Mam dosc sporo do nadrobienia, bo ostatnimi czasy praktycznie w ogole nie mam nawet chwili dla siebie, a tym samym nie jestem w stanie sie zmobilizowac na tyle by cos w koncu napisac na blogu. W momencie, gdy zaczynalam pisac tego posta siedzialam w calkiem schludnym (a to sie rzadko zdarza) DD, gdzie darmowe WIFI przeszywalo mi mozg, w oczekiwaniu na mojego M., ktorego podrzucilam na trening pilki noznej. W zwiazku z tym, ze miejscowosc, w ktorej bylismy oddalona jest od Chatham o prawie 20 mil, nie oplacalo sie wracac do domu na 3 min i wracac z powrotem. Dlatego tez normalnie poswiecam te 1.5h na bieganie/spacer/cwiczenia na silowni (caly kompleks sportowy na zewnatrz dostepny jest dla wszystkich), ale ostatnie kilka dni ostro daly popalic moim miesniom, wiec doszlam do wniosku, ze wykorzystam te wolna chwile i co nieco napisze, co by Was tutaj za bardzo nie rozpieszczac z cisza na blogu ;-)
OK. Zeszly tydzien byl tygodniem bardzo krotkim, bo trwajacym zaledwie 3 dni, gdyz moi hosci wyjechali z dzieciakami w srode wieczorem do Kanady. Tym samym, mialam piekne 4 dni wolnego - caly dom dla siebie, cisza i spokoj.
W czwartek nic specjalnego sie nie dzialo, bo obiecalam sobie, ze nareszcie odpoczne sobie w ciszy, skoncentruje sie na wlasnych sprawach i po prostu pobede sama z soba. Po lunchu spotkalam sie z Lisa, z ktora poczatkowo mialysmy isc na basen, ale w rezultacie objechalysmy 2 centra handlowe by w koncu okolo godziny 18 wrocic do mojego domu i cos zjesc. Plan byl taki, ze Lisa miala zostac do polnocy, a potem mialam podwiezc Anne na dworzec, skad miala sie dostac na lotnisko - kupila last-minute tickets do Chicago. Pech jednak chcial, ze ... przyszedl huragan.
Spokojnie! Huragan dal nam sie we znaki wylacznie porzadna burza, ktora doprowadzila do przerw w dostawach pradu (co ciekawe, awaryjny generator byl podlaczony do routera, wiec WIFI funkcjonowalo nawet w tej sytuacji!) i wtedy tak sie cieszylam, ze nie siedze w tym ogromnym domu sama! Niestety ... lot Anny zostal odwolany i biedula musiala sie meczyc kolejny dzien z jej szalona rodzina zanim mogla poleciec. Tym samym, z Lisa bylysmy tak zmeczone, ze w okolicach 21 odwiozlam ja do domu, a potem sama poszlam spac.
OK. No to zaczynamy z przygodami. Koniec nudow! :-)
W piatek obudzilam sie przed 6 by wziac szybki prysznic, spakowac sie i ... w droge! Zaplanowalam wyjazd do Nowego Jorku na 4 lipca i w ostatniej chwili Caitie - au pair z Australii zapytala sie, czy moze sie podlaczyc. Jasne, pewnie! Tak wiec juz o 8.35 siedzialysmy wygodnie w pociagu relacji Chatham - New York Penn St. Wielkim zbiegiem okolicznosci Anna rowniez znalazla sie w tym pociagu, gdyz nie mogla juz wysiedziec w domu i doszla do wniosku, ze przejedzie sie na Coney Island by poogladac ludzi z calego swiata w 'hot dog contest' :D Haha, dzien wczesniej zaproponowalam Lisie by wziela swoja siostre, ktora przyleciala ja odwiedzic na ten konkurs w zjadaniu hot-dogow. Kawal polegal na tym, ze siostra jest weganka :D To by jej sie dopiero podniosla w zoladku ... jesli przecietnemu Europejczykowi wszystko sie wywraca na widok osoby, ktora wciaga prawie 50 hot-dogow ... Czemu Europejczykow?
Bo Amerykanow to tak bawi, ze boki zrywaja, a my sie lapiemy za glowe i ogladamy takie rzeczy raczej z ciekawosci niz z faktycznego ubawu.
OK, kontynuujac ...
Jednak, w zwiazku z nagla zmiana planow, musialam znalezc nowego hosta na CS, ktory moglby przenocowac dwie osoby praktycznie z zerowym wyprzedzeniem czasowym. Tym samym wyladowalysmy w ... Jersey City.
Zanim sie tam przeniesiemy, zacznijmy od malego zwiedzenia Gornego Manhattanu, a dokladniej od Hamilton Heights. Chcialysmy sprawdzic, czy to faktycznie prawda, ze nawet 4 lipca nie ma tam zbyt wielu turystow... Zobaczcie, co udalo nam sie zobaczyc :-)
| Hamilton Monument |
| Ciagle w drodze ... Oczywiscie, wszystko piechotka |
| The City College of New York Niesamowite jak dopracowany byl kazdy szczegol architektoniczny budynkow. Polecam, nie tylko dla przyszlych/obecnych architektow |
| Chyba pierwszy raz widzialam bialy szkolny autobus :-) |
| Jak zwykle bardzo kreatywnie... Ostatnio udalo mi sie zobaczyc tablice z napisem 'TOCHILL' |
| Nigdy nie ogarne jak nalezy parkowac w NYC ... |
| Zafascynowal mnie sznur taksowek w jednej z uliczek w Hamilton Heights No i Caitie cyknela zdjecie mnie i taksowek! |
| Jestesmy juz tuz-tuz Columbia University! Morningside Park |
| voilà! Columbia University |
| Z Caitie |
| tup tup po schodkach |
Leniwie pozegnalysmy sie z Hamilton Heights, a nastepnie z Columbia University i ruszylysmy w droge do Hoboken. Wchodzac do metra pogoda caly czas dopisywala, ale gdy znalazlysmy sie juz w NJ (Hoboken lezy po drugiej stronie Manhattanu, w stanie NJ), to musialysmy walczyc z zywiolem o przetrwanie ...
| udalysmy sie na 34th St, skad wzielysmy tak zwana 'The Path' do Hoboken |
| miejsce, ktore trzeba odwiedzic bedac w Hoboken? Carlo's Bakery! Ogladacie moze ten TV show na TLC? Jesli tak, to doskonale wiecie o czym mowie :-) |
| Wraz z Caitie zglodnialysmy i udalysmy sie na przepyszne nalesniki. Ten u gory jest od Caitie i przypominal smakiem kebaba. |
| Ja zamowilam pysznosci z kurczakiem i warzywami. A w tle: deser (jakis pan sie rozmyslil z zakupy i mila pani ekspedientka dala nam deser za free :D) |
| widok z promenady na dolny Manhattan. |
| Po malym spacerze po Hoboken i znalezieniu polskiej wodki (o tym za chwile), udalysmy sie na glowna stacje, a stamtad spacerkiem (!!!!) do Jersey City. |
Kontynuujac, znalazlam nam hosta w Jersey City. Musialysmy sie tam jakos dostac ... I wpadlam na calkowicie genialny pomysl by sie tam przejsc. No bo w sumie trasa na google maps nie wygladala tak zle.
No tak, tylko, ze nie zalozylam, ze bedzie lac jak z cebra, a my bedziemy zmeczone jak cholera.
To nam nie przeszkodzilo w tym by przejsc te 45 min w deszczu z usmiechem na buzi i po 16.30 zapukalysmy do drzwi naszego hosta.
Powiem tak. Nie bylo to nic specjalnego, a jego wspolokator powinien od nas dostac pozytywne referencje, a nie on sam, bo ... jak tylko przyjechalysmy i dalysmy mu polska wodke i australijskie ciasteczka, to ... poszedl spac O.o A my zostalysmy z jego roomate'm, ktory okazal sie super chlopakiem i ktory tak naprawde zorganizowal reszte wieczoru.
Pojechalismy obejrzec fajerwerki (niestety nie z Brooklynu), a potem po prostu wrocilismy do domu i poszlismy spac, bo bylysmy z Caitie tak zmeczone, ze padlysmy jak klody spac.
Oczywiscie, warunki bylo do zniesienia, ale i tak jestem wdzieczna, ze Caitie pozwolila mi spac na kanapie, a sama owinela sie w koc wielkosci namiotu i spala na puchatym dywanie kolo mnie - haha, jak przygody to na calego !!!
| no to jestesmy w Jersey City. Na szczescie przestalo padac. |
| no tak. Nic szczegolnego szczerze powiedziawszy. Najfajniejsza czesc Jersey City, to ta, z ktorej mozna sie dostac na Manhattan. |
| a tu juz fajerwerki. Szkoda, ze mam kiepski aparat, bo fajerwerki ze strony NJ pieknie odbijaly sie w lustrze wody i samych budynkach, |
Sobota: Caly dzien spedzilysmy na przygodach na Manhattanie, gdzie spotkalysmy sie z Adrianem, ktory najpierw zabral nas na WTC Memorial, potem na Governors Island by dzien zakonczyc w Chinatown, a przelotem rowniez w Little Italy.
Ogromny pozytyw. Super dzien.
| zaczelismy od St Paul's Chapel, ktory pelnil role schronienia dla wszystkich potrzebujacych w momencie tragedii. |
| No jest to naprawde przezycie byc tam i sprobowac sobie wyobrazic jak to bylo 9/11. Smutne, bo smutne, ale potrzebne. |
| WTF Memorial. Cos pieknego |
| podwojne selfie! |
| WTC robi na nie OGROMNE wrazenie. |
| 2 przystanek: Governons Island. Widok z promu |
| widoczek z wyspy na Manhattan |
| a to juz idylla Governons Island |
| a tak spedzilismy kolejna godzine ... |
| chill out, a potem wygladalam jak BURAK. |
| ArgentynaArgentyna! |
| a to juz Brooklyn i masowe barbecue :D chcielismy im troche podebrac jedzenia, ale sie ich tam balam lol |
| chyba nie musze komentowac :-) |
| I tak smieje mi sie buzia po 6 miesiach w USA! |
| Sad Najwyzszy |
| Chinatown |
| bylo TAAAAKIE pyszne :-) |
Do domu wrocilam w sobote wieczorem i przez kolejny dzien zbieralam sily by moc w poniedzialek normalnie funkcjonowac hehe. Ten tydzien jest dosc pracowity, ale spokojnie - dajemy rade.
Wczoraj Anna zorganizowala male pool party i o godzinie 20 przy prawie 40stopniowym skwarze 'topilysmy' smutki w chlorowanej wodzie jej cudownego basenu. Potem przyrzadzilysmy pizze (w wersji meksykanskiej i wloskiej - roznica byla taka, ze jedna robila Anna, a druga Mayra z Meksyku lol) i musze przyznac, ze byl to najlepszy sposob na relaks i uczczenie naszych 6 miesiecy w Stanach.
Niestety, w okolicach 22 trzeba bylo zbierac sie domu, bo pobudka nastepna dnia miala byc juz po 6.30!
Tak wiec czwartek uwazam za zamkniety. Jeszcze tylko jutro, ktore zapowiada sie bardzo ciekawie pod wzgledem obowiazkow au pairki (opisze to w kolejnej notce) i sobota. Fajnie by bylo jakby pogoda sie udala, to moze uda mi sie wyrwac jako 'gosc' na basen, bo jako, ze nie mam zadnego czlonkostwa, to nie moge sobie tak po prostu pojsc na basen - musze pojsc z kims, kto te czlonkostwo posiada, a sama musze zaplacic za dzien korzystania z basenu...
Trzymajcie sie misiaki,
do uslyszenia!
Poczułam się trochę jakbym sama spędziła weekend w NYC :) Uwielbiam Twoje notki. Ja już tutaj nie mam czasu na nic - wyciskam każdą wolną chwilę ze znajomymi i rodziną do maksimum, nie pisałam nic chyba od miesiąca. A za miesiąc będziemy prawie w tej samej strefie czasowej! Liczę na to, że mnie odwiedzisz! :)
OdpowiedzUsuńPatrząc na parkowanie faktycznie nie wiadomo jak powinno się prawidłowo zostawiać samochód ;) Ze wszystkich zdjęć najfajniejsze są te, które mają dużo zieleni. Od razu kojarzą się z odpoczynkiem i relaxem
OdpowiedzUsuńTo już 6 miesięcy? :O Jak ten czas szybko leci :) Widać, że czerpiesz garściami i każdą wolną chwilę wykorzystujesz na zobaczenie, zrobienie czegoś nowego. Tak trzymaj! :) Może pewnego dnia i ja będę świętować swoje 6 miesięcy na obczyźnie ^_^
OdpowiedzUsuńPozdrawiam z niezbyt ciepłego Śląska! : )
Aaaaaaa muszę tam w końcu polecieć i poprosić Cię o oprowadzenie mnie! Nie ma co, ogarnę to szybciej, niż Ci się wydaje i Cię trochę pomęczę ;P.
OdpowiedzUsuńBardzo lubię czytać Twoje notki :).
ahh ten Manhattan... <3 nie mogę się napatrzeć!
OdpowiedzUsuńmam nadzieję, że będziemy mogły się tam kiedyś razem wybrać:)