poniedziałek, 25 sierpnia 2014

Kanada (II) - Toronto

OK, to ostatnim razem skończyliśmy na dniu 14 sierpnia, gdy pożegnaliśmy Kingston, nad którym zebrało się wiele ciemnych chmur, które towarzyszyły nam aż do Toronto.
Znaleźliśmy się na miejscu w okolicach południa i jako, że powoli robiliśmy się głodni, to doszliśmy do wniosku, że warto skorzystać z jakiś gotowych pomysłów i odszukaliśmy w przewodniku super miejsce z perskim jedzeniem (że niby organiczne i zdrowe fiu-fiu). Jako, że postanowiliśmy sobie kosztować/próbować nowych smaków, to ta miejscówka wydawała się bardzo dobrym pomysłem. No i w rzeczywistości faktycznie było bardzo smacznie, choć cenowo - hm, raz wystarczy :-)

Zrobiliśmy sobie dłuuuugą pieszą wycieczkę przez miasto - najpierw przeszliśmy się w górę Yonge Street, obeszliśmy Queen's University campus, na chwilę zaszliśmy do Eaton Centre, a stamtąd na Nathan Phillips Square by ostatecznie wylądować w dzielnicy zwanej The Annex, gdzie mieliśmy przez kolejne dni rezydować.
Nasz host - Eduardo zgotował nam bardzo miłe powitanie, a następnie poszliśmy w okolice Bloor Street (bezsprzecznie najbardziej kultowa ulica świata), gdzie nie tylko udało nam się zjeść przepyszne koreańskie jedzenie, ale gdzie staliśmy się częścią bardzo wesołej parady, z którą przeszliśmy się dość spory kawałek by dotrzeć do stacji metra, a stamtąd - do jednego z najwyższych budynków w Toronto, który okazał się również jednym z najbardziej fancy hoteli w mieście. Udaliśmy się na sam rooftop i ten widok ... nie do opisania...

Yonge Street - ktoś zgłodniał ?

Yonge Street wydaje się troszkę z innej parafii ...
każdy budynek jest inny (pod względem koloru, wystroju) i oferuje
wszystko, czego dusza zapragnie - od jedzenia po sklepy dla dorosłych lol

w pewnym momencie trzeba było odbić w jedną z bocznych uliczek i here we are!

perskie jedzonko - checked!

Queen's University - instytut prawa

construction - chyba najpopularniejszy znak w prowincji Quebec i Ontario ...

Queen's Uni

Queen's Uni 

Queen's Uni 

w drodze do śródmieścia 

okolice King Street




w tle The Old City Hall (Stary Ratusz)

Nathan Phillips Square


jest zimno, ale jesteśmy pozytywni!

Eaton Centre

pierwszy i ostatni Starbucks - Stefano jak to Włoch chciał espresso ...
oh jak się chłopczyna rozczarował ...

Bloor Street

Bloor Street

najbardziej klimatyczny sklep muzyczny ever,
oczywiście nie wyszłam z pustymi rękami


z naszym hostem - Eduardo

może ktoś ma ochotę na koreańskiego snacka?
Walnut cake

trafił mi się z czekoladą omnomom :-)

koreańska knajpka

oczywiście porcje były ogromne (+ 5 małych talerzyków z zagryzkami), więc
podzieliliśmy się ze Stefano i cały obiad wyszedł nas mniej niż 10 dolarów ...

zaczęło się od grupki 3 ludzi grających na bębnach ... a skończyło się na ogromnej imprezie
ulicami Toronto




a to już widok na Toronto z rooftop

oh, kocham Cię życie! Cudowne zakończenie dnia
15 sierpnia

Dzień zaczął się dość wcześnie, bo w planach mieliśmy całodzienne zwiedzanie począwszy od neogotyckiego zamku Casa Loma, górującego nad miastem, przez financial district, CN Tower, Toronto islands (ale to wyszło dość spontanicznie), Little Portugal i Little Italy.
Pogoda była bardzo dobra, choć zdarzało się, że w ciągu 10 min byliśmy w stanie założyć na siebie 3 warstwy ubrań i je ściągnąć jakieś 2-3 razy. Dzień był bardzo intensywny, ale jak najbardziej udany i zakończony porządnym kawałkiem pizzy :-)

Casa Loma 

Yonge Street, w drodzę do financial district

Financial district

ok, here we go ...
to nie jest zwykły budynek ... jest to plan zdjęciowy do jednego z moich ulubionych seriali
SUITS !!!!!!!!

to jest główne lobby

a ten obrazek możemy zobaczyć bardzo często na ekranie,
gdy Harvey i Mike spotykają się na korytarzu po wyjściu z windy ...

tak tak tak ... to tu !!!!




CN Tower

przed Rogers Centre

w drodze na prom 

widok z promu :-)

to już widok z wyspy

Na samej Toronto island można byłoby spędzić cały dzień i się nie nudzić.
Nie tylko jest tam wiele atrakcji dla aktywnych,
ale milion rzeczy dla dzieciaków - począwszy od mini fun parków po farmy.
Tutaj biedna świnka - smutno mi się zrobiło jak zdałam sobie sprawę, że nie ma oczek,
ale próbowała się do mnie uśmiechnąć!

mały chill 



warto było wydać te 6 dolarów na prom hehe

ze specjalnymi pozdrowieniami dla mojej Kasiarzynki-Warszawianki <3

Kensington Market

Kensington Market
Mam szczerą nadzieję, że mój samochód tak nie zarósł pod opieką mojej mamy :-)
  
Kensington Market
Przed naszym domkiem


dalsze zwiedzanie

spooky stuff
16 sierpnia
Wszystko zaczęło się leniwie. Udaliśmy się na brunch do Dakota Tavern, gdzie nie tylko mogliśmy super zjeść, ale do tego mogliśmy posłuchać muzyki na żywo. Muzyki i to nie byle jakiej, bo bluegrass - takie jakby kanadyjskie country.
Super atmosfera.
Potem było dalsze zwiedzanie, ale o 19.30 zaczęliśmy grzać sobie miejsce w kolejce do autobusu, gdyż wyszło na to, że sprzedali więcej biletów niż było miejsc i tym samym nie tylko trzeba było przyjść wcześniej, ale przede wszystkim być świadomym, że się do autobusu po prost nie zmieści. No i w konsekwencji wyjechaliśmy godzinę później niż planowano. Warunki na dworcu autobusowym straszne, zero kontaktu z obsługą, a pasażerów traktowali jak bydło. Autobus poza tym okazał się zepsuty i po 4h podróży trzeba było się przesiąść... Na granicy też spędziliśmy trochę czasu, bo celnicy musieli sprawdzić dosłownie wszystko. Istne szaleństwo. Na szczęście mi się trafił dość w porządku celnik, który się dowiedział, że jestem au pairką, to zadał mi 2 pytania i narka. Stefano był maglowany chyba przez 15 min ... Ale wszystko dobrze się skończyło i przekroczyliśmy granicę.
Dakota Tavern 
let the brunch begin

bezsprzecznie najlepsze naleśniki z brzoskwiniami w moim życiu

klimacik musi być

jeszcze mały spacer przez Chinatown - niestety pogoda zaczęła się psuć i ... lunęło.


ależ mnie kusiło by kupić i komuś podarować taki niesamowity prezent na dobry początek roku szkolnego
lol

w poszukiwaniu Necropolis Cemetary 

w drodze na dworzec

Yonge Street again

a to nasz ostatni (jakże zdrowy) posiłek przez 12h podróżą ...

No i o 8 rano dnia 17 sierpnia wylądowaliśmy w Nowym Jorku ... ale to już zupełnie inna historia :-)

5 komentarzy:

  1. Bardzo ladne posty z wyprawy do Kanady! Dzieki za podzielenie sie wszystkimi informacjami! W ogole, bardzo mi sie podoba twoj blog, a sama sprawiasz bardzo pozytywne wrazenie! Powodzenia! Ewa

    OdpowiedzUsuń
  2. Cześć! Widać, że bardzo intensywna była Twoja wyprawa... a czytając opisy to aż chciałoby się tam być.
    Ta świnka to naprawdę biedactwo... bardzo jest mi szkoda zwierząt tak skrzywdzonych przez los.
    Pozdrawiam
    M.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ale Ci zazdroszczę pogody w Toronto !
    Serio...jak tam byłam to tak lało, że ciężko było wyjmować aparat :<

    OdpowiedzUsuń
  4. no nie wierze, że byłaś w budynku, w którym Harvey sobie tupta! teraz to już na pewno muszę tam pojechać :P

    OdpowiedzUsuń