poniedziałek, 30 czerwca 2014

Wakacje dzieci / Polka w Chatham / LCC

Oj tak ... Nadeszly wakacje. Bylam tak zajeta, ze mam do nadrobienia praktycznie 2 tyg z zycia au pairki (oh, odpoczeliscie troche ode mnie - nalezalo Wam sie!) Dzieciaki od poniedzialku nie maja juz szkoly, wiec mialam rece pelne roboty od rana do wieczora .... Ale od poczatku.

Weekend 21-22 czerwiec: 
Sobota - praca praca praca.

Niedziela rozpoczela sie leniwie, gdy o 7 otworzylam oczy i doszlam do wniosku, ze trzeba sie wyczilowac w ten jedyny dzien wolnego, gdy przede mna cale wakacje ciezkiej pracy :-). Zjadlam na sniadanie najlepsze nalesniki jakie udalo mi sie w zyciu stworzyc, a potem krecilam sie w swoim bunkrze, zajmujac sie wlasnymi sprawami. O 11 umowilam sie z Lisa, ze Carolin odbierze nas z jej domu i pojedziemy razem na zakupy do Elizabeth, gdzie znajduje sie najwiekszy outlet w NJ.
Mimo calej ekscytacji wyjazdem do tak wielkiego sklepu, to nie ma co za bardzo opisywac, bo hm ... sklep mimo swojej wielkosci i naprawde korzystnych cen, nie zrobil na mnie ogromnego wrazenia. Moze to kwestia tego, ze my Polacy jestesmy juz 'przezarci' tymi marketami? Nie wiem, trudno stwierdzic.
Czy mi sie podobalo? Oj, jak najbardziej. Kupilam, co bylo mi potrzebne i wyhaczylam kilka bardzo dobrych okazji. Kolejne zakupy dopiero na jesien :-)

moje dwie towarzyszki - Lisa oraz Carolin

ulubiony sklep mojej hostki, ktora namietnie wynosi stamtad cale tony ubran

to wcale nie jest takie cool, uwierzcie.
zapach unoszacy sie z takich maszyn jest przytlaczajaco okropny


komus pringelsow?

czekajac na Caroline, kttora utknela w kilometrowej kolejce  - z Lisa i Antonia


wyprzedazeeee - rzucili sie jak na mieeso

w PL bedzie mi brakowac jeszcze czegos oprocz bejgli:
darmowych kibli i tych smiesznych kranikow z woda pitna

Michael Kors - a chcialoby sie tak ...
no ale niestety, bida w kraju :P

eh, i te skokszone nogi ... :D


nareszcie - na pol roku moge sobie fundnac mala przyjemnosc, prawda? :-)
Poniedzialek: pierwszy dzien wakacji! Kurcze, jakos to poszlo. Faktycznie, dosc dziwnie bylo na poczatku, bo  dzieci nie poszly do szkoly i trzeba bylo je czyms zajac przez praktycznie caly dzien. Jednakze, bardzo popularne sa tutaj tak zwane 'camps' - myslalam, ze to po prostu obozy, na ktore wysyla sie dzieciaki. Otoz nie. Sa to pewnego rodzaju pol-kolonie. W tym tygodniu tylko dziewczynka ma tego typu zajecia (broadway bootcamp), wiec od 12 - 15.30 siedzi sobie na zajeciach i bawi sie w przygotowanie przedstawienia na ... Broadway'u na scenie w Chatham (o ironio!)
.
Wieczor przyniosl kilka niespodzianek, bo M. miala urodziny i zostala wrecz obsypana prezentami. Spodziewala sie swinki morskiej, ale predzej bysmy sie z hostka z domu wyniosly niz pozwolily na to by zamieszkal z nami kolejny zwierzak. Za to M. dostala brand new ipad mini, ktory przyniosl jej rowniez wiele radosci :P Ja podarowalam jej wielgasna poduszke w ksztalcie donuta, ksiazke i rozne pierdoly oraz cupcaksy. Mala ma obsesje na punkcie donutow oraz swinek ... oh, nie pytajcie :-)
Po kolacji zapakowalismy sie do nowiutenkiego chevroleta tahoe (moja honda pilot jest przy nim malenka !!!) i pojechalismy na lody. Pierwszy raz od pol roku pojechalismy gdzies cala rodzinka (wierzcie, czy nie, ale w przeciagu ostatnich miesiecy rzadko sie zdarzalo by cala rodzina byla w komplecie ...) i bylo fantastycznie. Dawno sie tak nie usmialam, a moj M. caly czas sie ze mnie smieje, ze jestem rasistka, bo opowiadam okropne kawaly o murzynach haha. To mu odpowiadam, ze go nie rozumiem, bo jestem tylko poczciwa i glupiutka biala blondynka ... Taka prawda.
Poza tym, jako, ze nasze relacje z mala M. bywaja rozne, to wyobrazcie sobie moja mine, gdy zobaczylam 'letter to M' na ekranie mojego komputera, ktory zostal w kuchni, gdy ja pojechalam zalatwic kilka spraw z jej bratem:


Z tego, co mi powiedziala M., to 'cheep' odnosi sie do tego, ze nie wydaje pieniedzy na bezuzyteczne rzeczy :D Poza tym, do lez rozbawil mnie punkt 2 z rzeczy, ktore ja irytuja. 'Kudra' to przekrecone 'kurde', ktore wymawiam namietnie jak mi cos nie wyjdzie, a 'kakabooboo' jest wyrazonkiem mojego nauczyciela angielskiego z liceum, ktore tak mnie urzeklo, ze mowie to za kazdym razem, gdy przekrece jakies slowko po angielsko. Haha, i to nieprawda, ze jezdze sloppy. No moze troche ... A w kwestii punktu 5 - dowiedzialam sie, ze mam spazmy smiechu lol.

Wtorek - Czwartek:
Mala M. ma raz w tygodniu zajecia ze swoim nauczycielem matematyki, ktorego zadaniem jest nie pozwolic by Maddie zapomniala o czymkolwiek z matmy ... Majac sporo doswiadczenia w korepetycjach, to musze stwierdzic, ze mimo tego, ze byl to jej normalny nauczyciel (ktory notabene podjechal wyglancowanym bialym bmw), to okazal sie tak wyluzowanym czlowiekiem, z ktorym naprawde zajecia moga byc prawdziwa przyjemnoscia. Jednak, swoje tez skasowal, bo taka urocza lekcja kosztowala .... $80 :P
Poza tym, broadway'u ciag dalszy, a do tego soccer practices mlodego oraz jego wyjazd z mama na Nascara w Kentucky.
Z dziewczynka spedzilam caly czwartek, ktory przyniosl kilka wyzwan, miedzy innymi pod tytulem 'chce Chinszczyzne i sie zaglodze jak jej nie dostane', ktory wygralam, bo a) dziecko nie umarlo z glodu b) dziecko zjadlo to co bylo zaplanowane. I 500 pkt do zajebistosci.

Piatek:
Pracowalam tylko do 12, gdyz w ciagu tygodnia przepracowalam swoje 45h i nalezalo mi sie troche wolnego :-) Po odwiezieniu dziewczynki na bootcamp, pojechalam szukac The Economist, gdzie pojawilo sie kilka artykulow o polskiej gospodarce, ktore bardzo chcialam przeczytac. Jednak, nie udalo mi sie dorwac tej gazety. Potem poszlam pobiegac, a nastepnie spotkalam sie z Magda, ktora dopiero co przeprowadzila sie do Chatham i wywolala ogromny usmiech na mojej twarzy, bo fajnie miec tak superowa Polke 10 min od domu, ktora mozna wyciagnac na wielogodzinne spacery i pogaduchy. Mam nadzieje, ze przed nami wiele wspolnych podrozy!
Poza tym, po wyjezdzie Alicji (btw, za niedlugo sie widzimy w NYC!!!) pogodzilam sie z tym, ze nie predko zobacze polska dusze w Chatham, a tu niespodzianka!

Ze smiesznotek dodam, ze moja LCC zaczela miec do mnie pretensje, ze nie pojawilam sie w ciagu pol roku na kilku spotkaniach (ZAWSZE pracowalam w tym czasie i ZAWSZE moja hostka ja oficjalnie informowala, a ja sie pojawialam na drugi dzien u niej oraz podpisywalam dokumenty) i jak ona sie zle czuje, bo musi specjalnie potem poswiecac czas dla au pairek, ktore nie byly w stanie sie pojawic na meetingu. Cholera, bo sa w takich godzinach i dniach, ze nie jestesmy w stanie fizycznie sie na nich pojawic za kazdym razem.
Zwrocilam sie z tym do hostki, ktora naprawde ostro sie poirytowala na LCC i napisala jej urocza wiadomosc co sadzi o sytuacji i o dziwo, nagle wszystko bylo w porzadku. Jakos udalo sie zorganizowac kolejne spotkanie tak by kazdej au pairce pasowalo. Dziwna sytuacja, serio.

Po drugie, chcac kupic piwo musialam podpisac deklaracje, ze jestem +21 i pije na wlasna odpowiedzialnosc lol. Mimo przedlozenia dwoch dokumentow, to kobieta nadal sadzila, ze mam lat 16. Pozdrowka!

Dzisiaj poniedzialek, kolejnego tygodnia poczatek - ale spokojnie, byleby przetrwac do srody, bo od czwartku mam juz wolne :-) Rodzinka wyjezdza do Kanady (o ironio, znowu z nimi nie jade) i tym samym zarobilam 4 dni wolnego. Mam w planie pojechac do Nowego Jorku i zafundowac sobie 'Dzien z zycia Nowojorczyka' - zatrzymac sie na CS, zjesc brunch, przejsc sie po Central Parku w leniwe popoludnie, zjesc najlepsza pizze na Brooklynie i wiele wiele wiele innych rzeczy, ktore odkladalam od miesiecy.

Na temat ostatniego weekendu napisze w trakcie tygodnia jak bede miec troche czasu, bo do czwartku pracuje po 10h dziennie, wiec troszke trudno bedzie mi to ogarnac.

Trzymajcie sie,
M

7 komentarzy:

  1. wyobrażam sobie, że nie łatwo jest zagospodarować tyle czasu tym dzieciakom. ciekawe co ja wymyślę :D

    a co do zakupów to już któryś raz spotykam się z tym, że są świetne okazje i już po prostu nie mogę się doczekać, żeby sama to sprawdzić :P

    OdpowiedzUsuń
  2. ` Hahaha, razem z moim chłopakiem turlaliśmy się ze śmiechu czytając list od Twojej host dziewczynki :D

    OdpowiedzUsuń
  3. ja tam nie wydaje pieniędzy na zbędne rzeczy :D kupuje mało, ale porządnie :) wakacje są chyba serio najgorsze w życiu operki hahah nie da się tego ukryć. Podziwiam Cię , że tak dokładnie wszystko opisujesz, trzeba mieć do tego nerwy! Ja wczoraj próbowałam sklecić jakiś post ale za cholerę mi to nie wyszło... Buziaki!!

    OdpowiedzUsuń
  4. tez chce taki list od dziewczyn! chociaz moze jakby zaczely wypisywac co je irytuje to bym sie zalamala :P hahaha
    zapracowna jestes! a ja zaczelem miec chil bo dziewczyny zaczey summer school ^^

    oby do zobaczenia niedlugo! :*

    OdpowiedzUsuń
  5. Łaał...po przeczytaniu całego wpisu, jestem pod wrażeniem :) Tyle spraw na głowie a jednocześnie mnóstwo uśmiechu i pozytywów. Super! :)

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  6. fajnie tak powiedzieć, że jadę sobie na weekend do Nowego Jorku :D zrobisz coś dla siebie, a wakacje pewnie szybko miną (dobrze i niedobrze za razem). i oczywiście umarłam ze śmiechu po liście od Maddie :D

    OdpowiedzUsuń