Piszę tego posta na stancji mojej przyjaciółki, która okazała się na tyle wspaniała, że przez ostatnie 2 dni na nowo poczułam się studentką w jej pięknym mieszkanku na Ochocie, które zachwyciło mnie nie tylko przez lokalizację, ale przede wszystkim na świetną atmosferę między współlokatorami. Wróciłam jakieś pół godziny temu z Ambasady na Pięknej 12 i ...
Mam wizę !!!! :)
Zanim przejdę do konkretów, to bardzo dziękuję każdej osobie, która poświęciła te kilka minut by napisać komentarz pod ostatnim postęp ze wskazówkami dot. rozmowy i słowami otuchy - grazie!
Druga kwestia, to serdecznie dziękuję Kasiarzynie, która mnie gościła przed te kilka dni i mimo tego, że ze sto razy byłam w Warszawie, to pokazała mi jej inne oblicze i zaciągnęła mnie na najlepsze wegańskie burgery w Kro-Warzywa na Hożej, polecam!
Dzięki Kasiarzynka!
OK, konkrety!
Gdy przebrnęłam przez całą zabawę z wnioskiem DS-160 online, który wypełniałam w dniu swoich urodzin i nad którym spędziłam prawie 2.5h, bo sto razy sprawdzałam, czy faktycznie wszystko wpisałam poprawnie. Drobna rada, wypełniając rubryczki poświęcone datom - pamiętajcie, że format daty to miesiąc-dzień-rok, a nie na odwrót!
Następnie poszłam wpłacić magiczną kwotę 496 zł (160 dolców) w Banku Pocztowym, który jako jedyny ma umowę z rządem amerykańskim. Wpłaciłam pieniążki w piątek, a w poniedziałek mogłam wpisać magiczny kod z kwitka w odpowiedniej rubryczce online i umówiłam się na spotkanie 29.11.2013 o 8.30.
Do Warszawy przyjechałam już w środę (używając blablacaar - polecam!) by troszkę wyluzować, jeszcze poczytać trochę informacji i się psychicznie przygotować.
Jako, że spotkanie miałam na 8.30, to postanowiłam być wcześniej - już ok 8. Oczywiście, żadnych torebek mieć nie można (w teorii, a zdarzało się, że jakaś starsza pani spokojnie sobie wniosła), więc zaniosłam to do fotografa obok, gdzie uiściłam opłatę w wysokości 10 zł i mogłam zostawić torbę.
OK, ustawiłam się w malutkiej kolejce do wejścia (dosłownie 4 osoby), a już o 8.10 miły pan ochroniarz pytał się, czy mam może telefon komórkowy do depozytu i jak nie, to zaprasza dalej. Przy przejściu przez bramki zaczęłam 'piszczeć' i musiałam rozsunąć zamki w kozak, by potwierdzić tezę, że jednak nie przenoszę tam żadnych ładunków wybuchowych ani nic z tych rzeczy :P
Następnie trzeba było wejść do rejestracji, gdzie pani zabrała wspomniane we wcześniejszym poście dokumenty oraz paszport, przykleiła naklejkę z kodem na paszport, który potem mi oddała i kazała iść na dół, a potem w lewo.
Mała kolejeczka do kolejnej rejestracji. Tym razem, odciski palców. Poczekałam może z 10 min i znalazłam się przy okienku, dostałam numerek 11.
Przede mną było może z 6 osób, a konsul tylko jeden. Próbowałam zerknąć jak wygląda, jaką ma minę i czy mam się bać - ale jednak tylko gdzieś mi ta jego buzia śmignęła i za bardzo nic nie dostrzegłam podejrzanego.
Usiadłam grzecznie, rzuciłam okiem na informacje dla studentów/stażystów etc, którzy wybierają się do USA, a powinni być świadomi swoich praw. Potem jakoś się zapatrzyłam na ekran telewizora, gdzie ambasador Mull mówił 'szczypiorek', a następnie przekonywał, że Polska to jeden z najlepszych i najbardziej zaufanych partnerów USA ...
A011 do okienka numer 10.
Wdech - wydech ... Kuźwa, uśmiechaj się dziołcha!
Przywdziałam najpiękniejszy uśmiech jaki posiadam i przyznam szczerze, że normalnie jestem typem hojraka jeśli chodzi o wszelakie uczelnianie egzaminy i kolosy, nawet maturę ... ale tutaj miałam autentycznego pietra, że przez jakieś konsulowe widzimisię nie dostanę wizy..
Zaczynamy! (cała rozmowa była po angielsku)
- So, you want to go the United States?
- Do you have experience in taking care of children?
- What is the age of the children that you are going to take care of?
- What do your host parents do?
- *tururururu, gwóźdź programu* Did you read the information provided on a sheet of paper given to you?
M: Yes, of course!
- Can you give me an example?
M : EEEE. Yes! I remember that in the work place you should have a clean bathroom.
hahahahahahahaha, to był hit po prostu. Oczywiście powiedziałam to na wpół świadomie, bo to było jedyne, co zapamiętałam ... Konsul oderwał się od wpisywania jakiś danych w komputer i popatrzał jak na debila, więc szybko dodałam:
OK, let's be serious. There are many organisations that can help you if something bad happens blablabla ...
(to była moja radosna twórczość, nic takiego nie doczytałam tam :D)
No i po tym pytaniu konsul powiedział, że mam pamiętać, że nie wolno mi oddawać mojego paszportu nikomu i ... paszport z wizą do odbioru w ciągu 5 dni roboczych :)
Oprócz ostatniego pytania, to na wszystko odpowiadałam konkretnie - bez lania wody (wow, a to do mnie nie podobne!), a sam konsul był bardziej zajęty wpisywaniem czegoś do komputerka niż słuchaniem mnie, ale mniejsza. Zaczęłam się zastanawiać, czy siedzi na fejsie, a może sprawdza mojego i na samą myśl się uśmiechnęłam, co pozwoliło mi się wyluzować :)
Odeszłam spod okienka w skowronkach i w takim nastroju postanowiłam się przejść na Ochotę, gdzie teraz siedzę, ogarnę się troszeczkę i obowiązkowo - Krakowskie Przedmieścia :) A w okolicach 15-16 mam nadzieję wystartować z Warszawy do domu, ale nie wiem, czy ostatecznie nie zdecyduję się na pociąg ok 19. Zobaczymy.
Kochane au pairki,
koniec największych stresów, latania z jednego kraju do drugiego, a tym samym mam więcej czasu i powolutku nadrobię wszystkie zaległości z notkami i komentarzami :)
Dzięki raz jeszcze za wszelki support (psychiczny, logistyczny, transportowy) każdej osobie, która mogłaby to przeczytać!
Buziaki,
M
Gratuluje ! :) Teraz nic, ino czekac , pakować się i w drogę! :))
OdpowiedzUsuńAAaa Gratulacje! Superr :)) To teraz czas na podbój USA!
OdpowiedzUsuńPS: Krowarzywa mniamii <3
Gratulacje, najgorsze już za Tobą (:
OdpowiedzUsuńgratulacje ! najgorsze za Toba ;)
OdpowiedzUsuńGratuluje!! ;-)
OdpowiedzUsuńa czy rozmowa z konsulem zawsze jest po angielsku?? :(
hm, nie zawsze. W Internecie natknęłam się na sprzeczne informacje, że niby wniosek o wizę J-1 WYMAGA rozmowy po angielsku jako weryfikacji Twoich umiejętności, ale z drugiej strony czytałam wpisy dziewczyn o ich rozmowach po polsku.
UsuńMnie to za bardzo nie stresowało, a pytania były łatwe, więc też nie masz co się martwić :)
Haha! Odpowiedź na ostatnie pytanie naprawdę niesamowita :D i ten pomysł z fejsem, poprawiłaś mi humor :D.
OdpowiedzUsuńTeraz tylko czekać na wize i powoli pakowanko! Gratuluje i powodzenia :).
Martusia! Gratuluję i cieszę się ogromnie :)
OdpowiedzUsuńO rany, gratulacje! Chociaż z tego co piszesz, to rzeczywiście nic strasznego ;) Jak to mówią "strach ma wielkie oczy", ale chyba mimo wszystko nie da się uniknąć stresu! Cieszę się bardzo, że konsul nie wypatrzył w tobie niczego, co mogłoby mu powiedzieć "nie". To teraz USA be ready! :D
OdpowiedzUsuń