Weekend...i po weekendzie!
Zeszły tydzień roboczy zakończył się
urodzinową imprezką małej M., której tematem były ... świnki, której byłam hostem i to na mnie spoczął obowiązek trzymania tego wszystkiego pod kontrolą. Wszystko zaczęło się dokładnie o 18.30, gdy jak w szwajcarskim zegarku wszyscy goście, czyt. dziesięć podekscytowanych i rozwrzeszczanych dziewczynek, dotarli do naszego domu, gdzie czekała na nich już pizza z podwójnym serem oraz z pepperoni. Wraz z hostką ulokowałyśmy dziewczynki na dworze i gdy wszyscy pojedli, wzięłam ten szalony tłum na dół - do naszej piwnicy lol, gdzie urządziliśmy
karaoke. Po przetańczeniu i wyśpiewaniu 1000 piosenek, dzieciaki w końcu się zmęczyły, więc była pora na ciasto lodowe (oczywiście z motywem świnek), po którego spałaszowaniu dzieciaki postanowiły pograć w
manhunt - coś a'la gra w chowanego z podziałem na drużyny blablabla...
Pech (bądź nie-pech?) chciał, że jedna z dziewczynek wróciła wcześniej do domu i tym samym ktoś musiał dołączyć do jednej z drużyn. Tia... więc przez kolejne dwie godziny hasałam jak sarenka od jednego drzewa do drugiego byleby tylko nie zostać zauważoną przez małe stadko szukających mnie dzieciaków.
Wszystko skończyło się w okolicach 22 i muszę przyznać, że mimo tego, że byłam wykończona do granic mozliwości, to całkiem nieźle się bawiłam (a po drugie - ciasto było mega!). Co mnie zaskoczyło ... Fakt, że to nasza mała jubilatka przygotowała specjalnie dziesięć małych różowych torebeczek, w których znajdowały się drobiazgi (mydełko w kształcie świnki, różowe m&msy, lakier do paznkoci etc), a które trafiły do każdego z gości. Co więcej, w zaproszeniu wytłuszczonym drukiem hostka podkreśliła by goście nie przynosili prezentów i większość z nich faktycznie nic nie przyniosła, ale niektóre dziewczynki zrobiły kolorowe kartki bądź kupiły jakiś drobiazg.
Sobota: Pobudka o 7.30. Szybkie śniadanie i w drogę! Spakowałam się w moją piękną hondę pilot i ruszyłam do Meyersville, gdzie odebrałam Annę i Sonsolez (au pair z Hiszpanii, która ma 6 dzieci!!!), i wspólnie wyruszyliśmy do
South Mountain Reservation, który znajduje się zaledwie kilka mil od Chatham.
Mimo wydrukowania mapki i opisu trasy - nic nie składało się do kupy. Podsumowując, naszym celem były wodospady, do których jakimś cudem dotarłyśmy trzy razy dłuższą trasą niż powinniśmy, ale już z powrotem byłyśmy tak pochłonięte rozmową między sobą, że udało nam się wrocić w trybie ekspresowym. Cała wyprawa zajęła nam około 4 godzin.
Po powrocie umówiłam się z Lisą (au pair z Niemiec), z którą poszłam na długi spacer, żeby zobaczyć festyn przy Corpus Christi Church, a potem pojechałyśmy do kina na
The Fault in Our Stars. Początkowo byłam sceptyczna, bo nie jestem fanką dramatów, czy filmów romantycznych - jednak, ten film był ... piękny. Może to źle zabrzmi, ale był to naprawdę piękny film i jeśli ktoś nie ma co robić dziś wieczorem - polecam wybrać się do kina. Warto.
Co ciekawe, cała sala kinowa beczała jak bóbr przez praktycznie ostatnie 40 min, a ja tak siedzę ... przeze mnie podawane są cale kartony z chusteczkami, a ja nadal tak siedzę... i nic. Wtedy zdałam sobie sprawę, że jacyś 'ciency' Ci Amerykanie :-) Ale jest też taka możliwość, że mój cynizm wziął górę nad kolejną historią miłości tragicznej (no bo w końcu kończy się tragedią - oops, spoiler!).
 |
| widok na Millburn |
 |
| pierwszy punkt orientacyjny: zapora wodna, jesteśmy na dobrej drodze! |
 |
| Sonsolez i Anna - jesteśmy coraz bliżej wodospadów |
 |
| mała przerwa na ... |
 |
| lunch! |
 |
| No i się udało, jesteśmy na miejscu :-) |
 |
| pamiątkowa fotka |
 |
| yaaay! |
 |
| a to mała niespodzianka pod domem sąsiadów... |
Niedziela: Jezuuu, ale miałam ból gardła. To pewnie przez tę nieszczęsną klimatyzację, której osobiście nie znoszę, ale bez niej nie wyobrażam sobie dalszej egzystencji, bo klimat jest tak wilgotny, a powietrze tak ciężkie, że na dworze trudno jest w ogóle oddychać, a mój organizm coś się buntuje przed przystosowaniem do tego.
No nic. Do końca niewiadomo było jak spędzimy niedzielę, ale w ostatnim momencie Anna napisała mi wiadomość, że jest szansa wybrać się na plaże i tak też zrobiłyśmy. Pojechałyśmy w czwórkę: Anna, Sonsolez oraz Julie (Afryka Poł) i postanowiłyśmy, że spędzimy super dzień na
Monmouth Beach, która znajduje się zaraz za
Long Branch. Nie było zbyt tłoczno, ani zbyt gorąco, ani zbyt duszno - wszystko było wręcz perfekcyjnie. Ba, udało mi się zaliczyć swoją pierwszą kąpiel w oceanie - o jezu, coś przepięknego!!! Mimo tego, że ocean ukradł moje okulary przeciwsłoneczne, to było warto :-)
Na obiad wybrałyśmy się do 'hawajskiego fast foodu' (haha, od razu pomyślałam o Niczi na Hawajach :D), gdzie zjadłam coś o nazwie quoeidfjadsjadsjasjd, co miało być flatbread z kurczakiem. Wyszło bardzo dobre, a na deser poszłyśmy na frozen yogurts.
Dzień idealny, który naładował akumulatorki na cały tydzień!
 |
| zgadzam się! |
 |
| w końcu ... zasłuzony chill out... |
 |
| w zyciu się nie spodziewałam, że Jersey shore jest tak niesamowite |
 |
| Palmy nie tylko na Florydzie na wschodnim wybrzeżu :-) |
 |
| Sonsolez, ja, Julie, Anna - czas na relaks! |
 |
| Long Branch |
 |
| Long Branch |
 |
| ja chcę na Hawaje! |
 |
| czas na jedzonko :-) |
 |
| oh no, wygląda na to, że trzeba wracać do domu ... |
Poniedziałek przywitał nas deszczową pogodą oraz powrotem do pracy. Jednak, mimo wielu obowiazków w tym tygodnie, to mam dobre przeczucia. Wczoraj uczyłam się z młodym na jego test z angielskiego i przyznam szczerze, że dawno nie miałam tak świetnej okazji by nauczyć się 40 nowych słówek - uwielbiam łączyć przyjemne z pożytecznym. M. zadowolony, że siedziałam z nim bite 2h i go przepytywałam, a ja zadowolona, że sama coś z tego wyniosłam :D
Dzisiaj pracuję do 21, bo genialny trener M. przeniósł treningi do miejscowości położonej prawie 40min od Chatham, a co lepsze - trening zaczyna się dopiero o 19.45 ... Geniusze, geniusze!
Buziaki misiaki i dobrego tygodnia :-)
Tydzień pełen wrażeń! :D
OdpowiedzUsuńJeśli chodzi o te niezidentyfikowane quoeidfjadsjadsjasjd to przypuszczam że to quasedilla :D
jest taka mozliwosc, ze bylo to wlasnie to :D
UsuńZ tego wszystkiego zapamiętałam ten spoiler i teraz mi smutno :D Ale też się wybieram do kina w tym tygodniu, w nagrodę na zakończenie sesji. Dobrze, że uprzedziłaś, że mam wziąć chusteczki - zawsze ryczę jak głupia na takich filmach.
OdpowiedzUsuńCzy dzieci były poprzebierane za małe, różowiutkie świnki? :D
Oczywiście umieram z zazdrości za ten ocean! To musi być coś niesamowitego :) Dużo zajmuje Ci dojazd na plażę?
Mam nadzieję, że czujesz się już lepiej. Udanego tygodnia! :)
haha, ten film juz Cie zasmucil - widzisz!
UsuńNiet, na szczescie dzieci byly ubrane normalnie - jeszcze tego by mi brakowalo ...
Wiesz co ... dojazd to okolo 45 min, ale to zalezy od korkow. Zdarzylo nam sie jechac 1.5h, bo byl masakryczny ruch, ale do ogarniecia :-)
you 2!
Jezu, też chciałam to obejrzeć i teraz wiem, że będę płakać na pewno :D Ale.. omatkobosko - 6 dzieci? Jedna dziewczyna jakieś 100 km ode mnie też ma 6 dzieci. Uważam, że to trochę niesprawiedliwe i rząd powinien robić dopłaty. No bo kurde, kasę dostajesz jak za jedno dziecko a musisz ogarnąć szóstkę ! Nie mówię, że to rodzina powinna dopłacać, bo dla nich to już i tak droga impreza z sześciorgiem dzieci, ale jednak rządy państw powinny coś z tym zrobić! Sami wiedzą, że dzieci to skarbonka bez dna i trzeba w nią ładować bo kto gospodarkę pociągnie za parę lat? :P Ech, godz. 23 to u mnie czas na przemyślenia tego typu :D Dobranoc z Norwegii, ale u Ciebie to pewnie miłego popołudnia dopiero :D
OdpowiedzUsuńtak ... 6 dzieci i uwaga, ta au pairka jest jedna z najszczesliwszych i bardziej pozytywnych osob na swiecie :D Ona wybrala te rodzinke PRZED przystapieniem do programu i jak wiem - calkiem dobrze sobie radzi (nie wiem jakim cudem).
UsuńTak, zgadzam sie z tym - wedlug mnie jest to pewne loophole jest chodzi o prawo. Bo jest to jednak zupelnie inne 45h, gdy sie spedza je z jednym dzieckiem, a inne - z 6 ...
Wow, 6 dzieci, rozmawiałaś z Nią o Aupairkowaniu ;p?
OdpowiedzUsuńMówiła, że jest ciężko, daje radę? W jakim wieku ma dzieci ?
A Twoja dziewczynka które urodzinki miała ?
Fajnie czytać Twoje długie, częste pozytywne notki ;D
Oby tak dalej, powodzenia :*
Dzieciaki ma w wieku od 9 miesiecy do lat 13 :D wiec ma bardzo ciekawie ... Ale poki jest szczesliwa, to znaczy, ze wszystko dobrze funkcjonuje.
OdpowiedzUsuńMoje dziecko mialo urodziny 10 choc po glownym temacie imprezki mozna by bylo powiedziec, ze dopiero skonczyla 4 :P
AAA, dzieki wielkie :-) A ja zawsze z przyjemnoscia czytam komentarze !!!
W takim razie musiałaś być faktycznie nieźle zmęczona po tak długiej zabawie z małymi gośćmi :)
OdpowiedzUsuńFotki jak zwykle bardzo fajne a moim faworytem są oczywiście palmy :D
Pozdrawiam mega pozytywnie
No to ladnie sobie odpoczywalas Kochana :) bardzo dobrze odpoczynek Ci sie nalezy :* a tak poza tym to super zdjecia, bardzo mi sie podobaja.
OdpowiedzUsuńHaha sarenka <3 u made my day!! smieszne te urodziny, a ta ich gra przypomina mi naszej podchody albo policjantow i zlodzieji :)
Buzka piekna :D :*
miałam szansę być w Jersey Shore, pieknnie tam, masz rację! Ale nasza Virginia Beach jestn równie piekna, więc jak będziesz miała okację to zawitaj :)
OdpowiedzUsuńpowiem tylko jedno,że jesteś mega szczęściarą :D
OdpowiedzUsuńczyli generalnie nie ma szans się tam nudzić :D
OdpowiedzUsuńponoć właśnie obcowanie z dziećmi to najlepszy sposób na nauczenie się języka, więc proszę jak można połączyć przyjemne z pożytecznym :)
Przeboskie zdjęcia, świetny tydzień! :P
OdpowiedzUsuń