poniedziałek, 1 grudnia 2014

Happy Thanksgiving!

Święto Dziękczynienia jest ewenementem samym w sobie. Mimo tego, że obchodzone jest w wielu miejscach na świecie, to jednak największą wagę przywiązują do niego w Stanach, gdzie rodziny zjeżdżają się z różnych zakątków kraju by móc wspólne zasiąść przy indyku, pumpkin pie i spokojnie popijając jabłkowy cydr, grać w różne gry i po prostu rozmawiać z najbliższymi.
Moja hostka podsumowała Thanksgiving jako czas, gdy rodziny robią albo 'wszystko' albo 'nic'. To pierwsze sprowadza się do tego, że członkowie rodziny zjeżdżają się raz do roku i próbują nadrobić zaległości we wszystkim - wyjazd na narty, kino, wycieczki ... To drugie oznacza po prostu relaks w domowym w zaciszu i dosłowne nicnierobienie (czyt. słodkie lenistwo). 

Moje pierwsze Thanksgiving spędziłam pod Buffalo, gdzie wraz z moją host rodzinką wyjechaliśmy już we wtorek popołudniu i zostaliśmy tam do soboty. Mieszkaliśmy u babci dzieciaków, która traktowała mnie jak swoją kolejną wnuczkę i przekarmiła mnie bardziej niż moja własna mama ... 
Cudowna kobieta z ogromnym sercem. Wszyscy odpoczęliśmy, pojedliśmy za wszystkie czasy i dobrze się ze sobą bawiliśmy. Jednakże nie ukrywam, że pisząc tego posta, zakneblowałam się u siebie w pokoju, pożegnawszy się z rodzinką i dając do zrozumienia dzieciom, że musimy w końcu od siebie troszkę odpocząć. No równowaga w przyrodzie być musi :-)

Nie będę opisywać zwyczajów, które panują podczas Święta Dziękczynienia, bo w sumie wszystko zgadza się z tym, co możemy znaleźć w wesołych Internetach. Prawdą jednak jest to, że udało mi się spróbować wielu potraw z północnego stanu Nowy Jork, a o deserach nie wspomnę! Przez kolejne 2-3 tyg moja host rodzinka ogłosiła, że wprowadzamy dietę lekkostrawną i wszyscy się odchudzamy (dzięki Bogu!)

*mój aparat umarł i większość zdjęć jest robiona moim zabójczym telefonem, więc sorry za jakość

Day I:
dzień I: pierwszy poranny spacer po okolicy.
Poczułam się prawie jak na polskiej wsi :-)

dookoła tylko pola, przestrzeń i farmy
kolejne spacerki po okolicy

Lilly i Lucy 

palenie liści w stanie NY jest uwaga - legalne!

mała wizyta nad jeziorem Ontario, gdzie ciocia dzieci wynajmuje boat house -
jeśli ktoś byłby zainteresowany wyjazdem weekendowym nad Ontario Lake,
to mam do polecenia świetną miejscówkę z widokiem na Toronto :D

widok na Toronto i moment, gdy mój aparat umarł :-(

z mniejszym diabełkiem

a to wnetrze boat house  ... jeśli wygram milion dolarów, to chcę taki !!!

powrót do domu i początki gotowania/pieczenia/smażenia ahh wszystkiego!

wyjazd na farmę, gdzie kupiliśmy trochę owoców i indyka

wszystko ORGANICZNE, prosto z drzewka/pola i do tego za 1/5 ceny z whole foods'a

wyobraźcie sobie, że to cacko stoi sobie od lat X w garażu babci :-)

 Day II (Thanksgiving):
w drodze na Niagara Falls


Niagara Falls;
szkoda, że dolny taras był zamknięty (end of season)

Niagara Falls;
Horseshoe - zwróćcie uwagę na tak zwaną 'mist' unoszącą się nad wodospadem

a to już po powrocie do domu;
Indyk gotowy!
Ponad 15kg czystego mięsa :D

Mój host potrzebował specjalnej piłki by w ogóle pociąć tego indyka,
którego potem zjedliśmy z żurawiną mniam

pumpkin pie, yellow cake + peanut-butter cake

corn bread; beans

Day III & IV (śnieg!)

Obudziliśmy się z samego rana i postanowiliśmy, że wybierzemy się na sanki :D

Gdyby nie fakt, że większość rodzinki przyjechała SUV'ami ,to nie byłoby w ogóle
mowy o poruszaniu się po drogach
(zero służb zajmujących się odgarnianiem śniegu)

Gdy ja sobie odpoczywałam pod kocykiem z kubkiem gorącej kawy, to Lily spokojnie
dywagowała nad sensem istnienia ... 

tyłki nam wymarzły i postanowiliśmy zająć sobie czas w domu
(tak tak, ten 1 dolar to mój :P)







a tak wyglądały wieczory :-)
Tak jak wyżej wspomniałam, siedzę sobie teraz w pokoju swojego domku w NJ, czytając bardzo ciekawy artykuł click!,porządkując myśli i właśnie sobie uświadomiłam, że zostaje mi nieco ponad miesiąc pracy i ... koniec! Oh, mam bardzo mieszane uczucia, ale nie chcę się teraz nad tym rozwodzić.
Jutro zaczynamy nowy miesiąc - grudzień. Jesteście gotowi? Jakieś postanowienia przednoworoczne? 
Ja sobie obiecałam, że podkręcę trochę obroty fitnessowe i zamiast kalendarza adwentowego z czekoladkami, powiesiłam sobie 'personal fitness advent calendar'. No niestety, Thanksgiving był niesamowitym przeżyciem, ale waga jęknęła z politowaniem, gdy dzisiaj na niej stanęłam i potrzebne są drastyczne środki by do mojego powrotu do domu wrócić na właściwe tory :-)
A mówiąc o aktywności fizycznej, jak tylko znajdę trochę czasu, to opiszę moją przygodę z bieganiem i związaną z nią zmianą nawyków. Jednak, próbuję się teraz skoncentrować na spędzaniu czasu ze znajomymi i powolutku żegnam się z NJ, więc trudniej będzie mi znaleźć czas na bloga, ale  postaram się wygospodarować kilka wolnych chwil!

Trzymajcie się ciepło,
M

3 komentarze:

  1. Super ! Och, mam nadzieje ze nagle nie porzycisz bloga bo bedzie mi smutno, chlip,chlip ! :* buziaczki i usciski :*

    OdpowiedzUsuń
  2. Mega thanksgiving !!! Widze ze tez cie wciagnelo monopoly :D ja non stop gram w to z dzieciakami, przynajmniej troche czasu ubywa! :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ten domek nad jeziorem jest przepiękny! Jak z filmu!
    Miło, że babcia tak ciepło Cię przyjęła, czytałam, że często babcie okazują się wredne, bo jak można wziąć młodą, obcą dziewuchę do pilnowania jej wnusiów :P

    OdpowiedzUsuń