Od zarania
dziejów ludzie byli częścią różnego rodzaju konfliktów, które stanowiły o ich
bycie lub niebycie. Z tego by wynikało, że konflikt może świadczyć o pewnym
rozwoju (albo zostaniesz zjedzony przez jakieś przemiłe zwierzątko, czy oberwiesz
w głowę maczugą i zginiesz lub okażesz się na tyle silną jednostką, która
przeżyje i tym samym się rozwinie), prawda?
Więc proszę mi w
tym miejscu wytłumaczyć istotę ‘konfliktów Świątecznych’? Tak, mam na myśli te
niekończące się kłótnie w okresie Świątecznym, gdy drzemy koty praktycznie z
każdym członkiem rodziny. Zwłaszcza z osobą, która zajmuje się większością
przygotowań, takich jak planowanie, sprzątanie, gotowanie … tak, to zwykle osoba
naszej Mamy. Mama, która ma już dość Świąt przed samym ich rozpoczęciem przez
ogromny (czy naprawdę konieczny?) chaos, który sprawia, że wszyscy dookoła są
nerwowi.
W tym roku
doświadczyłam najdziwniejszych, najbardziej fascynujących, pełnych
przeciwieństw, z mała ilością ciast, z elementami kultury amerykańskiej,
polskiej oraz tej z serca Bronxu, czyli … Puerto Rico. Były to pierwsze Święta
bez kłótni, które pozwoliły mi w zupełnie inny sposób spojrzeć na ten
Świąteczny okres, który zapamiętam bardzo pozytywnie. W związku z nagromadzeniem się różnego rodzaju zdarzeń, ciekawych historyjek i mądrych (nie-mądrych) przemyśleń, postanowiłam napisać dwa posty na temat Świąt.
Gotowi na małą
relację? Zaczynajmy!
Świąteczne dekoracje
zaczęły pojawiać się już od ostatnich dni listopada, czyli zaraz po Święcie
Dziękczynienia. Niektóre domy były przystrojone ze smakiem oraz umiarem, co
naprawdę umilało krajobraz. Jednak, większość dekoracji była zupełnie
przypadkowa i wyglądało na to, że właścicielom zależało bardziej na ilości niż
jakości. Były też szopki świąteczne, kolorowe światełka na drzewach (nie
choinkach, drzewach) oraz dekoracje na Hanukkach. All together, troszkę więcej
światła pozwoliło mi na długie wieczorne spacery, które w pełni poświęciłam na
kontemplacje tego, za czym będę w przyszłym roku tęsknić.
Kolejnym elementem,
który w subtelny sposób wprowadził mnie w okres Świąteczny był gospelowy
koncert w Calvary Baptist Church w Morristown. Wiele osób sądzi, że jedyną
możliwością doświadczenia prawdziwej muzyki gospelowej jest Harlem na
Manhattanie. Ogromny błąd. Po pierwsze, praktycznie KAŻDY kościół baptystyczny na Harlemie jest oblegany przez wycieczki, a uroczystości są specjalnie zaplanowane tak by sprostały
oczekiwaniom turystów. Oczywiście, nic za darmo – trzeba słono zapłacić za taką
przyjemność (!). Co śmieszniejsze, nie radziłabym nikomu o białym kolorze skóry
oraz stanie świadomości, że Nowy Jork to Manhattan, co niesie za sobą pewien
sposób zachowania, by odwiedzał Harlem na własną rękę. Harlem jest niesamowitym miejscem, ale trzeba
wiedzieć, które ulice omijać i w jaki sposób się zachować, gdy po raz setny
dziwnie wyglądający czarnoskórzy mężczyźni rzucają ‘how
ya doin?’ by potem obrócić się za Tobą i sprawdzić, czy połknęłaś/eś haczyk,
czy nie. OK, do rzeczy. Jak zwykle – moje niekończące się wtrącenia. Wybaczcie, takiż to los blogera.
No dobrze, troszkę o Świętach, które możemy doświadczyć w prawdziwym amerykańskim domu na przedmieściach. Pozwólcie mi zacząć od przybliżenia Wam idei Elf on the Shelf. W 2005 roku została wydana książka autorstwa Carol Aebersold oraz Chanda Bell, która opowiada historię jak Święty Mikołaj jest w stanie sprawdzić, czy dziecko było grzeczne lub niegrzeczne przez cały rok. A dzieje się tak dzięki małemu elfowi, którego dostaje każde dziecko jeśli poprosi o niego Święta Mikołaja. Elf ten (dziecko nadaje mu imię) przybywa w pierwszy dzień grudnia i zostaję z rodzinką aż do Christmas Day (12/25). Jeśli dziecko jest grzeczne, to elf każdej nocy przenosi się w inne miejsce w domu. Nasz elf zaczął od lampy kuchennej by następnego dnia znaleźć się na pilocie od telewizory i tym samym uniemożliwić dzieciom oglądanie telewizji. Dlaczego? Dzieci nie mogą dotykać elfów, gdyż pozbawiły je tym samym magii. Co ciekawe, elf może też dorwać się do papieru toaletowego i rozwiesić go po całym mieszkaniu ... ku uciesze dzieciaków oczywiście :-) W elfa wierzy moja młoda i tym samym nie miałam z nią problemów przez cały miesiąc - jeśli tylko przeszło jej przez myśl by zagrać swoją 'wredną/złą' stroną, to wypowiadałam magiczne imię jej elfa i od razu stawiało ją to do pionu, bo wiedziała, że zostanie umieszczona na listę niegrzecznych dzieci jeśli nie będzie słuchać.
![]() |
![]() |
| nasz elfik :-) |
![]() |
| a to właśnie ulubione zajęcie naszego elfa ... ciekawe kto po tym posprzątał huh? :D |
a to dowód na to, że elfy są prawdziwe ... i magiczne! ;)
https://www.pinterest.com/latkins/elf-on-the-shelf-ideas/
(rodzice muszą wykazać się kreatywnością i oczywiście z pomocą przychodzi Internet)
Ostatnie dni przed Świętami:
| Świąteczne wypieki z dzieciakami |
![]() |
| Świetna zabawa, ale ciastka same w sobie były średnio zjadliwe (ale tym razem zwalam to na moją hostkę, która przedobrzyła ze śmietaną w przepisie...) |
![]() |
| Domek z piernika - zaczynamy montaż; Taka pierdołka kosztuje od kilku do kilkunastu dolarów, ale ile z tym zabawy! |
| szał zakupów ciąg dalszy |
![]() |
| Świąteczny koncert mojej młodej |
| a czy Ty masz już zdjęcie w Lodowym Zamku za jedyne 44 dolarów? |
Christmas Eve:
Z europejskimi oczekiwaniami wydawało mi się, że Wigilia będzie bardzo rodzinnym dniem. Nic bardziej mylnego. W kulturze amerykańskiej jest to ostatnia okazja na zakupy świąteczne oraz dojazd do miejsc, gdzie spędzimy Święta. Mój dzień nie był niczym szczególnym, bo spędzony na oglądaniu maratonu The Simpsons w piżamie, graniu w Fifę z młodym, skype z rodzicami (zasiadłam z nimi przy wigilijnym stole!!!) by potem przełączyć się na konferencję i zebrać prawdziwą elitę z dwóch kontynentów, co sprawiło, że w końcu poczułam rodzinną atmosferę :-) Moja rodzinka zaprosiła mnie na kolację do restauracji, ale jako, że było to bardzo last minute, to grzecznie podziękowałam, bo miałam już plany spędzić Wigilię u Magdy, której hości przygotowali kolację i podarowali nam takie same piżamki w ramach prezentu haha.
![]() |
| na samo wspomnienie mam łzy w oczach! Wigilia na dwóch kontynentach :-) |
| z osobą, która sprawiła, że poczułam prawdziwą magię Świąt w Chatham. Dzięki Madzialena! |
| cheers z hostem M :D |
| nie ma to jak lasagna na Wigilię. Ah Ci Amerykanie :-) |
Christmas Day
O godzinie 7.30 obudził mnie telefon od mojego młodego 'wake up! It's Christmas Day' i po kilku minutach usłyszałam znajomy tupot na schodach. Cała rodzinka zasiadła przed choinką i zaczęliśmy odpakowywać prezenty. Po chwili dołączyli również dziadkowie. Muszę przyznać, że zamurowało mnie na widok TAKIEJ ilości prezentów. W stockings (skarpety na choinku) była bielizna i rzeczy osobiste. Potem stosik prezentów przy kominku był od Mikołaja. Kolejny stosik był od rodziców. A trzeci stosik od dziadków. Generalnie przez całe życie nie dostałam tylu prezentów, co moje dzieciaki w jedne Święta. Jednak, wygląda na to, że w tym roku byłam wyjątkowo grzeczna, gdyż nie tylko Mikołaj obdarował mnie ręcznie dzierganymi ocieplaczami na nogi, ale również podarował mi coś bez czego nie byłabym w stanie zrobić ani jednego zdjęcia, które będzie zamieszczone poniżej. Tak, czuję się szczęściarą, że mogliśmy usiąść wspólnie przy choince, narzekać na ilość papieru do pakowania, zjeść belgijskie gofry i dobrze się bawić.
W tym momencie powinnam również napisać co nieco o prezencie dla hostów, gdyż większość au pairek ma właśnie z tym problem. Moim hostom podarowałam lampion, który kupiłam w IKEI wraz z dołączonymi świeczkami. Jako, że moi hości nie bywają w tym szwedzkim sklepie praktycznie w ogóle, to dla nich ten lampion był ewenementem na skalę światową, co bardzo mnie ucieszyło. Co więcej, jako, że mój rok ma się już ku końcowi, zdecydowałam, że przygotuję również coś, co sprawi, że rodzinka tak szybko o mnie nie zapomni :-)
Oglądaliście kiedyś Castle? Jest to nasz (=mój i rodzinki) serial na kanale ABC, który opowiada o pracy pisarza (tytułowy Castle), współpracującego z NYPD, co pomaga mu zebrać inspirację na swoje książki. Postanowiłam, że sama zaczerpnę z tego inspirację i stworzyłam scrapbook'a na podstawie Castle, czyli w albumie stworzyłam humorystyczne profile członków rodziny wraz z kilkoma stronami, które w bardzo fajny sposób oddały to, co działo się przez ostatni rok. Na początku wydawało mi się, że to głupie itp, ale reakcja rodzinki zupełnie przeszła moje oczekiwania ... Zupełnie się tego nie spodziewali i to ile otrzymałam pozytywnych uścisków, słów i łez (!) powinno zostać zapisane w jakiś rekordach Guinessa. Bardzo pozytywnie. I hej, bardzo rodzinnie :-)
| Breakfast in progress |
| Jesteśmy cool i jemy gofry |
Take care,
Marta







.jpg)
Dekoracje kojarzą mi się z USA zwłaszcza pięknie wyglądające domy :)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam
Toż na Wigilię nie pije się alkoholu haha ale w sumie lazanii też się nie je :D
OdpowiedzUsuńBardzo miło ze strony hostów Magdy, że zaprosili Cię na swoją Wigilię :)