sobota, 8 lutego 2014

My schedule

Miałam zamiar troszeczkę nadrobić zaległości blogowe w weekend, ale siedzę tak sobie na łóżku, upajam się świadomością, że jest piątek wieczór i piszę do Was Kochani!
Jeśli macie jakieś pytania bądź chcielibyście o czymś konkretnym, a związanym ze Stanami i operkowaniem poczytać - dajcie znać :)

OK, jak zwykle rozwodzę się niemiłosiernie na początku zanim przejdę do sedna ... Już się poprawiam :)

Gdy  przestały mnie zadziwiać ogromne porcje jedzenia 'na mieście', wszechobecne tabele kaloryczne, a dawania napiwków weszło mi w krew i w końcu poczułam się jak członek mojej amerykańskiej host rodzinki, zrozumiałam, że nadszedł na czas na napisanie co nieco o rutynie dnia codziennego.

W ramach przypomnienia, mam dwójkę host dzieciaków w wieku szkolnym. Dziewczynka ma 9 lat i chodzi jeszcze do szkoły podstawowej, czyli do Primary (Elementary) School, gdy chłopczyk ma lat 12 i jest w Middle School. Dlatego też moje obowiązki sprowadzają się głównie do zmiany porannej, gdy trzeba obudzić dzieci i zawieźć do szkoły oraz do zmiany popołudniowej - odbiór dzieci ze szkoły, zadanie domowe i naszykowanie lunch'u na drugi dzień.

Co tydzień HM drukuje mi schedule na cały tydzień. Praktycznie nie ma większych zmian, ale w związku z carpooling'iem - dzielimy się z innymi rodzicami obowiązkiem zawożenia dzieci do szkoły lub na dodatkowe zajęcia, są malutkie zmiany kto i o której zawozi dzieci.

6.15 - pobudka (chłopiec); przypilnowanie by pościelił łóżko.
6.20 - 7 - przygotowanie śniadania dla dzieci; dopilnowanie by chłopiec wziął wszystkie potrzebne rzeczy z góry; opróżnienie zmywarki.
7.15 - pobudka (dziewczynka); łóżko + get dressed
7.25 - wychodzę z chłopcem do szkoły; po drodze zabieramy jego kolegę i jedziemy razem.
7.40 - powrót do domu; wyszykowanie dziewczynki
8.30 - dziewczynka wychodzi do szkoły (carpooling)

do 14.30 mam wolne. Jednakże, w międzyczasie muszę wychodzić z psem. Nie byłoby to żadnym problem, ale trzeba się mobilizować co jakieś 1.5h by z nią wyjść, bo to jeszcze szczeniak.
Co robię w wolnym czasie? Biegam, ćwiczę, próbuję sobie coś tam poczytać, spotykam się na breakfast/lunch z innymi operkami, załatwiam jakieś dodatkowe sprawy (np. kupienie bagles na następny dzień, odbiór prania z pralni - bzdurki maleńkie) ...

14.45 - odbiór chłopca ze szkoły
15.10 - odbiór dziewczynki ze szkoły

do 18 albo jeżdżę i zawożę dzieci na dodatkowe zajęcia bądź też dzielę tak czas by zrobić pracę domową i trochę jednak po szkole odpocząć.
Po przyjeździe HM jestem już free. Mam zawsze wybór, czy chce z nimi zjeść dinner, czy sama coś sobie przygotować. Jednak, może zdarzyć się, że ojciec będzie cały dzień w domu i dinner będzie wcześniej, ale mimo jego obecności - cały czas pracuję, gdy on zamyka się w biurze na cały dzień.

Tak to wygląda.
W kwestii weekendów... Na razie wszystkie miałam wolne, bo dzieci nie mają żadnych eventów jako, że jest zimno i nic nie jest organizowane. Innymi słowy, teraz korzystam, bo od marca zaczną się mecze lacrosse etc, więc trzeba będzie dodatkowo zawieźć dzieci w soboty na rozgrywki. Przypomnę, że au pair ma tylko jeden weekend ustawowo wolny, reszta zależy od rodzinki (ale 1.5 wolnego dnia na tydzień).

W kwestii dodatkowych godzin ustaliliśmy z rodzinką, że będzie coś za coś. To znaczy, że zgadzam się na babysit do 21, ale w najbliższym czasie zostanie mi to w jakiś sposób wynagrodzone - np. w jeden dzień mogę dłużej pospać i to rodzice zawiozą dzieci do szkoły. Dwie strony starają się być po prostu flexible i iść sobie na rękę. Bardzo mi to pasuje, bo pozwala to na tym etapie stworzyć fajną więź z rodziną opartą na czystej współpracy.

Osobiście bardzo podoba mi się ten plan i fakt, że mam dużo czasu dla siebie. Myślałam, że będzie to dla mnie problemem by zmobilizować się do wstania o 6 rano każdego dnia, ale po 2 tygodniach weszło mi to w nawykach i nawet w weekendy nie wstaję później niż o 7.30 i o dziwo, jestem całkiem wypoczęta. JA?! Naprawdę to napisałam ?! Poważka, człowiek potrafi się zmobilizować do praktycznie wszystkiego jak tylko bardzo mu zależy.

Mówiąc o mobilizacji - właśnie wróciłam po 2h siłowni i obawiam się, że jutro prawdopodobnie nie ruszę się z łóżka. Ale no cóż, taki ból bardziej mi pasuje niż ból żołądka i wątroby na drugi dzień :>
Jednak, ten weekend będzie pod patronatem piżamy, komputera i ogólnego relaksu. Taaak, potrzeba mi takiego dnia ... No dobra, ten tydzień wcale nie był taki zły. Gdy chłopczyk pojechał w góry we wtorek, to nagle wszystkie problemy z dziewczynką jak ręką odjął. Nadal jest dystans (ale to naturalne, cały czas jej numerem jeden jest była operka), ale powiem, że bardzo dobrze się bawiłyśmy przez te ostatnie 3 dni i na pewno zrobiłyśmy krok naprzód w kwestii naszych relacji, co mnie niezmiernie cieszy :-)
Śmiejcie się, ale przełom nastąpił, gdy pokazałam jej blogspota i teraz mała siedzi przy komputerze, pisząc posty o słodkich świnkach :D

PS. Pamiętacie może Domi? Pisałam o niej niejednokrotnie w związku z training school i pierwszą wycieczką do NYC. Tak ją męczyłam tematem bloga, że w końcu sama przekonała się do pomysłu pisania i założyła swój.
Zróbcie tej dobrej duszy ze Szczecina prezent na urodziny (jeszcze raz wszystkiego najlepszego! :* ) i nie wahajcie się zajrzeć: http://riskdreamexpect.blogspot.com/

No i dziś trochę nietypowo, bo zamiast zdjęć - kilka filmików. Jakość nie powala, ja wiem ... Ale mam nadzieję, że chociaż w ten sposób troszkę bardziej podzielę się z Wami swoją radością z bycia tutaj :)






Keep tight,
M

6 komentarzy:

  1. Nie taki zły ten schedule. Bardziej jestes driverem :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. zgadza się! + negocjatorem, gdy dochodzi do walk wręcz moich dzieci <3

      Co tam słychać, trzeba byłoby się kiedyś w końcu spotkać, bo jesteś już tutaj całkowicie zadomowiona i zanim się obejrzymy, to rok się skończy i pufff :D

      Usuń
  2. "Człowiek potrafi się zmobilizować do praktycznie wszystkiego jak tylko bardzo mu zależy."
    Najlepsze stwierdzenie jakie ostatnio przeczytałem :) Zgadzam się z nim w 100%.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dzięki :-)
      Nie inspirowałam się Brainem Tracy - wyłącznie własnymi doświadczeniami :D

      Usuń
  3. Witaj. A czy mogłabyś podać adres nowego bloga twojej host gerl? Chętnie pokażę mojej małej. Może też się zainteresuje pisaniem :)
    Pozdrawiam i życzę dalszej weny, bo twój blog jest jedyną rzeczą, która trzyma mnie jeszcze przy życiu. Jak ty to robisz? :) Jakąś książkę o aupair powinnaś wydać!!! :-) Naprawdę super blog, pisz go dalej!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. o rany, dziękuję za tak miłe słowa! Hej, co jest? Jeśli potrzebujesz pogadać i obgadać sytuację, to napisz mi mejla :-)
      Moja mała się blogiem znudziła po 2 tyg i go skasowała :P

      Usuń