OK, to ostatnim razem skończyliśmy na dniu
14 sierpnia, gdy pożegnaliśmy
Kingston, nad którym zebrało się wiele ciemnych chmur, które towarzyszyły nam aż do
Toronto.
Znaleźliśmy się na miejscu w okolicach południa i jako, że powoli robiliśmy się głodni, to doszliśmy do wniosku, że warto skorzystać z jakiś gotowych pomysłów i odszukaliśmy w przewodniku super miejsce z perskim jedzeniem (że niby organiczne i zdrowe fiu-fiu). Jako, że postanowiliśmy sobie kosztować/próbować nowych smaków, to ta miejscówka wydawała się bardzo dobrym pomysłem. No i w rzeczywistości faktycznie było bardzo smacznie, choć cenowo - hm, raz wystarczy :-)
Zrobiliśmy sobie dłuuuugą pieszą wycieczkę przez miasto - najpierw przeszliśmy się w górę Yonge Street, obeszliśmy
Queen's University campus, na chwilę zaszliśmy do
Eaton Centre, a stamtąd na
Nathan Phillips Square by ostatecznie wylądować w dzielnicy zwanej
The Annex, gdzie mieliśmy przez kolejne dni rezydować.
Nasz host -
Eduardo zgotował nam bardzo miłe powitanie, a następnie poszliśmy w okolice Bloor Street (bezsprzecznie najbardziej kultowa ulica świata), gdzie nie tylko udało nam się zjeść przepyszne koreańskie jedzenie, ale gdzie staliśmy się częścią bardzo wesołej parady, z którą przeszliśmy się dość spory kawałek by dotrzeć do stacji metra, a stamtąd - do jednego z najwyższych budynków w Toronto, który okazał się również jednym z najbardziej fancy hoteli w mieście. Udaliśmy się na sam rooftop i ten widok ... nie do opisania...
 |
| Yonge Street - ktoś zgłodniał ? |
 |
Yonge Street wydaje się troszkę z innej parafii ... każdy budynek jest inny (pod względem koloru, wystroju) i oferuje wszystko, czego dusza zapragnie - od jedzenia po sklepy dla dorosłych lol |
 |
| w pewnym momencie trzeba było odbić w jedną z bocznych uliczek i here we are! |
 |
| perskie jedzonko - checked! |
 |
| Queen's University - instytut prawa |
 |
| construction - chyba najpopularniejszy znak w prowincji Quebec i Ontario ... |
 |
| Queen's Uni |
 |
| Queen's Uni |
 |
| Queen's Uni |
 |
| w drodze do śródmieścia |
 |
| okolice King Street |
 |
| w tle The Old City Hall (Stary Ratusz) |
 |
| Nathan Phillips Square |
 |
| jest zimno, ale jesteśmy pozytywni! |
 |
| Eaton Centre |
 |
pierwszy i ostatni Starbucks - Stefano jak to Włoch chciał espresso ... oh jak się chłopczyna rozczarował ... |
 |
| Bloor Street |
 |
| Bloor Street |
 |
najbardziej klimatyczny sklep muzyczny ever, oczywiście nie wyszłam z pustymi rękami |
 |
| z naszym hostem - Eduardo |
 |
może ktoś ma ochotę na koreańskiego snacka? Walnut cake |
 |
| trafił mi się z czekoladą omnomom :-) |
 |
| koreańska knajpka |
 |
oczywiście porcje były ogromne (+ 5 małych talerzyków z zagryzkami), więc podzieliliśmy się ze Stefano i cały obiad wyszedł nas mniej niż 10 dolarów ... |
 |
zaczęło się od grupki 3 ludzi grających na bębnach ... a skończyło się na ogromnej imprezie ulicami Toronto |
 |
| a to już widok na Toronto z rooftop |
 |
| oh, kocham Cię życie! Cudowne zakończenie dnia |
15 sierpnia
Dzień zaczął się dość wcześnie, bo w planach mieliśmy całodzienne zwiedzanie począwszy od neogotyckiego zamku Casa Loma, górującego nad miastem, przez financial district, CN Tower, Toronto islands (ale to wyszło dość spontanicznie), Little Portugal i Little Italy.
Pogoda była bardzo dobra, choć zdarzało się, że w ciągu 10 min byliśmy w stanie założyć na siebie 3 warstwy ubrań i je ściągnąć jakieś 2-3 razy. Dzień był bardzo intensywny, ale jak najbardziej udany i zakończony porządnym kawałkiem pizzy :-)
 |
| Casa Loma |
 |
| Yonge Street, w drodzę do financial district |
 |
| Financial district |
 |
ok, here we go ... to nie jest zwykły budynek ... jest to plan zdjęciowy do jednego z moich ulubionych seriali SUITS !!!!!!!! |
 |
| to jest główne lobby |
 |
a ten obrazek możemy zobaczyć bardzo często na ekranie, gdy Harvey i Mike spotykają się na korytarzu po wyjściu z windy ... |
 |
| tak tak tak ... to tu !!!! |
 |
| CN Tower |
 |
| przed Rogers Centre |
 |
| w drodze na prom |
 |
| widok z promu :-) |
 |
| to już widok z wyspy |
 |
Na samej Toronto island można byłoby spędzić cały dzień i się nie nudzić. Nie tylko jest tam wiele atrakcji dla aktywnych, ale milion rzeczy dla dzieciaków - począwszy od mini fun parków po farmy. Tutaj biedna świnka - smutno mi się zrobiło jak zdałam sobie sprawę, że nie ma oczek, ale próbowała się do mnie uśmiechnąć! |
 |
| mały chill |
 |
| warto było wydać te 6 dolarów na prom hehe |
 |
| ze specjalnymi pozdrowieniami dla mojej Kasiarzynki-Warszawianki <3 |
 |
| Kensington Market |
 |
| Mam szczerą nadzieję, że mój samochód tak nie zarósł pod opieką mojej mamy :-) |
 |
| Przed naszym domkiem |
 |
| dalsze zwiedzanie |
 |
| spooky stuff |
16 sierpnia
Wszystko zaczęło się leniwie. Udaliśmy się na brunch do
Dakota Tavern, gdzie nie tylko mogliśmy super zjeść, ale do tego mogliśmy posłuchać muzyki na żywo. Muzyki i to nie byle jakiej, bo bluegrass - takie jakby kanadyjskie country.
Super atmosfera.
Potem było dalsze zwiedzanie, ale o 19.30 zaczęliśmy grzać sobie miejsce w kolejce do autobusu, gdyż wyszło na to, że sprzedali więcej biletów niż było miejsc i tym samym nie tylko trzeba było przyjść wcześniej, ale przede wszystkim być świadomym, że się do autobusu po prost nie zmieści. No i w konsekwencji wyjechaliśmy godzinę później niż planowano. Warunki na dworcu autobusowym straszne, zero kontaktu z obsługą, a pasażerów traktowali jak bydło. Autobus poza tym okazał się zepsuty i po 4h podróży trzeba było się przesiąść... Na granicy też spędziliśmy trochę czasu, bo celnicy musieli sprawdzić dosłownie wszystko. Istne szaleństwo. Na szczęście mi się trafił dość w porządku celnik, który się dowiedział, że jestem au pairką, to zadał mi 2 pytania i narka. Stefano był maglowany chyba przez 15 min ... Ale wszystko dobrze się skończyło i przekroczyliśmy granicę.
 |
| Dakota Tavern |
 |
| let the brunch begin |
 |
| bezsprzecznie najlepsze naleśniki z brzoskwiniami w moim życiu |
 |
| klimacik musi być |
 |
| jeszcze mały spacer przez Chinatown - niestety pogoda zaczęła się psuć i ... lunęło. |
 |
ależ mnie kusiło by kupić i komuś podarować taki niesamowity prezent na dobry początek roku szkolnego lol |
 |
| w poszukiwaniu Necropolis Cemetary |
 |
| w drodze na dworzec |
 |
| Yonge Street again |
 |
| a to nasz ostatni (jakże zdrowy) posiłek przez 12h podróżą ... |
No i o 8 rano dnia 17 sierpnia wylądowaliśmy w Nowym Jorku ... ale to już zupełnie inna historia :-)
Bardzo ladne posty z wyprawy do Kanady! Dzieki za podzielenie sie wszystkimi informacjami! W ogole, bardzo mi sie podoba twoj blog, a sama sprawiasz bardzo pozytywne wrazenie! Powodzenia! Ewa
OdpowiedzUsuńCześć! Widać, że bardzo intensywna była Twoja wyprawa... a czytając opisy to aż chciałoby się tam być.
OdpowiedzUsuńTa świnka to naprawdę biedactwo... bardzo jest mi szkoda zwierząt tak skrzywdzonych przez los.
Pozdrawiam
M.
Ale Ci zazdroszczę pogody w Toronto !
OdpowiedzUsuńSerio...jak tam byłam to tak lało, że ciężko było wyjmować aparat :<
Włóczykij mały :*
OdpowiedzUsuńno nie wierze, że byłaś w budynku, w którym Harvey sobie tupta! teraz to już na pewno muszę tam pojechać :P
OdpowiedzUsuń