Jutro wracam na nasz piękny (z pewną dozą ironii) Śląsk by oficjalnie móc zacząć przygotowywania do wyjazdu. Czeka mnie przesiadka w mieście Kraka, którego już dawno nie odwiedzałam, więc w końcu nadarza się okazja :)
Predeparture time you say ...
Gdy dzisiaj rano odpaliłam kompa, wzięłam mój ulubiony kubek z pysznym cappuccino i weszłam na bloga, zawiesiłam oko na magicznym liczniku, który odlicza dni do wylotu. 8 dni, poważnie? Wtedy do mnie dotarło, że jak na razie jestem 'w lesie' z przygotowaniami.
Tak się złożyło, że wylot jest praktycznie zaraz po Świętach, więc ostatni tydzień był dość leniwy, spędzony na wędrówkach z psem po górach mniejszych i większych, jedzeniu prawdziwego domowego jedzenia (niby tacy z nas hanysi, a wczoraj zjadłam pierwszą roladę i kluski od ponad roku :D), nadrabianiu zaległości filmowych ... the bottom line is, temat nadchodzącej przygody odszedł na drugi plan. \
8 dni, kurczę. Jak ten czas szybko leci :D
A dopiero co był czerwiec i siedziałam na spotkaniu informacyjnym w katowickim empiku, gdzie pan Krzysiu opowiadał o swoich przygodach zza oceanem i zachęcał do wzięcia udziału w programie. Idąc tam, byłam praktycznie zdecydowana choć byłam w dość dziwnym momencie życiowym, z wieloma niezakończonymi sprawami.
Samym programem interesowałam się już od liceum, gdy to towarzyszyłam mojej S. na spotkaniu i co ciekawe, prowadził je również pan Krzysiu. Dlatego też, w ciągu tych kilku lat pomysł trochę zapomniany, ale na nowo wygrzebany z otchłani podświadomości, jakby tylko to mogło trochę odmienić ten mój los. No tak, to był dość poważny krok :-)
Potem było wypełnianie aplikacji, 1000 poprawek i ... wyjazd do Irlandii, skąd wysłałam umowę, ale potem odpuściłam temat i wróciłam do niego dopiero po powrocie do domu w sierpniu. Nieoceniony MB złożył mi wizytę i uznał, że można byłoby dla zabawy nakręcić filmik dla rodzinki. Więcej mieliśmy zabawy na spontanie niż faktycznej pracy, ale po obróbce - filmik wylądował na stronce. Nie minęły 2h, a pojawiła się wiadomość 'You have a match'. Ręka, noga, mózg na ścianie. TAKI szok.
Z rodzinka rozmawialiśmy ponad 4 tyg zanim podjęliśmy decyzję. Przedyskutowaliśmy każdą możliwą kwestię, chociaż teraz i tak mam milion pytań :D. Na początku września miałam już perfect match i ... wyjechałam do Włoch :)
Teraz jest już koniec grudnia. Od miesiąca jestem w kraju. Wiza jest, prawko międzynarodowe i reszta dokumentów jest.
Podsumowując, od momentu spotkania informacyjnego do wylotu minie ponad 6 miesięcy. Miało nie być nerwów i stresu - nie było! Ale na ponad tydzień przed wylotem, zaczynam zadawać sobie coraz więcej pytań.
Jakie są moje oczekiwania, co chcę osiągnąć przez ten rok, czego się obawiam, czego chcę się nauczyć ... Jestem w trakcie tworzenia 'to do list in the USA', ale jako, że zbiega się to z postanowieniami noworocznymi, to wciąż zbieram przeróżne inspiracje :>
Kochane au pairki, a jak wyglądała Wasza przygoda z programem (czy to CC, APiA, Prowork ... nieważne) przed wylotem? Dałyście sobie dużo czasu, czy może wszystko 'stało się taaak szybko'?
Co więcej, jak wyglądały Wasze przygotowania? Wszystko według planu, czy raczej hectic? :)
Druga sprawa. Jak z Waszymi oczekiwaniami dot. wyjazdu? Żegnałyście się z krajem z lekkim sercem, czy na sam koniec zaczęły pojawiać się wątpliwości? A może tak jak bohaterka posta (huehue) dopiero jesteście na etapie pakowania walizek? (ok, technicznie rzecz ujmując jestem daleko od tejże fizycznej czynności, ale mentalnie już wszystko spakowane i poukładane!)
Jeżeli chodzi o mnie, to z ogromnym zapałem będę wrzucać kolejne rzeczy do walizki ze świadomość, że przygoda życia jest just around the corner. Oczywiście, mam swoje obawy i wątpliwości, ale jednak skupiam się nad tym ile mogę zyskać przez ten rok lub dwa. Wiem też, że mam do kogo wracać i jak wspaniałą (choć trudną) próbą ten wyjazd okaże się dla pojęcia przyjaźni. Ale jestem naprawdę oto spokojna i już spać nie mogę po nocach na myśl o wylocie, hehe :-) Chociaż, nie ukrywam, że chcę już być w domu i móc spędzić ten ostatni tydzień z najbliższymi osobami.
Buziaki (jeszcze z nowosądeckiego),
M
| Pilsweizer produkowany jeszcze w starym browarze w Grybowie. Kto ma okazję spróbowania ich piwa, polecam! Te wszystkie 'kupne' w sklepie nawet się nie umywają :) |
| Zero chemii, a w dodatku 'nie jesteś sam' :D |
| Kto by pomyślał, że to koniec grudnia. Wszystko powinno być skute lodem ... |
| Wdech-wydech i ładujemy bateryjki :) |
| 'polska wieś' - nie do odnalezienia nawet zza oceanem :> |
| a jak się ma szczęście, to i furmankę jeszcze zobaczy :) |



