środa, 16 października 2013

Smuteczek

Tak tak tak.
I mnie w koncu dopadl maly smuteczek.
Pomimo tego, ze przeciez wszystko z rodzinka dobrze, a czas wolny nalezy do najlepszych chwil mojego zycia...
W czym zatem problem?
Po pierwsze, zaczal sie moj etap homesick (a myslalam, ze jestem twardsza, o ironio)
Oj, brakuje mi kilku osob i to bardzo.
The bottom line is, rozmawialam dzisiaj z rodzicami na skype (w koncu!) i w pewnym momencie cala host rodzinka usiadla ze mna przed monitorem, krzyczac 'ciao ciao!'. Raaaany, to bylo naprawde kochane. Moja mama oczywiscie na poczatku sie schowala, a Anna zaczela mowic, ze nie ma sie niczym nie martwic, bo jest piekna i ma super corke :D Niby takie banalne i w ogole, ale uwierzcie, ze naprawde sie cieplej robi na sercu :)
Tak wiec, zakonczylismy rozmowe, a na mejla dostalam mala niespodzianke :) :

Moje piekne stworzenie, zwane Jablkiem (po wlosku Mela to po prostu jablko :D),
za ktorym tesknie szalenie :(
Po drugie i mniej wazne, zepsul mi sie komputer, a na dodatek wczoraj dal o sobie znac tez moj telefon. Probowalam go naprawic i nic. Dopiero, gdy w przyplywie zlosci uzylam sporej dawki sily - odzyl. Generalnie, telefon zyje, ale co kilka godzin sie wylacza i trzeba go wlaczyc na nowo. Innymi slowy, niezniszczalna nokia okazalo sie 'zniszczalna'. Mam wrazenie, ze caly sprzet technologiczny sie zbuntowal, a magiczni 'oni' chca mnie odizolowac od swiata :P

Zeby nie bylo tak bardzo negatywnie (hej, w koncu jestesmy w krainie mlekiem i miodem plynacej :P), to dzisiaj w koncu przez caly dzien byla przepiekna pogoda. Przez ostatnie dwa dni byla mgla, padalo i trudno bylo sie zmobilizowac do czegokolwiek.
Jednakze, w zwiazku z postanowieniem 'diet pact', wyciagnelam rower (pierwszy raz w tym sezonie hahahaha) i ruszylam na prawie 20km przejazdzke.
Tia, ostatnie 4h ciagnelam rower za soba, a gdy padlam na lozko po powrocie, to myslalam, ze nigdy nie wstane ... Ale satysfakcja byla i musze przyznac, ze naprawde jestem zmobilizowana do dzialania, wiec zacisnelam zeby i poznym popoludniem wybralam sie z Titu na jogging. W drodze powrotnej zatrzymalam sie na chwile. Nie, nie potrzebowalam odpoczynku fizycznego. Potrzebowalam za to chwili medytacji i wyciszenia. Dlatego tez, gdy moim oczom ukazal sie jeden z piekniejszych widokow jakie dane bylo mi tu zobaczyc, usiadlam na wzgorzu, a przed oczami rozposcierala sie fenomenalna (iscie toskanska) panorama. Nawet Titu usiadla przy mnie i razem podziwialysmy to piekne dzielo natury.
Matko, kocham wloski pazdziernik (zwlaszcza w takie dni) :)

Drogie au pairki - jak tam Wasze postanowienia i realizacje planow 'dietetycznych'? A moze wrecz przeciwnie - macie to gleboko w nosie i po prostu korzystacie z dobrodziejstw kulinarnych?
Chce poznac Wasze opinie :D Moje juz znacie :)

Tymczasem klade sie spac, by jutro o 9 grzecznie wziac sie za 'skalpel' Chodakowskiej :)

PS. Jak bede miec troche wiecej czasu, to OBIECUJE, ze w koncu opublikuje notke zwiazana z pewnymi praktycznymi radami (lub jak kto woli - obserwacjami) na temat zycia codziennego we Wloszech :)

Keep tight,
M

5 komentarzy:

  1. Ja zrobie posta na dniach o moich dietetycznych działaniach :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Homesick każda ma, u mnie spowodowany nadmiernym myśleniem - tragiczna sytuacja, bo mózgu nie wyłączę :( :) ale korzystaj póki możesz! ja zdałam prawo jazdy, więc dziś 'dietetycznie świętowałam' batonem zbożowym! z 4 msc wyniki naszych starań, więc nie dajemy się :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mozgu nie da sie wylaczyc - a najgorzej jest poznym wieczorem, gdy czlowiek probuje zasnac :P
      Super, gratuluje i ba - nalezala Ci sie jakas wieksza slodkosc typu polska czekolada wedla, czy kilka krowek :)))

      Usuń
  3. Współczuję. Komputer, telefon wszystko się na siebie nakłada. Niemniej jednak wierzę, że będzie lepiej :-) Czasem można zwolnić, ale nigdy nie należy się martwić.
    Pozdrawiam Paweł Zieliński

    www.twojwybortwojaprzyszlosc.pl

    OdpowiedzUsuń