Nie minęło 5 min, a wkurzona mama na linii :P Okazało się, że dzwoniła 10 razy do domu i jako że nikt nie odebrał była skłonna dzwonić na 911. A ja myślę: czemu nie zadzwoniła od razu do mnie? No i wycieczkę po okolicy szlag trafił - kolejna afera :D
Tak więc dzień wolny, czy nie wolny - nie obyło się bez płaczu, prób uzyskania choć odrobiny niezależności oraz nerwowego popołudnia. Z jednej strony jestem gdzieś tam w stanie zrozumieć zachowanie hostki i teraz obiecałam sobie, że będę jej pisać chociaż o najmniejszym pierdnięciu (za przeproszeniem oczywiście), bo moje 'polskie założenia' mają się nijak do wręcz obsesyjnego podejścia Amerykanów do bezpieczeństwa i zasad.
OK. Nie oceniam tego, bo to nie mój świat i nie moja rodzina - ale kurczę, czasami trudno mi jest się w tym odnaleźć przez te różnice kulturowo-rodzinne.
Doszłam do wniosku, że nie warto marnować całego dnia w domu, gdzie hostka intensywnie rozmawiała z chłopcem na temat całego pojęcia 'dorastania' i 'niezależności', więc ubrałam swoje biegowe galoty i ... przebiegłam 10 km :)
A wieczorem wybrałam się do Anna, która miała być na Florydzie z rodzinką, ale jako, że była chora w środę, to hości uznali, że zarazi dzieci i ma zostać w domu :P spoko, nie? Ale dziewczyna się nie poddała złemu nastrojowi i przygotowała pyszne włoskie jedzonko, a do tego pogadanki i humor od razu lepszy :-)
| Dom Anny jest mega przestronny z praktycznie samymi oszklonymi ścianami. Szkoda, że panuje w nim cisza tylko wtedy, gdy nie ma dzieci ;> |
| gnocchi alla romana - polecam z całego serca! Rodzaj 'klusek', gdzie zamiast mąki używamy kaszy mannej. Coś przepysznego. |
![]() |
| a to my i wino w plastikowych kubeczkach <3 |
Trasa DO nieco się wydłużyła, bo GPS pokierował nas w zupełnie inną stronę, więc z 40min drogi zrobiły się prawie 2h spędzone w samochodzie. Ale nie szkodzi - w końcu mogłam się napatrzeć na Nowy Jork z 8-pasmowej autostrady (boże jak dobrze, że to nie ja byłam kierowcą).
Gdy w końcu dotarliśmy na miejsce pogoda była fantastyczna. Przyznam, że było nieco zimno (około -1C), ale nasz zapał i tempo marszu sprawiło, że już po 15min byliśmy wystarczająco rozgrzani by skupić się na pięknych widokach i kontemplacji zamiast na dreszczach, spowodowanych zimnem.
Co będę jeszcze pisać? Maszerowaliśmy przez prawie 4h, był lunch na półce skalnej i kawa w schronisku wybudowanym jeszcze przed wojną, a w drodze powrotnej - dinner w kolumbijskiej miejscówce (tyle mięsiwa, że wystarczyłoby dla całej kolonii w Zakopanem :P)
![]() |
| jedno z moich ulubionych zdjęć z tej wycieczki :) |
![]() |
| z Billem; jeszcze przed wyjściem na szlak |
![]() |
| po 2h marszu trzeba było zrobić sobie przerwę ... |
![]() |
| słoooooońce ! |
| no i w oddali Nowy Jork |
| nawet ptoszka znaleźliśmy |
| zapierające dech, prawda? |
| hej hej hej drużyno! |
| i mega brudne buciorska |
| z Ogrodzieńcem nie ma to za dużo wspólnego ... |
| żarcie! Zamówiliśmy dwa dania i podzieliliśmy to pomiędzy naszą trójkę, ale nie dało się tego zjeść do końca. 1/3 została niezjedzona :P |
Buziaki,
M





Smakowicie wyglądające jedzenie :D
OdpowiedzUsuńNo to pewnie nie będziesz miała łatwo z dziećmi, chociaż nie wszystkie boją się dentysty ;)
Jaki fajny ten Bill... :> :D
OdpowiedzUsuńHaha to samo pomyślałam!
UsuńOj taaaaak, fajny! :D Sorry Martusia, ale Bill przyćmił trochę Twoją relację z parku, która jest równie dobra, no ale wiesz.. :D
Usuńcholerka :D Ja tu chciałam ładne widoczki zaprezentować, jakiś taki element edukacyjny ... a tu dupa :D hahaha, jesteście kochane :D
UsuńO jak miło, że już kolejna notka ♥
OdpowiedzUsuńUwielbiam ;p
Cudny ten park :D Aż nabrałam ochoty, żeby go odwiedzić !
OdpowiedzUsuńZdjęcia super ! a hostka....typowa amerykańska panika. Chciałaś dobrzee a wyszło odwrotnie o.O
Czy już to pisałam, że marzy mi się tak aktywne spędzanie wolnego czasu, jak to jest u ciebie??? Podejrzewam, że nie raz! :D Dlatego, że ciągle coś się dzieje, masz co opisywać na blogu i go nie zawieszasz z powodu "ciągłej rutyny" , tak trzymaj! Ten park fajny, ale pewnie widoki lepsze w porze wiosenno-letniej, kiedy wszystko zielone! <3
OdpowiedzUsuńBTW przystojniaczek z tego Billa!!! :D
Z hostką spoko, wydaje mi się, że w końcu nauczysz się przewidywać jej reakcje! :)
Trzymam kciuki w każdym razie i wyczekuję notki o DC! :*
oj dzięki Ci wielkie za tak miłe słowa :-)
UsuńWiesz, ja nie znoszę marnować czasu - zwłaszcza, że wiem, że tutaj jest on ograniczony i wtedy znacznie bardziej człowiek stara się 'wycisnąć maksimum'.
haha, no przystojniaczek :D
:*
Niezla agentka z tej Twojej hostki, zawsze coś jej nie pasuje! Ale wyprawa super, nawet nie wiedziałam, ze takie ładne widoczki macie tam po drugiej stronie NYC:D
OdpowiedzUsuńI nie wiem czemu, ale wydawało mi się, ze mialas byc w DC w zeszły weekend haha! My tam się wybralysmy na św Patryka:) szkoda, ze się nam nie uda spotkać tym razem, bawcie się dobrze! Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś nadrobimy w NYC!:) może przyszły weekend? Daj znać!;)
PS. Ulala ale fajny Bill:>