Weekend oficjalnie rozpoczal sie o 16 w piatek, gdy nasz sasiad przyjechal by zabrac dziewczynki na basen, wiec i ja zabralam sie z nimi, proszac o podwiezienie na stacje GARIBALDI. Nie wiem, czy to bylo tak trudno zrozumiec, bo stacja znajduje sie na przeciwko basenu, ale ten sasiad chyba myslal, ze latwiej mi bedzie sie dostac z jakies stacji-meliny blizej naszej wioski i tym samym, o 16.20 stalam na pseudo-peronie, wpatrzona w pseudo-rozklad, sprawdzajac ukradkiem, czy moze nie jedzie jakis pociag.
Tia.
Cisza. Zadnej informacji ani koletury biletowej. Ludzi tyle, co kot naplakal. Jako, ze zima za pasem, to zaczelo sie robic ciemno, a ja nawet nie wiedzialam jak po wlosku zapytac sie 'przepraszam, jak do cholery dostac sie do Bolonii z tej dziury?'.
Jednak, tego, czego nauczyly mnie Wlochy, to PYTAC zawsze. Nawet jesli za bardzo nie wie sie jak zrobic to po wlosku, to zawsze probowac. Podeszlam wiec do jakies dziewczyny, ktora siedziala na lawce i gdy na moje pytanie 'scuza, parla inglese?' uslyszalam magiczne 'yes, a little' bylam bliska placzu ze szczescia :D Okazalo sie, ze nigdzie nie mozna kupic biletu i generalnie pociag przyjezdza sobie jak chce i w ciagu pol godziny jakis powinien przyjechac. No ok, ale jak rozwiazac problem z biletem? Wyobrazcie sobie moja mine, gdy ta dziewczyna po prostu dala mi swoj bilet i razem pojechalysmy najblizszym pociagiem do Bolonii.
Tak, zawsze warto zapytac, gdy sie czegos nie wie. Dzieki temu mozna poznac naprawde bardzo ciekawych ludzi, co naprawde sprawia, ze ten swiat dookola jest odrobine przyjemniejszy :)
OK, konkrety!
Piatek wieczor spedzilismy w domu Gaby, ktorej host rodzinka wyjechala i urzadzilismy meksykanski wieczor z winem za 2 Euro :D
Sobota byla dosc ciekawa, bo przyjechalam do Bolonii o 8.30 rano, a powrot przewidziany byl dopiero na 2 w nocy (dluuuuga historia), wiec trzeba bylo cos wymyslec by nie wynudzic sie za bardzo w miescie, ktore jest juz nam dosc dobrze znane. Umowilysmy sie z Johanna na dworcu, gdzie zaczelysmy sie zastanawiac, gdzie by pojechac w dosc low-costowej opcji by madrze wykorzystac wolny czas.
Wybor padl na Ferrare, ktora oddalona jest od Bolonii o jakies 50 km i do ktorej jechalysmy okolo25-30 min pociagiem regio (!). Ferrara jest przepiekna, ale wedlug mnie - niesamowicie wyludniona w porownianiu do Bolonii.
Wieczorem zorganizowalysmy spotkanie au pairek w naszym ulubionym barze, a przed 23 wybralysmy sie na aperitivo ze znajomymi Johanna. No i tym oto sposobem dotarlismy do 2 w nocy, gdy w koncu mozna bylo pojsc spac :D
| gdzie wszystko ma swoj poczatek, Bolonia Centrale! |
| No to w droge! |
| urocze uliczki Ferrary |
| glowny plac, ktory jest obecnie remontowany |
| badzmy pozytywni! |
| Katedra |
| Sad Ostateczny ... |
| razem z Johanna |
| Przeciez swieta juz tuz, tuz ... |
| ze Stefano ;) |
COOOOO?
Tak wiec, zapakowalismy sie w samochod i wyladowalismy w ... Republice San Marino z najlepsza druzyna w pilce noznej, do ktorej probowalismy dolaczyc, ale nie dalo rady :( Niestety (albo i stety!) zaczelo lac jak z cebra i zrobilismy ekspresowy spacer po miescie, co wykonczylo moje buty do reszty i teraz nadaja sie tylko do kosza :D Ale nie zaluje i na pewno nie zapomne wycieczki do RSM, najszybsze zwiedzanie nowego kraju ever.
Juz po 16.30 robi sie ciemno, wiec postanowilismy, ze powoli bedziemy zbierac sie do Bolonii, gdzie dotarlismy okolo 18. Troszke za dlugo sie zasiedzielismy wszyscy i w rezultacie wrocilam do domu w okolicach 8.30, usmiechnieta od ucha do ucha i z masa pozytywnej energii na ten tydzien :)
Podsumowujac, ten weekend obfitowal w wiele nowych miejsc, emocji i doswiadczen. No i oczywiscie, bardzo duzo ciekawych ludzi i interesujacych rozmow. W pamieci utkwila mi szczegolnie jedna mysl, ktora wzielam sobie naprawde do serca 'Reading between the lines is a total bullshit. The most important thing is to read between the ACTIONS. Actions count. You can tell everything, its free. But when it comes to actions, they mean life'.
W piatek jade do Rzymu, co bedzie taka moja forma pozegnania. Sadze, ze nastepny wpis bedzie juz z naszego pieknego kraju.
Keep tight,
M
Piękne to morze :) pozostałe zdjęcia również dają pozytywne wrażenie. Nie zmienia to jednak faktu, że w takich miejscach lepiej być osobiście.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam Paweł Zieliński
Piękne zdjęcia :) Z resztą wszystkie takie są na Twoim blogu, odkąd go śledzę regularnie. Mam nadzieję, że you don't mind ;) Co do myśli, którą napisałaś...uważam, że jest w stu procentach jak najbardziej prawdziwa :)
OdpowiedzUsuńdziekuje Basiu i jest mi bardzo milo,ze sledzisz bloga :)
UsuńWidze, ze tez jestes z Katowic - jaki ten swiat maly :D
buziaki, m
Tak, świat jest bardzo mały i nigdy nie wiadomo kogo się spotka w sieci :D Pozdrawiam gorąco z zimnego Śląska ;)
Usuń