poniedziałek, 1 września 2014

New Jersey time - czyli mój ostatni tydzień wakacji FOTO

Zaczynając tę wiadomość jest godzina 19.50 i siedzę owinięta w koc na kanapie przed telewizorem, gdy za oknem już na dobre zrobiło się ciemno, a w mojej głowie pojawiły się nieuchronne obrazy tego, co mnie czeka od dnia jutrzejszego ...
Ale w porządku, przejdźmy do rzeczy przyjemniejszych, czyli do tego jak wyglądał mój ostatni tydzień wakacji, który tak bardzo różnił się od tego, co było początkowo planowane (i dzięki Bogu za to!).

W zeszłym tygodniu wróciłam do Chatham we wtorek wieczorem by móc na spokojnie troszkę się ogarnąć i od środy rano przystąpić do typowych obowiązków au pairki. Nie powiem, w ciągu trzech dni napracowałam się niesamowicie, ale przyznaję, że udało nam się nakręcić tyle zajęć w domu, iż w miarę szybko to zleciało. 
Z S. początkowo planowaliśmy wyjazd do Bostonu, ale jako, że zajęliśmy się poszukiwaniem zakwaterowania bardzo późno, to niestety polegliśmy ... 
No świetnie - pomyślałam - utknęliśmy w NJ i co ja mam mu tutaj pokazać? 

No dobrze, dobrze...ale nic nie dzieje się bez przyczyny! 
Dzisiaj mało tekstu, a dużo zdjęć. 

Sobota:  Cheesecake Factory i kolacja pożegnalna au pairek.



Jesteśmy gotowi do wyjścia!

Cheesecake Factory - i jak tu być na diecie?!
Ale zauważyłam, że jest 'diet' opcja ... ciekawe ...

z Mayrą i Stefano

żegnamy się! :-(
dobrze, że przynajmniej dwa pyszczki zostają do przyszłegoroku!

cała wesoła ekipa

a tu nam się trochę nudziło - Caro i Caitie uznały, że chcą włosów koloru blond ...

Niedziela: bagle, Morristown National Historical Park i koszykówka

omnomom

nie ma nic lepszego na śniadanie niż bagel ... uwierzcie :-)

czas wyruszyć na szlak - pierwsza (i ostatnia!) selfie


z Adrianem w jednej z chatce rewolucjonistów (że niby datowana na XVIII wiek)



no i jesteśmy gotowi by zasiąść do jedzonka!
Poniedziałek - aktywnie w Chatham; spotkania z przyjaciółmi

zaczynamy od małej rozgrzewki przed biegankiem!
Stefano poległ po 2milach, ale i tak na początek nie jest tak źle :D

odwiedziny Lisy i Caro - mały chill out na dworze

w drodze na boisko! :D

głupawki!

WtorekLoantaka Reservation, The Expendables 3

takie poranki to ja rozumiem ... 

totalny relaks i domowej roboty naleśniki omnomomo
The Expendables 3 - polecam serdecznie!
Film typowo na odmóżdżenie i pośmianie się, niezbyt wymagający umysłowo.
Ale mięśniaki dwóch generacji zawsze spoko!

No i już jest środaKeansburg, NJ. 
Pogoda była f e n o m e n a l n a, a ludzi praktycznie zero ... Coś pięknego.


no i czas ruszać w drogę!

Marta - zawsze skupiony kierowca

temperatura powietrza ... istne szaleństwo - 96F to około 36C

Moja ulubiona część trasy - most nad Wilkson Creek


bez jedzonka nie da rady! 



a to jakieś morskie stworzenie na plaży brrr.

ptactwo


a to już Summit i cudowna rzeźba piesełę :-) 
Tito's Burritos!




parkomat - no i świecąca się Honda (ależ ją wypucowałam!) 


India Pale Ale - bezkonkurencyjnie mój ulubiony rodzaj piwa

Czwartek - South Mountain Reservation, Madison - pizza & McCool's

nie zawsze warto kierować się mapą ... tym razem poszliśmy na 'czuja'




Millburn

Millburn
nasze ostatnie zdjęcie - Madison

z moim biegowym pysiakiem - Magdą

Piątek ... oh nie! Czas pożegnań.

Sobota: zakupy, Anna i sleepover

moje zdobycze! Będzie co czytać jak się rozpocznie szkoła ... w końcu zacznę odbierać dzieciaki
ze szkoły.
II część sagi Ken'a Follett'a.

 Niedziela: leniwy poranek i nadrabianie zaległości w gotowaniu


czyżby ostatni taki poranek w cichym domu?!

bułeczki gotowe, a na patelni przygotowywałam kolację

chleb/ciasto bananowe
trochę zmieniłam przepis, ale inspirowałam się:
http://hpba.pl/pozostale/ciastochleb-bananowe-bez-mleka-pszenicy-i-jajek/

zapiekanka z kurczakiem, marchewką, sosem pomidorowym, cukinią ...
Inspirowałam się: http://dietetycznie-w-kuchni.blogspot.com/2013/05/kurczak-curry-z-marchwia-cukinia-i.html

a to efekt końcowy :-) Mniam! Warto było nad tym siedzieć prawie 3h!

Nie ukrywam, że decyzja zostania w New Jersey była najlepszą jaką mogliśmy podjąć. Po bardzo intensywnym zwiedzaniu Kanady i Nowego Jorku potrzebowaliśmy trochę odpocząć. A dzisiaj też musiałam trochę pobyć sama z sobą po tak obfitych w wydarzenia 3 tygodniach ...

Na teraz się żegnam, bo czas najwyższy na chill z zieloną herbatą i Suitsami (same zaległości, sic!),

M

2 komentarze:

  1. To stworzonko na plazy to skrzypłocz!!! Rany, zawsze chciałam zobaczyć to na żywo :D to jedne z bardzo nielicznych stworzeń, które nie ewoluowały!

    OdpowiedzUsuń
  2. Jak zwykle mnóstwo zdjęć i dużo pozytywów :) Fajnie jest się rozwijać i poznawać nowe miejsca/kultury oraz zdobywać doświadczenie. Gdy robi się to z takim dobrym humorem motywacja pojawia się sama :)

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń