami i obrazkami, które są dla nas kwintesencją Italii.
Podróże - można rozumieć dwojako.
Podróże kulinarne po wyśmienitej kuchni w Bolonii oraz podróże poznawczo-terytorialne.
Na pewno więcej skupiłam się na tych pierwszych, dlatego tak świetnie wyglądam i muszę się teraz odchudzać, ale nie żałuję. Warto było pod każdym względem.
Teraz tylko zrzucić te 6kg, które sprawiły, że nie mogę dopiąć guzika w żadnych spodniach i będzie wszystko po staremu :P
OK. Koniec tekstu. Czas na kilka zdjęć z Rzymu.
Tym samym kończę wątek Włoch, który i tak będzie się jeszcze gdzieś tam pewnie przewijał, ale teraz oficjalnie zaczynam przygotowania do wyjazdu do Stanów.
Keep tight,
M
ROMA
| Piątek wieczór: Monumento Vittorio Emanuele II 'to dupne' w interpretacji Michała, co było również jego ulubionym miejscem. |
| Gapi się ... |
| Sobota: Michałki na Palatynie |
| Sobota: Forum Romanum |
| Sobota: Znowu sie gapi ... |
| Sobota: A cóż to za przystojniak? Kapitol. |
| Sobota: z Michałem, który zrobił sobie kilka dni wolnego od uczelni i przyjechał do Rzymu, który zwiedziliśmy w iście bakpakerskim stylu :) |
| Sobota: Znowu 'to dupne', w którego wnętrzu znajdowało się wiele wystaw, poświęconych zjednoczeniu Włoch. |
| Sobota: Świątynia Herkulesa |
| Wodę można spokojnie pić! |
| Cin-cin i to LEGALNIE w miejscu publicznym! |
| Sobota: Hostel, noc pierwsza |
| Taaaak. Rzym rządzi się swoimi prawami :) |
| Niedziela: Castel Sant Angelo |
| Niedziela: Widoczek na Rzym |
| Niedziela: Piazza del Popolo |
| Niedziela: Polski element part1 |
| Ruszamy dalej!!!! |
| Niedziela: Panteon |
| Poniedziałek: Muzea Watykańskie to jedne z najbogatszych muzeów na świecie. Są różne sale, nawet te związane z kulturą Egiptu, czy Majów. |
| Poniedziałek: Muzea Watykańskie Prawie jak w domu :) |
| Poniedziałek: Watykan |
| Najpiękniejsza rzecz na świecie. COUCHSURFING !!!!!!!! |
| Historia tego zdjęcia jest dość interesująca, ale hm what happens in Rome, stays in Rome :D |
| Wtorek: Miało być Tivoli, ale byliśmy tak wykończeni po poprzednim wieczorze, że zdecydowaliśmy się na wycieczkę do EUR |
| Wtorek: EUR |
| Metro: Najszybszy środek transportu. bilet jednorazowy 1.50 Euro (+100 min na autobus) , całodzienny 6 Euro |
| Środa rano: Czas wracać do domu :( |
wtorek, 12 listopada 2013
Get a grip!
Krotko i na temat.
Bez wzgledu gdzie teraz jestes i przez co teraz przechodzisz, dasz rade :)
Kto nas naloduje pozytywna energia jak nie my sami?
Koniec. Kropka.
Bez wzgledu gdzie teraz jestes i przez co teraz przechodzisz, dasz rade :)
Kto nas naloduje pozytywna energia jak nie my sami?
Koniec. Kropka.
poniedziałek, 11 listopada 2013
Last weekend
Naprawde?! Nie wierze, ze 2 miesiace zlecialy jak z bicza strzelil i ze 5h temu zakonczyl sie najlepszy weekend mojego zycia, ktory rowniez byl ostatnim tutaj w Bolonii.
Weekend oficjalnie rozpoczal sie o 16 w piatek, gdy nasz sasiad przyjechal by zabrac dziewczynki na basen, wiec i ja zabralam sie z nimi, proszac o podwiezienie na stacje GARIBALDI. Nie wiem, czy to bylo tak trudno zrozumiec, bo stacja znajduje sie na przeciwko basenu, ale ten sasiad chyba myslal, ze latwiej mi bedzie sie dostac z jakies stacji-meliny blizej naszej wioski i tym samym, o 16.20 stalam na pseudo-peronie, wpatrzona w pseudo-rozklad, sprawdzajac ukradkiem, czy moze nie jedzie jakis pociag.
Tia.
Cisza. Zadnej informacji ani koletury biletowej. Ludzi tyle, co kot naplakal. Jako, ze zima za pasem, to zaczelo sie robic ciemno, a ja nawet nie wiedzialam jak po wlosku zapytac sie 'przepraszam, jak do cholery dostac sie do Bolonii z tej dziury?'.
Jednak, tego, czego nauczyly mnie Wlochy, to PYTAC zawsze. Nawet jesli za bardzo nie wie sie jak zrobic to po wlosku, to zawsze probowac. Podeszlam wiec do jakies dziewczyny, ktora siedziala na lawce i gdy na moje pytanie 'scuza, parla inglese?' uslyszalam magiczne 'yes, a little' bylam bliska placzu ze szczescia :D Okazalo sie, ze nigdzie nie mozna kupic biletu i generalnie pociag przyjezdza sobie jak chce i w ciagu pol godziny jakis powinien przyjechac. No ok, ale jak rozwiazac problem z biletem? Wyobrazcie sobie moja mine, gdy ta dziewczyna po prostu dala mi swoj bilet i razem pojechalysmy najblizszym pociagiem do Bolonii.
Tak, zawsze warto zapytac, gdy sie czegos nie wie. Dzieki temu mozna poznac naprawde bardzo ciekawych ludzi, co naprawde sprawia, ze ten swiat dookola jest odrobine przyjemniejszy :)
OK, konkrety!
Piatek wieczor spedzilismy w domu Gaby, ktorej host rodzinka wyjechala i urzadzilismy meksykanski wieczor z winem za 2 Euro :D
Sobota byla dosc ciekawa, bo przyjechalam do Bolonii o 8.30 rano, a powrot przewidziany byl dopiero na 2 w nocy (dluuuuga historia), wiec trzeba bylo cos wymyslec by nie wynudzic sie za bardzo w miescie, ktore jest juz nam dosc dobrze znane. Umowilysmy sie z Johanna na dworcu, gdzie zaczelysmy sie zastanawiac, gdzie by pojechac w dosc low-costowej opcji by madrze wykorzystac wolny czas.
Wybor padl na Ferrare, ktora oddalona jest od Bolonii o jakies 50 km i do ktorej jechalysmy okolo25-30 min pociagiem regio (!). Ferrara jest przepiekna, ale wedlug mnie - niesamowicie wyludniona w porownianiu do Bolonii.
Wieczorem zorganizowalysmy spotkanie au pairek w naszym ulubionym barze, a przed 23 wybralysmy sie na aperitivo ze znajomymi Johanna. No i tym oto sposobem dotarlismy do 2 w nocy, gdy w koncu mozna bylo pojsc spac :D
W niedziele rano wyruszlismy nad morze. W okoliach 9.30 bylismy juz na autostradzie (dziwnie pustej) i mknelismy w strone ... chmur, ktore nadciagaly od strony wybrzeza. Jednak, nie tracilismy dobrego humoru i jechalismy z nadzieja, ze uda sie jeszcze zlapac troche slonca w Rimini. Udalo sie! :)
Poszlismy cos zjesc i podczas konsumpcji pysznej pizzy (znowu ...) doszlismy, ze dlaczego by tak nie zaszalec i nie pojechac do innego kraju...
COOOOO?
Tak wiec, zapakowalismy sie w samochod i wyladowalismy w ... Republice San Marino z najlepsza druzyna w pilce noznej, do ktorej probowalismy dolaczyc, ale nie dalo rady :( Niestety (albo i stety!) zaczelo lac jak z cebra i zrobilismy ekspresowy spacer po miescie, co wykonczylo moje buty do reszty i teraz nadaja sie tylko do kosza :D Ale nie zaluje i na pewno nie zapomne wycieczki do RSM, najszybsze zwiedzanie nowego kraju ever.
Juz po 16.30 robi sie ciemno, wiec postanowilismy, ze powoli bedziemy zbierac sie do Bolonii, gdzie dotarlismy okolo 18. Troszke za dlugo sie zasiedzielismy wszyscy i w rezultacie wrocilam do domu w okolicach 8.30, usmiechnieta od ucha do ucha i z masa pozytywnej energii na ten tydzien :)
Podsumowujac, ten weekend obfitowal w wiele nowych miejsc, emocji i doswiadczen. No i oczywiscie, bardzo duzo ciekawych ludzi i interesujacych rozmow. W pamieci utkwila mi szczegolnie jedna mysl, ktora wzielam sobie naprawde do serca 'Reading between the lines is a total bullshit. The most important thing is to read between the ACTIONS. Actions count. You can tell everything, its free. But when it comes to actions, they mean life'.
W piatek jade do Rzymu, co bedzie taka moja forma pozegnania. Sadze, ze nastepny wpis bedzie juz z naszego pieknego kraju.
Keep tight,
M
Weekend oficjalnie rozpoczal sie o 16 w piatek, gdy nasz sasiad przyjechal by zabrac dziewczynki na basen, wiec i ja zabralam sie z nimi, proszac o podwiezienie na stacje GARIBALDI. Nie wiem, czy to bylo tak trudno zrozumiec, bo stacja znajduje sie na przeciwko basenu, ale ten sasiad chyba myslal, ze latwiej mi bedzie sie dostac z jakies stacji-meliny blizej naszej wioski i tym samym, o 16.20 stalam na pseudo-peronie, wpatrzona w pseudo-rozklad, sprawdzajac ukradkiem, czy moze nie jedzie jakis pociag.
Tia.
Cisza. Zadnej informacji ani koletury biletowej. Ludzi tyle, co kot naplakal. Jako, ze zima za pasem, to zaczelo sie robic ciemno, a ja nawet nie wiedzialam jak po wlosku zapytac sie 'przepraszam, jak do cholery dostac sie do Bolonii z tej dziury?'.
Jednak, tego, czego nauczyly mnie Wlochy, to PYTAC zawsze. Nawet jesli za bardzo nie wie sie jak zrobic to po wlosku, to zawsze probowac. Podeszlam wiec do jakies dziewczyny, ktora siedziala na lawce i gdy na moje pytanie 'scuza, parla inglese?' uslyszalam magiczne 'yes, a little' bylam bliska placzu ze szczescia :D Okazalo sie, ze nigdzie nie mozna kupic biletu i generalnie pociag przyjezdza sobie jak chce i w ciagu pol godziny jakis powinien przyjechac. No ok, ale jak rozwiazac problem z biletem? Wyobrazcie sobie moja mine, gdy ta dziewczyna po prostu dala mi swoj bilet i razem pojechalysmy najblizszym pociagiem do Bolonii.
Tak, zawsze warto zapytac, gdy sie czegos nie wie. Dzieki temu mozna poznac naprawde bardzo ciekawych ludzi, co naprawde sprawia, ze ten swiat dookola jest odrobine przyjemniejszy :)
OK, konkrety!
Piatek wieczor spedzilismy w domu Gaby, ktorej host rodzinka wyjechala i urzadzilismy meksykanski wieczor z winem za 2 Euro :D
Sobota byla dosc ciekawa, bo przyjechalam do Bolonii o 8.30 rano, a powrot przewidziany byl dopiero na 2 w nocy (dluuuuga historia), wiec trzeba bylo cos wymyslec by nie wynudzic sie za bardzo w miescie, ktore jest juz nam dosc dobrze znane. Umowilysmy sie z Johanna na dworcu, gdzie zaczelysmy sie zastanawiac, gdzie by pojechac w dosc low-costowej opcji by madrze wykorzystac wolny czas.
Wybor padl na Ferrare, ktora oddalona jest od Bolonii o jakies 50 km i do ktorej jechalysmy okolo25-30 min pociagiem regio (!). Ferrara jest przepiekna, ale wedlug mnie - niesamowicie wyludniona w porownianiu do Bolonii.
Wieczorem zorganizowalysmy spotkanie au pairek w naszym ulubionym barze, a przed 23 wybralysmy sie na aperitivo ze znajomymi Johanna. No i tym oto sposobem dotarlismy do 2 w nocy, gdy w koncu mozna bylo pojsc spac :D
| gdzie wszystko ma swoj poczatek, Bolonia Centrale! |
| No to w droge! |
| urocze uliczki Ferrary |
| glowny plac, ktory jest obecnie remontowany |
| badzmy pozytywni! |
| Katedra |
| Sad Ostateczny ... |
| razem z Johanna |
| Przeciez swieta juz tuz, tuz ... |
| ze Stefano ;) |
COOOOO?
Tak wiec, zapakowalismy sie w samochod i wyladowalismy w ... Republice San Marino z najlepsza druzyna w pilce noznej, do ktorej probowalismy dolaczyc, ale nie dalo rady :( Niestety (albo i stety!) zaczelo lac jak z cebra i zrobilismy ekspresowy spacer po miescie, co wykonczylo moje buty do reszty i teraz nadaja sie tylko do kosza :D Ale nie zaluje i na pewno nie zapomne wycieczki do RSM, najszybsze zwiedzanie nowego kraju ever.
Juz po 16.30 robi sie ciemno, wiec postanowilismy, ze powoli bedziemy zbierac sie do Bolonii, gdzie dotarlismy okolo 18. Troszke za dlugo sie zasiedzielismy wszyscy i w rezultacie wrocilam do domu w okolicach 8.30, usmiechnieta od ucha do ucha i z masa pozytywnej energii na ten tydzien :)
Podsumowujac, ten weekend obfitowal w wiele nowych miejsc, emocji i doswiadczen. No i oczywiscie, bardzo duzo ciekawych ludzi i interesujacych rozmow. W pamieci utkwila mi szczegolnie jedna mysl, ktora wzielam sobie naprawde do serca 'Reading between the lines is a total bullshit. The most important thing is to read between the ACTIONS. Actions count. You can tell everything, its free. But when it comes to actions, they mean life'.
W piatek jade do Rzymu, co bedzie taka moja forma pozegnania. Sadze, ze nastepny wpis bedzie juz z naszego pieknego kraju.
Keep tight,
M
wtorek, 5 listopada 2013
LaFerrari
Zaczynajac tego posta, siedze na kanapie w salonie, gdzie normalnie powinna pochrapywac Titù. Jednak, wyglada na to, ze nie odpowiadal jej widok zza oknem, tj. swiat we mgle, wiec zapewne spi sobie teraz w jednym z lozek, a udajac, ze tego nie widze - pozwole jej jeszcze troche poleniuchowac w luksusie :)
Poranek dosc ospaly, choc jestem na nogach juz od 7.52, a dzien zaczelam od detoxification, czyli od kubka goracej wody z polowka cytryny. Poczatkowo bylam dosc sceptycznie nastawiona, bo po pierwsze - to czysty kwas, po drugie - o raczej kwasnym smaku. Jednak, po kilku dniach naprawde czuje roznice i wszelkie katartki oraz inne przykre jesienne mary odeszly jak reka odjal :)
Dzisiaj mamy wtorek, zostalo mi dokladnie 15 dni i wracam do Polski. Czy sie ciesze? Z jednej strony zatesknilam troszke, ale z drugiej - na mysl, ze trzeba bedzie sie pozegnac z ludzmi, z ktorymi moge juz nigdy nie zobaczyc ... Los sporo mi dopomogl podczas tych dwoch miesiecy i poznalam jednych z najbardziej wartosciowych ludzi w swojej 21letniej zyciowej karierze :) Szczegolnie trudno bedzie mi sie pozegnac z pewnym osobnikiem, z ktorym spedzam prawie kazdy weekend i ktory pokazal mi calkowicie nowe oblicze Bolonii oraz okolic.
Ale trzeba wziac sie w garsc, prawda?
Wlasnie niedawno zastanawialismy sie nad tym, dlaczego Wlochy sa w kryzysie i dlaczego taki Polaczek jak ja tego nie dostrzega, uwazajac, ze i tak najgorzej jest we wlasnym kraju. Otoz, prosze Panstwa, zaczynam zmieniac perspektywe.
Okazuje sie, ze kryzys we Wloszech jest oparty (doslownie) na bardzo szybkiej checi zarobienia pieniedzy kosztem wiedzy i doswiadczenia. Co to oznacza? Wyobrazmy sobie, ze jestesmy wspoludzialowcami poteznej firmy z tradycjami (np. fiat) i nagle zaczynamy wyprzedawac akcje i udzialy, liczac na szybki zysk ze strony firm zagranicznych. Nie mija chwila, a cala firma przestaje miec wloski kapital i tym samym, spoleczenstwo traci cos wazniejszego od pieniedzy - caly wysilek wlozony w wykreowanie firmy, ktora byla symbolem wartosci i tradycji.
My mamy troszke inny kryzys. My narzekamy pomimo tego, ze bardzo duzo aspektow naszego zycia jest naprawde pozytywnych. No, ale to nie tylko my :) Austriacy, Czesi, nawet Ukraincy. Moze taki maly skrzacik siedzi w naszym mozgu i przestawia te trybiki? Czas sie go pozbyc :)
Koniec tych refleksji, czas na kilka zdjec z weekendu.
W piatek zorganizowalam mala domowke dla kilku znajomych i bylo naprawde sympatycznie :) Johanna (au pair z Austrii) zostala u mnie na noc, wiec w sobote wybralysmy sie na spacer z Titu, a wieczorem przyjechal po nas Stefano i razem pojechalismy do Bolonii, gdzie urzadzilismy wegetarianskie gotowanie w domu Johanna :) Oczywiscie, na deser poszlismy na najlepsze gelato w Bolonii - na via Castiglione.
W niedziele urzadzilismy sobie ze Stefano objazdowke po regionie Bolonii i Modeny. Najpierw zawitalismy do Ferrari Museo w Maranello, przeszlismy sie po kamiennych uliczkach Castelvetro, by zatrzymac sie w Vignoli, gdzie z czystej ciekawosci zapytalismy o bilety do ogromnego fortu w centrum miasta. Myslalam, ze jesli nie ma konkretnej informacji dotyczacej ceny biletow itp, to nie ma mozliwosci zwiedzania. Psinco!
Okazuje sie, ze we Wloszech zawsze warto zapytac. Czy to o droge, czy o darmowe bilety. Uwaga, udalo sie :) Nie dosc, ze moglismy wejsc za free, to jeszcze dostalismy mase broszurek i przewodnika w formie elektronicznej. Tak, mielismy sporo szczescia, ale jakbysmy nie zapytali, to bysmy nie weszli do fortu z poczatkow XI wieku :)
A teraz zegnam sie, bo mimo wczesniej pory mam dosc sporo do zrobienia. Ostatnie dwa tygodnie, a nawal obowiazkow ogromny :) Pogoda nie pomaga, wiec trzeba w sobie znalezc dodatkowa moc i do dziela.
Ostatni weekend w Bolonii - nawet nie chce o tym myslec. 15.11 pakuje sie w pociag i az do 20.11 jestem w Rzymie, a stamtad fruuu do PL...
Keep tight,
M
Poranek dosc ospaly, choc jestem na nogach juz od 7.52, a dzien zaczelam od detoxification, czyli od kubka goracej wody z polowka cytryny. Poczatkowo bylam dosc sceptycznie nastawiona, bo po pierwsze - to czysty kwas, po drugie - o raczej kwasnym smaku. Jednak, po kilku dniach naprawde czuje roznice i wszelkie katartki oraz inne przykre jesienne mary odeszly jak reka odjal :)
Dzisiaj mamy wtorek, zostalo mi dokladnie 15 dni i wracam do Polski. Czy sie ciesze? Z jednej strony zatesknilam troszke, ale z drugiej - na mysl, ze trzeba bedzie sie pozegnac z ludzmi, z ktorymi moge juz nigdy nie zobaczyc ... Los sporo mi dopomogl podczas tych dwoch miesiecy i poznalam jednych z najbardziej wartosciowych ludzi w swojej 21letniej zyciowej karierze :) Szczegolnie trudno bedzie mi sie pozegnac z pewnym osobnikiem, z ktorym spedzam prawie kazdy weekend i ktory pokazal mi calkowicie nowe oblicze Bolonii oraz okolic.
Ale trzeba wziac sie w garsc, prawda?
Wlasnie niedawno zastanawialismy sie nad tym, dlaczego Wlochy sa w kryzysie i dlaczego taki Polaczek jak ja tego nie dostrzega, uwazajac, ze i tak najgorzej jest we wlasnym kraju. Otoz, prosze Panstwa, zaczynam zmieniac perspektywe.
Okazuje sie, ze kryzys we Wloszech jest oparty (doslownie) na bardzo szybkiej checi zarobienia pieniedzy kosztem wiedzy i doswiadczenia. Co to oznacza? Wyobrazmy sobie, ze jestesmy wspoludzialowcami poteznej firmy z tradycjami (np. fiat) i nagle zaczynamy wyprzedawac akcje i udzialy, liczac na szybki zysk ze strony firm zagranicznych. Nie mija chwila, a cala firma przestaje miec wloski kapital i tym samym, spoleczenstwo traci cos wazniejszego od pieniedzy - caly wysilek wlozony w wykreowanie firmy, ktora byla symbolem wartosci i tradycji.
My mamy troszke inny kryzys. My narzekamy pomimo tego, ze bardzo duzo aspektow naszego zycia jest naprawde pozytywnych. No, ale to nie tylko my :) Austriacy, Czesi, nawet Ukraincy. Moze taki maly skrzacik siedzi w naszym mozgu i przestawia te trybiki? Czas sie go pozbyc :)
Koniec tych refleksji, czas na kilka zdjec z weekendu.
W piatek zorganizowalam mala domowke dla kilku znajomych i bylo naprawde sympatycznie :) Johanna (au pair z Austrii) zostala u mnie na noc, wiec w sobote wybralysmy sie na spacer z Titu, a wieczorem przyjechal po nas Stefano i razem pojechalismy do Bolonii, gdzie urzadzilismy wegetarianskie gotowanie w domu Johanna :) Oczywiscie, na deser poszlismy na najlepsze gelato w Bolonii - na via Castiglione.
W niedziele urzadzilismy sobie ze Stefano objazdowke po regionie Bolonii i Modeny. Najpierw zawitalismy do Ferrari Museo w Maranello, przeszlismy sie po kamiennych uliczkach Castelvetro, by zatrzymac sie w Vignoli, gdzie z czystej ciekawosci zapytalismy o bilety do ogromnego fortu w centrum miasta. Myslalam, ze jesli nie ma konkretnej informacji dotyczacej ceny biletow itp, to nie ma mozliwosci zwiedzania. Psinco!
Okazuje sie, ze we Wloszech zawsze warto zapytac. Czy to o droge, czy o darmowe bilety. Uwaga, udalo sie :) Nie dosc, ze moglismy wejsc za free, to jeszcze dostalismy mase broszurek i przewodnika w formie elektronicznej. Tak, mielismy sporo szczescia, ale jakbysmy nie zapytali, to bysmy nie weszli do fortu z poczatkow XI wieku :)
![]() |
| Ferrari Museum, so hipster! :D |
| Hall of Champions |
| a to myyy :) |
| robi wrazenie, prawda? LaFerrari engine jest tylko troszke wiekszy od tego w moim aucie :D |
| No i magie tego zdjecia psuje ta nieszczesna sluchawka O.o :D |
| Vignola |
| Vignola |
| Vignola |
Ostatni weekend w Bolonii - nawet nie chce o tym myslec. 15.11 pakuje sie w pociag i az do 20.11 jestem w Rzymie, a stamtad fruuu do PL...
Keep tight,
M
Subskrybuj:
Posty (Atom)
