czwartek, 21 listopada 2013

Goodbye is a second chance

Kochani,
Piszę do Was już z naszego pięknego kraju, do którego dotarłam wczoraj w godzinach porannych. Przywitało mnie niesamowicie lodowate powietrze po wyjściu z samolotu i nie wiem do końca, czy to właśnie było przyczyną, że w oczach stanęły mi łzy na myśl, że już jestem w kraju.
Znacie pojęcie ambiwalentnych uczuć? Tak właśnie się czułam. Każda komórka mojego ciała krzyczała o zostanie we Włoszech, choć wiedziałam, że to niemożliwe i że trzeba iść na przód.
Zmobilizowałam się do pisania, choć w przeciągu ostatnich 3 dni nie spałam więcej niż można to policzyć na palcach jednej ręki. Tak, generalnie wyglądam jak zombie, ale jakoś za bardzo mi to nie przeszkadza.
To będzie ostatnia notka podróżnicza przed styczniem, gdyż oficjalnie DZISIAJ zaczynają się moje przygotowania do USA.
Tak więc, pozwólcie mi napisać jeszcze kilka słów odnośnie moich kilku miesięcy we Włoszech oraz pożegnania w Rzymie, a od jutra, czyli od dnia moich urodzin - bierzemy się za wizy, szmiry i mohiry.

OK.
Italia, Italia, Italia ...
Mogłabym pisać i pisać, i pisać ... Dzieło długością pewnie by dorównywało Iliadzie i Odysei. Ale przecież nie oto chodzi, chcę napisać tylko kilka słów, tych najważniejszych.

Pierwszy miesiąc zleciał mi tak szybko, że miałam wrażenie, że jestem w jakimś mega pozytywnym transie. Drugi miesiąc był bardziej miesiącem kontemplacji, ale i tak zleciał błyskawicznie.
Rodzinka - Od początku nie ukrywałam, że dla mnie to nie jest czysty kontrakt au pair - host family.
Dla mnie Ci ludzie znaczą coś więcej, co sprawiło, że już drugi rok z rzędu kupiłam bilet lotniczy i do nich przyjechałam. Byłam opiekunką, krawcową, kucharką i skręcałam meble z IKEI. Moja host mom uznała, że to wręcz niemożliwe, że nie chce więcej pieniędzy, a odpowiedziałam jej, że to nie one dają szczęście.
OK, mogą być środkiem do osiągnięcia szczęścia, ale nigdy go nie kupią.
Ja bardziej cenie emocje, doświadczenia i relacje z ludźmi. Dlatego też wiem, że za kilka lat znowu się spotykamy. Może przyjadą do PL? Nie wiem, ale jestem przekonana, że jest to znajomość na całe życie, bo ja po prostu traktuje ich jako swoją drugą rodzinę.
Jeżeli chodzi o moje dzieciątka, to napisały mi kartkę w całości po angielsku i doprowadziły mnie tym do skrajnej rozpaczy, że tak pięknie im to wyszło, a są tak nieśmiałe w mówieniu.
Życie towarzyskie -Mimo tego, że byłam bardzo krótko, to udało mi się poznać niesamowitych ludzi i jestem przekonana, że nie raz spotkamy się jeszcze gdzieś na końcu świata. Bardzo dużo się od nich nauczyłam, poznałam totalnie różne perspektywy i doszło do wielu 'culture clashes' i dzięki Bogu za to. Nie ma to jak wiedza praktyczna i nauka na własnej skórze.
Dostałam jeden z najpiękniejszych prezentów od Johanna i Gaby, które zrobiły dla mnie wielgaśny poster z naszymi zdjęciami, różnymi napisami i obrazkami, które są dla nas kwintesencją Italii.

A Stefano podarował mi dwie bardzo ważne dla mnie płyty, których słuchaliśmy praktycznie na okrągło, gdy mieliśmy szansę jeździć po pięknym regonie Emilii-Romanii.

Podróże - można rozumieć dwojako.
Podróże kulinarne po wyśmienitej kuchni w Bolonii oraz podróże poznawczo-terytorialne.
Na pewno więcej skupiłam się na tych pierwszych, dlatego tak świetnie wyglądam i muszę się teraz odchudzać, ale nie żałuję. Warto było pod każdym względem.
Teraz tylko zrzucić te 6kg, które sprawiły, że nie mogę dopiąć guzika w żadnych spodniach i będzie wszystko po staremu :P

OK. Koniec tekstu. Czas na kilka zdjęć z Rzymu.
Tym samym kończę wątek Włoch, który i tak będzie się jeszcze gdzieś tam pewnie przewijał, ale teraz oficjalnie zaczynam przygotowania do wyjazdu do Stanów.

Keep tight,
M

ROMA

Piątek wieczór: Monumento Vittorio Emanuele II
'to dupne' w interpretacji Michała, co było również jego ulubionym miejscem.

Piątek wieczór: Trevi Fountain.
Mieliśmy szczęście - przyszliśmy wieczorem, gdy już nie było zbyt dużego tłoku.
Czy wiedzieliście, że całość pieniędzy z fontanny jest wyławiana raz w tygodniu i przeznaczana
na muzea w Rzymie?
24/7 stacjonuje tam policja i pilnuje, by nikt nie podbieral ...

Sobota: Koloseum
Mieliśmy szczęście. ZERO kolejki, a bilety kupiliśmy dzień wcześnie na Palatynie (bez kolejki!)
Juhu, niech żyje koniec sezonu turystycznego, gdy na dworze +20-25, słoneczko i same pozytywne emocje 

Gapi się ...

Sobota: Michałki na Palatynie

Sobota: Forum Romanum

Sobota: Znowu sie gapi ...

Sobota: A cóż to za przystojniak? Kapitol.

Sobota: z Michałem, który zrobił sobie kilka dni wolnego od uczelni
i przyjechał do Rzymu, który zwiedziliśmy w iście
bakpakerskim stylu :)

Sobota: Znowu 'to dupne', w którego wnętrzu znajdowało się wiele wystaw,
poświęconych zjednoczeniu Włoch.

Sobota: Świątynia Herkulesa

Wodę można spokojnie pić!

Cin-cin i to LEGALNIE w miejscu publicznym!

Sobota: Hostel, noc pierwsza

Taaaak. Rzym rządzi się swoimi prawami :)

Niedziela: Castel Sant Angelo

Niedziela: Widoczek na Rzym

Niedziela: Piazza del Popolo

Niedziela: Polski element part1

Ruszamy dalej!!!!

Niedziela: Panteon

Poniedziałek: Muzea Watykańskie to jedne z najbogatszych muzeów na świecie.
Są różne sale, nawet te związane z kulturą Egiptu, czy Majów.

Poniedziałek: Muzea Watykańskie
Prawie jak w domu :)

Poniedziałek: Watykan 
Najpiękniejsza rzecz na świecie.
COUCHSURFING !!!!!!!!

Historia tego zdjęcia jest dość interesująca,
ale hm what happens in Rome, stays in Rome :D

Wtorek: Miało być Tivoli, ale byliśmy tak wykończeni po poprzednim
wieczorze, że zdecydowaliśmy się na wycieczkę do EUR

Wtorek: EUR

Metro: Najszybszy środek transportu.
bilet jednorazowy 1.50 Euro (+100 min na autobus) , całodzienny 6 Euro

Środa rano: Czas wracać do domu :(


6 komentarzy:

  1. Masakra Martuś doskonałe podsumowanie i piękne słowa.
    Szczerze, doskonale mogę wyobrazić sobie co czułaś.
    Przejście z jednego świata do drugiego zawsze ale to zawsze wywołuje we mnie najbardziej skrajne z możliwych emocje, świadomość kolejnego końca czegoś potęguje tylko chęć zatrzymania czasu by móc zachłysnąć się tym, bądź co bądź, pełnym fantastycznych ludzi i przygód życiem.

    Jestem pewna, że nie stracisz z nimi kontaktu!

    I cieszę się ogromnie, że z jednej przygody płynnie przechodzisz w drugą bo nie wyobrażam sobie w tym momencie au pairowskiego blogowania bez Ciebie!

    Pozdrów Polszę ode mnie i czekam na nowe relacje !

    :*

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo fajne podsumowanie i mega dużo zdjęć :-) Niestety tak to bywa, że coś się kończy a coś zaczyna. Nie jest to miłe, ale trzeba iść do przodu i doświadczaj nowych rzeczy, które mogą okazać się jeszcze lepsze ( przynajmniej ja tak to sobie tłumacze :D )
    Pozdrawiam Paweł Zieliński

    OdpowiedzUsuń
  3. Do zobaczenia w New Jersey już niedługo!
    I wszystkiego najlepszego ;*

    OdpowiedzUsuń
  4. AAAAAAAAAA! Ty juz w Polsce, zaraz umre jak masz dobrze :D

    OdpowiedzUsuń
  5. O kurczę, ale to zleciało! ;oo Piękna Italia zostaje za Tobą, czas na
    USA! HEEEEJ:D Cokolwiek się nie stanie i tak będzie dobrze - przynajmniej ja tak sobie ciągle powtarzam :P Wylądujesz wcześniej w USA niż ja! Szczęściara... Tylko pozazdrościć sprytnego planu i zorganizowaniu :)
    Buziaki!! Dawaj szybko znać jak ci idzie :))

    OdpowiedzUsuń
  6. Genialne zdjęcia! Dobrze, że miałaś takie dobre relacje z rodziną, na pewno dzięki temu będziesz wspominała ten wyjazd z radością :) Trzymaj się ciepło tam w USA.

    OdpowiedzUsuń