niedziela, 29 grudnia 2013

8 days to go (predeparture time vol.1)

Święta, Święta i po Świętach.
Jutro wracam na nasz piękny (z pewną dozą ironii) Śląsk by oficjalnie móc zacząć przygotowywania do wyjazdu. Czeka mnie przesiadka w mieście Kraka, którego już dawno nie odwiedzałam, więc w końcu nadarza się okazja :)

Predeparture time you say ...
Gdy dzisiaj rano odpaliłam kompa, wzięłam mój ulubiony kubek z pysznym cappuccino i weszłam na bloga, zawiesiłam oko na magicznym liczniku, który odlicza dni do wylotu. 8 dni, poważnie? Wtedy do mnie dotarło, że jak na razie jestem 'w lesie' z przygotowaniami.
Tak się złożyło, że wylot jest praktycznie zaraz po Świętach, więc ostatni tydzień był dość leniwy, spędzony na wędrówkach z psem po górach mniejszych i większych, jedzeniu prawdziwego domowego jedzenia (niby tacy z nas hanysi, a wczoraj zjadłam pierwszą roladę i kluski od ponad roku :D), nadrabianiu zaległości filmowych ... the bottom line is, temat nadchodzącej przygody odszedł na drugi plan. \

8 dni, kurczę. Jak ten czas szybko leci :D
A dopiero co był czerwiec i siedziałam na spotkaniu informacyjnym w katowickim empiku, gdzie pan Krzysiu opowiadał o swoich przygodach zza oceanem i zachęcał do wzięcia udziału w programie. Idąc tam, byłam praktycznie zdecydowana choć byłam w dość dziwnym momencie życiowym, z wieloma niezakończonymi sprawami.
Samym programem interesowałam się już od liceum, gdy to towarzyszyłam mojej S. na spotkaniu i co ciekawe, prowadził je również pan Krzysiu. Dlatego też, w ciągu tych kilku lat pomysł trochę zapomniany, ale na nowo wygrzebany z otchłani podświadomości, jakby tylko to mogło trochę odmienić ten mój los. No tak, to był dość poważny krok :-)

Potem było wypełnianie aplikacji, 1000 poprawek i ... wyjazd do Irlandii, skąd wysłałam umowę, ale potem odpuściłam temat i wróciłam do niego dopiero po powrocie do domu w sierpniu. Nieoceniony MB złożył mi wizytę i uznał, że można byłoby dla zabawy nakręcić filmik dla rodzinki. Więcej mieliśmy zabawy na spontanie niż faktycznej pracy, ale po obróbce - filmik wylądował na stronce. Nie minęły 2h, a pojawiła się wiadomość 'You have a match'. Ręka, noga, mózg na ścianie. TAKI szok.
Z rodzinka rozmawialiśmy ponad 4 tyg zanim podjęliśmy decyzję. Przedyskutowaliśmy każdą możliwą kwestię, chociaż teraz i tak mam milion pytań :D. Na początku września miałam już perfect match i ... wyjechałam do Włoch :)
Teraz jest już koniec grudnia. Od miesiąca jestem w kraju. Wiza jest, prawko międzynarodowe i reszta dokumentów jest.
Podsumowując, od momentu spotkania informacyjnego do wylotu minie ponad 6 miesięcy. Miało nie być nerwów i stresu - nie było! Ale na ponad tydzień przed wylotem, zaczynam zadawać sobie coraz więcej pytań.
Jakie są moje oczekiwania, co chcę osiągnąć przez ten rok, czego się obawiam, czego chcę się nauczyć ... Jestem w trakcie tworzenia 'to do list in the USA', ale jako, że zbiega się to z postanowieniami noworocznymi, to wciąż zbieram przeróżne inspiracje :>

Kochane au pairki, a jak wyglądała Wasza przygoda z programem (czy to CC, APiA, Prowork ... nieważne) przed wylotem? Dałyście sobie dużo czasu, czy może wszystko 'stało się taaak szybko'?
Co więcej, jak wyglądały Wasze przygotowania? Wszystko według planu, czy raczej hectic? :)

Druga sprawa. Jak z Waszymi oczekiwaniami dot. wyjazdu? Żegnałyście się z krajem z lekkim sercem, czy na sam koniec zaczęły pojawiać się wątpliwości? A może tak jak bohaterka posta (huehue) dopiero jesteście na etapie pakowania walizek? (ok, technicznie rzecz ujmując jestem daleko od tejże fizycznej czynności, ale mentalnie już wszystko spakowane i poukładane!)

Jeżeli chodzi o mnie, to z ogromnym zapałem będę wrzucać kolejne rzeczy do walizki ze świadomość, że przygoda życia jest just around the corner. Oczywiście, mam swoje obawy i wątpliwości, ale jednak skupiam się nad tym ile mogę zyskać przez ten rok lub dwa. Wiem też, że mam do kogo wracać i jak wspaniałą (choć trudną) próbą ten wyjazd okaże się dla pojęcia przyjaźni. Ale jestem naprawdę oto spokojna i już spać nie mogę po nocach na myśl o wylocie, hehe :-) Chociaż, nie ukrywam, że chcę już być w domu i móc spędzić ten ostatni tydzień z najbliższymi osobami.

Buziaki (jeszcze z nowosądeckiego),
M
Pilsweizer produkowany jeszcze w starym browarze w Grybowie.
Kto ma okazję spróbowania ich piwa, polecam!
Te wszystkie 'kupne' w sklepie nawet się nie umywają :)

Zero chemii, a w dodatku 'nie jesteś sam' :D

Kto by pomyślał, że to koniec grudnia.
Wszystko powinno być skute lodem ...

Wdech-wydech i ładujemy bateryjki :)

'polska wieś' - nie do odnalezienia nawet zza oceanem :>


a jak się ma szczęście, to i furmankę jeszcze zobaczy :)


środa, 25 grudnia 2013

Merry Christmas łohohoho!

Kochani,

Z całego serca życzę Wam magicznej atmosfery w te Święta! Aby brzuchy były przepełniony pysznym jedzonkiem, a serca wypełnione po brzegi pozytywnymi emocjami i dużą dawką miłości!
Bez względu na to, gdzie teraz jesteś, z kim i jak spędzasz te Święta - wierzę, że są szczególne i zapamiętasz je na  bardzo długo.
Wszystkiego dobrego, Merry Christmas :-)!

A moje Święta?
Obawiałam się nerwówki przygotowań, a tu proszę - najwspanialsze Święta jakie mogłam sobie wymarzyć :) Nie pamiętam kiedy ostatni raz czułam atmosferę Świąt tak bardzo jak teraz.
Po pierwsze, udało mi się zobaczyć z bardzo wieloma osobami, odnowić wiele znajomości. Nie mówiąc już o warszawskiej stancji studenckiej, dąbrowskim pokazie Barcelony (... i wielu innych cudownych spotkaniach!) oraz siostrzanych pogaduchach, które trudno będzie zastąpić skajpajem :<
Bardzo pozytywnie mnie to wszystko naładowało i pozwoliło docenić jak wiele na mnie tutaj za rok wciąż będzie czekać.
Po drugie, wyjazd na naszą piękną wieś (polecam nowosądeckie z całego serca :P) pozwolił nam się wszystkim wyciszyć. Totalna izolacja ... cisza i spokój. Na dworze szaleje halny, a w kominku drzewo leniwie trzaska, zjadane przez płomienie ognia. Mela leży wyciągnięta jak długa przed kominkiem i spokojnie pochrapuje. 
Po trzecie, świadomość tego, że niewiadomo gdzie i jak będziemy spędzać Święta za rok, sprawiła, że wraz z rodzicami troszeczkę inaczej podeszliśmy do Świąt. Mówi się, że im człowiek jest starszy, tym bardziej docenia to, czego nie znajdzie pod choinką, a przy stole z najbliższymi. Zgadzam się. Dostałam prezent, którego całkowicie się nie spodziewałam, a który moja mama podsumowało jako 'pierwszym imigrantom pomógł, to Tobie też pomoże'. Nie powiem, ale na ogół jestem istotą z pewnym dystansem jeżeli mowa o okazywanie uczuć wszelakich, ale wzruszyłam się strasznie widząc reakcję moich rodziców po odpakowaniu ich prezentu ode mnie. Ech, nie powiem - lots of tears i blablabla :)
Po czwarte, oczywiście w Wigilię obżarstwo do potęgi entej, ale dzisiaj zrobiłam sobie prezent i przebiegłam 6 km, a potem zafundowałam sobie trening :D Teraz można jeść bez wyrzutów hehe.

Jeszcze raz, Wesołych Świąt i uśmiechu na ustach, bez względu na szerokość geograficzną!

PS. Wracam do domu w przyszły poniedziałek i obiecuję posta o prezentach dla hostów i bagażu. Teraz za bardzo nie mam jak pisać o konkretach operkowych, więc zaserwowałam Wam trochę prywaty :D

Keep tight,
M
cześć, jestem Mela i zaraz znowu sobie pośpię.

ależ będzie mi brakować piernika i makowca mojej mamy :(

podstawowe trunki świąteczne wraz z biedronkowym sokiem :D

makóweczki omnomonom.


widoczek z okna, i to dosłownie :)

poniedziałek, 16 grudnia 2013

Kursy, kursy, kursy

Kochane au pairki, znowu proszę Was o pomoc w kwestii kursów.

Skontaktowałam się z moją LCC i okazało się, że jeżeli chcę wziąć inny kurs niż ESL, to powinnam już zacząć się tym zajmować i sprawdzić, czy jest możliwość rejestracji online, gdyż deadline przypada przed moim przyjazdem.
Przyznaję, że nie wiem w co mam ręce włożyć.
Miałam nadzieję, że uda mi się wziąć jakieś dwa tańsze kursy w pierwszym semestrze, aby móc się troszkę rozwinąć, a i móc wpisać coś do magicznego CV. Jednak, nie obraziłabym się za jakiś droższy porządny kurs (min 3 kredyty).
Możecie coś doradzić? Gdzie, co i jak?
Interesują mnie kursy dziennie jeżeli zajęcia odbywają się do ok15 mil od Chatham, NJ; kursy weekendowe są też jak najbardziej OK!
Jeśli macie jakieś pomysły, z góry bardzo dziękuję!


Święta już za pasem, więc niech i będzie świątecznie w naszych 'nowych' Katowicach :D



środa, 11 grudnia 2013

Ticket

*fanfary* w końcu polskie au pair, wylatujące 6 stycznia 2014 doczekały się biletów *fanfary*


Polskie au pair? W czym rzecz?!
Już tłumaczę.
Krótko po dostaniu listy maili i numerów do osób lecących 6.01, utworzono grupę na facebooku dla au pairek z całego świata, które przylatują właśnie w ten dzień do Nowego Jorku. Okazało się, że dziewczyny z Włoch, Austrii, czy Niemiec - już od kilku dni mają bilety.
Pewna dobra dusza ze Szczecina zadzwoniła więc na centralę warszawską z pytaniem, kiedy będą bilety. Kilka dni wcześniej dostałam mejla, że będą jakoś po Świętach. WHAAAAT?!
No i bardzo dobrze, że D. zadzwoniła, bo magicznym sposobem bilety pojawiły się po kilku godzinach :-)
Tak więc, brać los (a może lot?) w swoje ręce i do dzieła! :-)

Keep tight,
M

poniedziałek, 9 grudnia 2013

Still counting days and no ticket whatsoever

Dzięki temu, że udało mi się praktycznie wszystko załatwić przez ostatnie dwa tygodnie, nadchodzące dni zamierzam spędzić głównie na porządkach przedświętecznych, nadrabianiu zaległości towarzyskich i tych książkowo-filmowych.

Kochani, nie dajmy się szaro-burej aurze na dworze! Nie wiem jak u Was, podzielcie się wrażeniami! Jak tam pogoda?
Patrzę z przerażeniem za oknem, a tu już ciemno, zimno i mokro. Brrr.
Żeby nie poddać się tej przygnębiającej atmosferze, dzień zaczęłam od killera Chodakowskiej i mission accomplished, choć przyznaję, że to było drugie podejście. Od ponad 2 tygodni wróciłam do ćwiczeń, podkręciłam również obroty w bieganiu i powiem szczerze, że automatycznie mam więcej energii :-) Teraz, gdy mam trochę wolnego czasu, to spokojnie można poćwiczyć i poeksperymentować w kuchni. Jak coś ciekawego stworzę, to się pochwalę :)
A w międzyczasie, zamieszczam cytat, z którym zgadzam się bardziej niż bardzo, z jednego z moich 'ulubieńszych' filmów ostatniego czasu Eat, Pray and Love:

If you're brave enough to leave behind everything familiar and comforting, which can be anything from your house to bitter, old resentments, and set out on a truth-seeking journey, either externally or internally, and if you are truly willing to regard everything that happens to you on that journey as a clue and if you accept everyone you meet along the way as a teacher and if you are prepared, most of all, to face and forgive some very difficult realities about yourself, then the truth will not be withheld from you.

Uśmiechamy się i robimy na złość polskiej pogodzie!




Keep tight,
M

piątek, 6 grudnia 2013

31 days and St. Nicholas' Day

Nie wierzę, że za równy miesiąc będę siedzieć wygodnie w samolocie i tylko dystans będzie mnie dzielić od jednego z moich największych marzeń. Dystans. Cóż to w dzisiejszych czasach? Największą przeszkodą w realizacji American Dream wydaje się skompletowanie wszystkich dokumentów na czele z wizą. Jednak, to z wizą związany jest największy stres.
OK, podsumujmy ostatni tydzień. 
Poniedziałek zaczął się od uroczej rozmowy w PUPie (hehe), poszukiwaniem mojej karty szczepień po przychodniach i lekarzach oraz wnioskiem o międzynarodowe prawko. Praktycznie, cały tydzień poświęciłam na biurokrację i uzyskanie wszystkich możliwych dokumentów. Udało się :) Już wczoraj wysłałam przesyłkę do agencji, a w niej:
- ksero prawka
- zaświadczenie lekarskie (po polsku i angielsku!)
- oryginał zaświadczenia o niekaralności
- ksero świadectwa ukończenia LO

Odebrałam również swoją wizę z siedziby TNT w Katosach już w środę, czyli minęły 3 dni robocze od mojej rozmowy z konsulem. Całkiem nieźle, zważywszy, że na stronie jest napisane, że trzeba czekać ok 5 dni. 
Tak więc, mam wszystko, co mieć potrzeba. 
Kupiłam też już kilka prezentów dla rodzinki, ale opublikuję swoje pomysły dopiero, gdy wszyscy skompletuję i zrobię osobny post o tym :-)

Dzisiaj Mikołajki. Orkan Ksawery ostro dał o sobie znać, gdy czekałam na skrzyżowaniu, a mój samochód zaczął niebezpiecznie się trząść ... było czadowo! Ale przyznam, że z ulgą wróciłam do domu i odstawiłam auto w bezpiecznie miejsca, a sama szybko uciekłam przed śniegiem.. 
Dzisiaj Mikołajki. Jak je spędzacie? Czy w USA/UK/wherever również obchodzicie dzień tegoż świętego? Jestem bardzo ciekawa :-) A może sprawiłyście sobie jakiś extra prezencik, no bo 'w końcu jest okazja!' ?
Dzisiaj Mikołajki. Jako, że od poniedziałku nie miałam nawet chwili wytchnienia (o ironio, uwielbiam to) ze względu na załatwiane sprawy oraz nadrabianie zaległości w spotkaniach towarzyskich, które ZAWSZE się gdzieś odkładało, doszłam do wniosku, że warto odbębnić wszystkie najcięższe sprawy właśnie do dzisiaj. Dlatego też, Marta uznała, że to dobry pomysł na odkładaną od 4 miesięcy wizytę u lekarza. No bo w sumie, mamy to, o co walczymy i na co zasługujemy. A ja walczyłam cholernie zawzięcie i mimo tego, że ręce mi już opadały, nie poddawałam się. Dzisiaj oficjalnie zakończyłam walkę i muszę przyznać, że wracając do domu, uzmysłowiłam sobie, że w życiu nie byłam tak szczęśliwa jak jestem teraz.
Więc to chyba najlepszy prezent na Mikołajki jaki mogłam sobie wymarzyć.
Walka o realizację wielkiego marzenia, które jest wręcz na wyciągniecie ręki... 
Mordka sama mi się śmieje na myśl, co nas czeka za 31 dni :-)

hell yeah! :D


Spodziewałam się jakieś uroczej blaszki, którą można by było włożyć do portfela.
A tu takie psinco! Swoim wyglądem przypomina jakiś dokument sprzed lat 20 :D

A teraz mam PIERWSZY od powrotu z Włoch wieczór dla siebie, ciepłego kocyka, gorącej herbaty, intelektualnie mało wymagającego filmu oraz piesełę, która wiernie chroni mnie od porywistego wiatru zza oknem. 
Tak więc żegnam się tym leniwym akcentem, życząc równie leniwego weekendu (który zamierzam w całości poświęcić na porządki i dekoracje świąteczne :D) z dobrą gorącą czekoladą i masą pozytywnej energii!

No i oczywiście, wraz z nadchodzącymi porządkami i dekorowaniem wszelkiej możliwej powierzchni, sezon świąteczny uważam za otwarty!


Keep tight,
M

poniedziałek, 2 grudnia 2013

35 days to go

Wdech i wydech, wdech i wydech.

To już naprawdę tylko 35 i USA? Nie mogę uwierzyć, że od mojej obrony minęło prawie pół roku, moje życie przewróciło się do góry nogami, a na dzień dzisiejszy mam tyle do załatwienia, że nie mam w co rąk włożyć, ale ... jestem najszczęśliwsza na świecie :-)

O irionio, dzisiaj mam rozmowę o pracę w UP, gdzie zarejestrowałam się tylko po to, by mieć ubezpieczenie, a oni po 3 dniach dzwonią, że mają dla mnie pracę i że muszę stawić się na rozmowę. Eh, czas wykorzystać stereotyp blondynki i umiejętnie odrzucić tę propozycję. Mój misterny plan zaczęłam od wydrukowania CV ... po angielsku.
'Oh olaboga! Naprawdę wydrukowałam po angielsku? Dżizas, głupia ja, głupia ja ... ' :( Liczę oczywiście na to, że skwitują to prostym 'jak można nie popatrzeć, nie przeczytam tego' i będę mogła iść do domu :D
Trzymajcie kciuki za moją pierwszą batalię z systemem :D

A poza tym ...
Mam zamiar w tym tygodniu złożyć wniosek o prawko międzynarodowe (BTW, ile trzeba czekać na odbiór) i dostać zaświadczenie o niekaralności.
Zaczynam myśleć o prezentach dla hostów, wielkich porządkach i selekcji ciuchów oraz innych rzeczy w pokoju ... no i oczywiście o ponadrabianiu zaległości w spotkaniach towarzyskich z ludźmi, z którymi KIEDYŚ GDZIEŚ i zawsze mieliśmy się spotkać. Nie ma zmiłuj, nie wiem jak moje życie będzie wyglądać po 6.01.2014, więc no siłą rzeczy chcę się jeszcze zobaczyć z kilkoma osobami.

Na marginesie, dostałam mejla z agencji z kontaktami do osób, które wylatują w tym samym dniu co ja. Bardzo szybko utworzono grupę na fejsie i byłam zaskoczona ile au pairek będzie mieszkać w pobliżu i o irionio, większość to Włoszki :D będę nadal parlać w jednym z piękniejszych jezyków na obczyźnie...

Keep tight,
M

EDIT: Nie wierzę, że to piszę, ale dzisiaj zrobiłam sobie rundkę Urząd Pracy - Przychodnia - Urząd Miejski i w każdym miejscu załatwiłam, co chciałam i jeszcze towarzyszyła temu bardzo sympatyczna atmosfera :O
Zgłosiłam się grzecznie na tą rozmowę o pracę i po kilku minutach mojej obezwładniającej szczerości, dwie panie się zapytały, czy mogę się stawić już jutro o 7.30 w pracy :OOOOO
Zrobiłam właśnie taką minę, a dwie sympatyczne panie (naprawdę równe babki!) powiedziały, żebym wyrzuciła to z siebie, z czym się tak kryje. No to powiedziałam, że jest mi niezmiernie miło, że tak szybko mogłabym znaleźć pracę, ale jestem w trakcie realizowania swojego największego marzenia i lecę do Stanów, gdzie będę pracować i uczyć się, bo jednak 3 lata studiów tak mnie rozczarowały, że jestem ostatnią osobą, która by walczyła o magistra dla samego tytułu lub odtwórczej pracy.
Cisza.
Nagle jedna babka stwierdziła, że to była czysta przyjemność, że udało nam się porozmawiać, ale zgodnie z moim życzeniem nie będą mnie już męczyć i trzymają kciuki za mój wyjazd. Wszystko przebiegało w bardzo sympatycznej i luźnej atmosferze.
To, co usłyszałam na swój temat, gdy wyszłam już z pokoju niech zostanie moją tajemnicą ... Ale były to tak pozytywne słowa, że zrobiło mi się cieplutko na sercu :)
TYLE. Koniec. Pozytywne zakończenie.

Prawko międzynarodowe mam do odbioru w czwartek, jutro niekaralaność, a w środę wizyta u lekarza z wnioskiem :)

A potem czas nadrobić wszystkie spotkania towarzyskie :)))))

piątek, 29 listopada 2013

Zakochaj się w Warszawie ... WIZA

Piszę tego posta na stancji mojej przyjaciółki, która okazała się na tyle wspaniała, że przez ostatnie 2 dni na nowo poczułam się studentką w jej pięknym mieszkanku na Ochocie, które zachwyciło mnie nie tylko przez lokalizację, ale przede wszystkim na świetną atmosferę między współlokatorami. Wróciłam jakieś pół godziny temu z Ambasady na Pięknej 12 i ...
Mam wizę !!!! :) 

Zanim przejdę do konkretów, to bardzo dziękuję każdej osobie, która poświęciła te kilka minut by napisać komentarz pod ostatnim postęp ze wskazówkami dot. rozmowy i słowami otuchy - grazie!
Druga kwestia, to serdecznie dziękuję Kasiarzynie, która mnie gościła przed te kilka dni i mimo tego, że ze sto razy byłam w Warszawie, to pokazała mi jej inne oblicze i zaciągnęła mnie na najlepsze wegańskie burgery w Kro-Warzywa na Hożej, polecam!
Dzięki Kasiarzynka!

OK, konkrety!
Gdy przebrnęłam przez całą zabawę z wnioskiem DS-160 online, który wypełniałam w dniu swoich urodzin i nad którym spędziłam prawie 2.5h, bo sto razy sprawdzałam, czy faktycznie wszystko wpisałam poprawnie. Drobna rada, wypełniając rubryczki poświęcone datom - pamiętajcie, że format daty to miesiąc-dzień-rok, a nie na odwrót!
Następnie poszłam wpłacić magiczną kwotę 496 zł (160 dolców) w Banku Pocztowym, który jako jedyny ma umowę z rządem amerykańskim. Wpłaciłam pieniążki w piątek, a w poniedziałek mogłam wpisać magiczny kod z kwitka w odpowiedniej rubryczce online i umówiłam się na spotkanie 29.11.2013 o 8.30.

Do Warszawy przyjechałam już w środę (używając blablacaar - polecam!) by troszkę wyluzować, jeszcze poczytać trochę informacji i się psychicznie przygotować.
Jako, że spotkanie miałam na 8.30, to postanowiłam być wcześniej - już ok 8. Oczywiście, żadnych torebek mieć nie można (w teorii, a zdarzało się, że jakaś starsza pani spokojnie sobie wniosła), więc zaniosłam to do fotografa obok, gdzie uiściłam opłatę w wysokości 10 zł i mogłam zostawić torbę.
OK, ustawiłam się w malutkiej kolejce do wejścia (dosłownie 4 osoby), a już o 8.10 miły pan ochroniarz pytał się, czy mam może telefon komórkowy do depozytu i jak nie, to zaprasza dalej. Przy przejściu przez bramki zaczęłam 'piszczeć' i musiałam rozsunąć zamki w kozak, by potwierdzić tezę, że jednak nie przenoszę tam żadnych ładunków wybuchowych ani nic z tych rzeczy :P
Następnie trzeba było wejść do rejestracji, gdzie pani zabrała wspomniane we wcześniejszym poście dokumenty oraz paszport, przykleiła naklejkę z kodem na paszport, który potem mi oddała i kazała iść na dół, a potem w lewo.
Mała kolejeczka do kolejnej rejestracji. Tym razem, odciski palców. Poczekałam może z 10 min i znalazłam się przy okienku, dostałam numerek 11.
Przede mną było może z 6 osób, a konsul tylko jeden. Próbowałam zerknąć jak wygląda, jaką ma minę i czy mam się bać - ale jednak tylko gdzieś mi ta jego buzia śmignęła i za bardzo nic nie dostrzegłam podejrzanego.
Usiadłam grzecznie, rzuciłam okiem na informacje dla studentów/stażystów etc, którzy wybierają się do USA, a powinni być świadomi swoich praw. Potem jakoś się zapatrzyłam na ekran telewizora, gdzie ambasador Mull mówił 'szczypiorek', a następnie przekonywał, że Polska to jeden z najlepszych i najbardziej zaufanych partnerów USA ...
A011 do okienka numer 10.
Wdech - wydech ... Kuźwa, uśmiechaj się dziołcha!
Przywdziałam najpiękniejszy uśmiech jaki posiadam i przyznam szczerze, że normalnie jestem typem hojraka jeśli chodzi o wszelakie uczelnianie egzaminy i kolosy, nawet maturę ... ale tutaj miałam autentycznego pietra, że przez jakieś konsulowe widzimisię nie dostanę wizy..
Zaczynamy! (cała rozmowa była po angielsku)
- So, you want to go the United States?
- Do you have experience in taking care of children?
- What is the age of the children that you are going to take care of?
- What do your host parents do?
- *tururururu, gwóźdź programu* Did you read the information provided on a sheet of paper given to you?
M: Yes, of course!
- Can you give me an example?
M : EEEE. Yes! I remember that in the work place you should have a clean bathroom.
hahahahahahahaha, to był hit po prostu. Oczywiście powiedziałam to na wpół świadomie, bo to było jedyne, co zapamiętałam ... Konsul oderwał się od wpisywania jakiś danych w komputer i popatrzał jak na debila, więc szybko dodałam:
OK, let's be serious. There are many organisations that can help you if something bad happens blablabla ...
(to była moja radosna twórczość, nic takiego nie doczytałam tam :D)

No i po tym pytaniu konsul powiedział, że mam pamiętać, że nie wolno mi oddawać mojego paszportu nikomu i ... paszport z wizą do odbioru w ciągu 5 dni roboczych :)
Oprócz ostatniego pytania, to na wszystko odpowiadałam konkretnie - bez lania wody (wow, a to do mnie nie podobne!), a sam konsul był bardziej zajęty wpisywaniem czegoś do komputerka niż słuchaniem mnie, ale mniejsza. Zaczęłam się zastanawiać, czy siedzi na fejsie, a może sprawdza mojego i na samą myśl się uśmiechnęłam, co pozwoliło mi się wyluzować :)

Odeszłam spod okienka w skowronkach i w takim nastroju postanowiłam się przejść na Ochotę, gdzie teraz siedzę, ogarnę się troszeczkę i obowiązkowo - Krakowskie Przedmieścia :) A w okolicach 15-16 mam nadzieję wystartować z Warszawy do domu, ale nie wiem, czy ostatecznie nie zdecyduję się na pociąg ok 19. Zobaczymy.

Kochane au pairki,
koniec największych stresów, latania z jednego kraju do drugiego, a tym samym mam więcej czasu i powolutku nadrobię wszystkie zaległości z notkami i komentarzami :)

Dzięki raz jeszcze za wszelki support (psychiczny, logistyczny, transportowy) każdej osobie, która mogłaby to przeczytać!

Buziaki,
M

wtorek, 26 listopada 2013

Przygotowania do rozmowy o wizę - URGENT

Kochane aupairki!

Proszę Was o radę! 
W piątek mam rozmowę o wizę w Warszawie, która napawa mnie obawą i już na samą myśl jestem cała zestresowana, ale wyjeżdżam już jutro rano, gdyż chcę spędzić trochę czasu jeszcze z przyjaciółką, która jest matematycznym nerdem i z którą widzę się raz na ruski rok :(

DO RZECZY!
Proszę Was o potwierdzenie, czy spakowałam wszystkie dokumenty ...
- paszport
- dowód wpłaty
- confirmation DS-160
- form I-901
- DS 2019
- dyplom z uczelni / zaświadczenia od rodziców z pracy, hipoteka etc.
- zdjęcie psa (to największy dowód tego, że mam do czego wracać w PL)  ŻARCIK na rozładowanie stresów, więc spokojnie :P

Przeczytałam z miliard stron i wpisów jak poradzić sobie z rozmową, ale i tak mam wrażenie, że NIC nie wiem. Kochane, napiszcie cokolwiek ... I would really appreciate that! <3

Po trzecie i najważniejsze, od mojego powrotu do PL ciągle coś się dzieje ... to urodziny, to spotkania, to wyjazd do Warszawy ... nie mam nawet minuty by spokojnie usiąść i się ogarnąć. Obiecuję, że po powrocie z naszej stolicy zabieram się za Wasze posty i wszystko ponadrabiam :)
W dodatku wprowadziłam kilka drastycznych zmian żywieniowych w mojej diecie i ... już nie mogę się doczekać jak podzielę się z Wami przepisem na domową (i zdrową) nutellę :)

Buziaki i dzięki !!!!

czwartek, 21 listopada 2013

Goodbye is a second chance

Kochani,
Piszę do Was już z naszego pięknego kraju, do którego dotarłam wczoraj w godzinach porannych. Przywitało mnie niesamowicie lodowate powietrze po wyjściu z samolotu i nie wiem do końca, czy to właśnie było przyczyną, że w oczach stanęły mi łzy na myśl, że już jestem w kraju.
Znacie pojęcie ambiwalentnych uczuć? Tak właśnie się czułam. Każda komórka mojego ciała krzyczała o zostanie we Włoszech, choć wiedziałam, że to niemożliwe i że trzeba iść na przód.
Zmobilizowałam się do pisania, choć w przeciągu ostatnich 3 dni nie spałam więcej niż można to policzyć na palcach jednej ręki. Tak, generalnie wyglądam jak zombie, ale jakoś za bardzo mi to nie przeszkadza.
To będzie ostatnia notka podróżnicza przed styczniem, gdyż oficjalnie DZISIAJ zaczynają się moje przygotowania do USA.
Tak więc, pozwólcie mi napisać jeszcze kilka słów odnośnie moich kilku miesięcy we Włoszech oraz pożegnania w Rzymie, a od jutra, czyli od dnia moich urodzin - bierzemy się za wizy, szmiry i mohiry.

OK.
Italia, Italia, Italia ...
Mogłabym pisać i pisać, i pisać ... Dzieło długością pewnie by dorównywało Iliadzie i Odysei. Ale przecież nie oto chodzi, chcę napisać tylko kilka słów, tych najważniejszych.

Pierwszy miesiąc zleciał mi tak szybko, że miałam wrażenie, że jestem w jakimś mega pozytywnym transie. Drugi miesiąc był bardziej miesiącem kontemplacji, ale i tak zleciał błyskawicznie.
Rodzinka - Od początku nie ukrywałam, że dla mnie to nie jest czysty kontrakt au pair - host family.
Dla mnie Ci ludzie znaczą coś więcej, co sprawiło, że już drugi rok z rzędu kupiłam bilet lotniczy i do nich przyjechałam. Byłam opiekunką, krawcową, kucharką i skręcałam meble z IKEI. Moja host mom uznała, że to wręcz niemożliwe, że nie chce więcej pieniędzy, a odpowiedziałam jej, że to nie one dają szczęście.
OK, mogą być środkiem do osiągnięcia szczęścia, ale nigdy go nie kupią.
Ja bardziej cenie emocje, doświadczenia i relacje z ludźmi. Dlatego też wiem, że za kilka lat znowu się spotykamy. Może przyjadą do PL? Nie wiem, ale jestem przekonana, że jest to znajomość na całe życie, bo ja po prostu traktuje ich jako swoją drugą rodzinę.
Jeżeli chodzi o moje dzieciątka, to napisały mi kartkę w całości po angielsku i doprowadziły mnie tym do skrajnej rozpaczy, że tak pięknie im to wyszło, a są tak nieśmiałe w mówieniu.
Życie towarzyskie -Mimo tego, że byłam bardzo krótko, to udało mi się poznać niesamowitych ludzi i jestem przekonana, że nie raz spotkamy się jeszcze gdzieś na końcu świata. Bardzo dużo się od nich nauczyłam, poznałam totalnie różne perspektywy i doszło do wielu 'culture clashes' i dzięki Bogu za to. Nie ma to jak wiedza praktyczna i nauka na własnej skórze.
Dostałam jeden z najpiękniejszych prezentów od Johanna i Gaby, które zrobiły dla mnie wielgaśny poster z naszymi zdjęciami, różnymi napisami i obrazkami, które są dla nas kwintesencją Italii.

A Stefano podarował mi dwie bardzo ważne dla mnie płyty, których słuchaliśmy praktycznie na okrągło, gdy mieliśmy szansę jeździć po pięknym regonie Emilii-Romanii.

Podróże - można rozumieć dwojako.
Podróże kulinarne po wyśmienitej kuchni w Bolonii oraz podróże poznawczo-terytorialne.
Na pewno więcej skupiłam się na tych pierwszych, dlatego tak świetnie wyglądam i muszę się teraz odchudzać, ale nie żałuję. Warto było pod każdym względem.
Teraz tylko zrzucić te 6kg, które sprawiły, że nie mogę dopiąć guzika w żadnych spodniach i będzie wszystko po staremu :P

OK. Koniec tekstu. Czas na kilka zdjęć z Rzymu.
Tym samym kończę wątek Włoch, który i tak będzie się jeszcze gdzieś tam pewnie przewijał, ale teraz oficjalnie zaczynam przygotowania do wyjazdu do Stanów.

Keep tight,
M

ROMA

Piątek wieczór: Monumento Vittorio Emanuele II
'to dupne' w interpretacji Michała, co było również jego ulubionym miejscem.

Piątek wieczór: Trevi Fountain.
Mieliśmy szczęście - przyszliśmy wieczorem, gdy już nie było zbyt dużego tłoku.
Czy wiedzieliście, że całość pieniędzy z fontanny jest wyławiana raz w tygodniu i przeznaczana
na muzea w Rzymie?
24/7 stacjonuje tam policja i pilnuje, by nikt nie podbieral ...

Sobota: Koloseum
Mieliśmy szczęście. ZERO kolejki, a bilety kupiliśmy dzień wcześnie na Palatynie (bez kolejki!)
Juhu, niech żyje koniec sezonu turystycznego, gdy na dworze +20-25, słoneczko i same pozytywne emocje 

Gapi się ...

Sobota: Michałki na Palatynie

Sobota: Forum Romanum

Sobota: Znowu sie gapi ...

Sobota: A cóż to za przystojniak? Kapitol.

Sobota: z Michałem, który zrobił sobie kilka dni wolnego od uczelni
i przyjechał do Rzymu, który zwiedziliśmy w iście
bakpakerskim stylu :)

Sobota: Znowu 'to dupne', w którego wnętrzu znajdowało się wiele wystaw,
poświęconych zjednoczeniu Włoch.

Sobota: Świątynia Herkulesa

Wodę można spokojnie pić!

Cin-cin i to LEGALNIE w miejscu publicznym!

Sobota: Hostel, noc pierwsza

Taaaak. Rzym rządzi się swoimi prawami :)

Niedziela: Castel Sant Angelo

Niedziela: Widoczek na Rzym

Niedziela: Piazza del Popolo

Niedziela: Polski element part1

Ruszamy dalej!!!!

Niedziela: Panteon

Poniedziałek: Muzea Watykańskie to jedne z najbogatszych muzeów na świecie.
Są różne sale, nawet te związane z kulturą Egiptu, czy Majów.

Poniedziałek: Muzea Watykańskie
Prawie jak w domu :)

Poniedziałek: Watykan 
Najpiękniejsza rzecz na świecie.
COUCHSURFING !!!!!!!!

Historia tego zdjęcia jest dość interesująca,
ale hm what happens in Rome, stays in Rome :D

Wtorek: Miało być Tivoli, ale byliśmy tak wykończeni po poprzednim
wieczorze, że zdecydowaliśmy się na wycieczkę do EUR

Wtorek: EUR

Metro: Najszybszy środek transportu.
bilet jednorazowy 1.50 Euro (+100 min na autobus) , całodzienny 6 Euro

Środa rano: Czas wracać do domu :(