poniedziałek, 17 marca 2014

Gnocchi / Palisades Pkwy

Sobota była moim dniem wolnym, ale mimo to widząc, że chłopczyk sam został w domu, to doszłam do wniosku, że chętnie dotrzymam mu towarzystwa. Mamy nie było, bo wraz z dziewczynką pojechały do kina, więc mieliśmy kupę czasu by sobie razem pogadać, pogotować i 'zbudować więzi'. Szło nam całkiem nieźle i postanowiliśmy, że po 3 próbach dodzwonienia się do mamy,  napiszemy notkę, że jedziemy się przejechać po okolicy i wrócimy za chwilę.
Nie minęło 5 min, a wkurzona mama na linii :P Okazało się, że dzwoniła 10 razy do domu i jako że nikt nie odebrał była skłonna dzwonić na 911. A ja myślę: czemu nie zadzwoniła od razu do mnie? No i wycieczkę po okolicy szlag trafił - kolejna afera :D
Tak więc dzień wolny, czy nie wolny - nie obyło się bez płaczu, prób uzyskania choć odrobiny niezależności oraz nerwowego popołudnia. Z jednej strony jestem gdzieś tam w stanie zrozumieć zachowanie hostki i teraz obiecałam sobie, że będę jej pisać chociaż o najmniejszym pierdnięciu (za przeproszeniem oczywiście), bo moje 'polskie założenia' mają się nijak do wręcz obsesyjnego podejścia Amerykanów do bezpieczeństwa i zasad.
OK. Nie oceniam tego, bo to nie mój świat i nie moja rodzina - ale kurczę, czasami  trudno mi jest się w tym odnaleźć przez te różnice kulturowo-rodzinne.

Doszłam do wniosku, że nie warto marnować całego dnia w domu, gdzie hostka intensywnie rozmawiała z chłopcem na temat całego pojęcia 'dorastania' i 'niezależności', więc ubrałam swoje biegowe galoty i ... przebiegłam 10 km :)
A wieczorem wybrałam się do Anna, która miała być na Florydzie z rodzinką, ale jako, że była chora w środę, to hości uznali, że zarazi dzieci i ma zostać w domu :P spoko, nie? Ale dziewczyna się nie poddała złemu nastrojowi i przygotowała pyszne włoskie jedzonko, a do tego pogadanki i humor od razu lepszy :-)

Dom Anny jest mega przestronny z praktycznie samymi oszklonymi ścianami.
Szkoda, że panuje w nim cisza tylko wtedy, gdy nie ma dzieci ;>

gnocchi alla romana - polecam z całego serca!
Rodzaj 'klusek', gdzie zamiast mąki używamy kaszy mannej. Coś przepysznego.

a to my i wino w plastikowych kubeczkach <3
W niedzielę obudziłam się o 6.30 i przyszykowałam całą wałówkę jedzenia, gdyż wraz z Anną i naszym kolegą (!) Billem zaplanowaliśmy wycieczkę pieszą w Palisades Interstate Park. Umówiłyśmy się z Anną o 9.30 pod moim domem, a stąd miałyśmy się razem przejść do miasta, skąd miał nas odebrać Bill. Anna zaspała i dopiero mój telefon wyrwał ją spod kołdry :D Ja nie wiem jak jej się to udało, ale dziewczyna ogarnęła się w 15min i spóźniłyśmy się na miejsce tylko o 10 min.
Trasa DO nieco się wydłużyła, bo GPS pokierował nas w zupełnie inną stronę, więc z 40min drogi zrobiły się prawie 2h spędzone w samochodzie. Ale nie szkodzi - w końcu mogłam się napatrzeć na Nowy Jork z 8-pasmowej autostrady (boże jak dobrze, że to nie ja byłam kierowcą).
Gdy w końcu dotarliśmy na miejsce pogoda była fantastyczna. Przyznam, że było nieco zimno (około -1C), ale nasz zapał i tempo marszu sprawiło, że już po 15min byliśmy wystarczająco rozgrzani by skupić się na pięknych widokach i kontemplacji zamiast na dreszczach, spowodowanych zimnem.
Co będę jeszcze pisać? Maszerowaliśmy przez prawie 4h, był lunch na półce skalnej i kawa w schronisku wybudowanym jeszcze przed wojną, a w drodze powrotnej - dinner w kolumbijskiej miejscówce (tyle mięsiwa, że wystarczyłoby dla całej kolonii w Zakopanem :P)

jedno z moich ulubionych zdjęć z tej wycieczki :)

z Billem; jeszcze przed wyjściem na szlak

po 2h marszu trzeba było zrobić sobie przerwę ...

słoooooońce !


no i w oddali Nowy Jork 


nawet ptoszka znaleźliśmy

zapierające dech, prawda?

hej hej hej drużyno!

i mega brudne buciorska

z Ogrodzieńcem nie ma to za dużo wspólnego ...


żarcie!
Zamówiliśmy dwa dania i podzieliliśmy to pomiędzy naszą trójkę,
ale nie dało się tego zjeść do końca. 1/3 została niezjedzona :P
A teraz trzymajcie za mnie kciuki, bo dzisiaj mam za zadanie zawieźć dzieciaki do dentysty, a uwierzcie, że za bardzo im się to nie uśmiecha. Byleby do weekendu i DC <3!

Buziaki,
M

10 komentarzy:

  1. Smakowicie wyglądające jedzenie :D
    No to pewnie nie będziesz miała łatwo z dziećmi, chociaż nie wszystkie boją się dentysty ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Jaki fajny ten Bill... :> :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha to samo pomyślałam!

      Usuń
    2. Oj taaaaak, fajny! :D Sorry Martusia, ale Bill przyćmił trochę Twoją relację z parku, która jest równie dobra, no ale wiesz.. :D

      Usuń
    3. cholerka :D Ja tu chciałam ładne widoczki zaprezentować, jakiś taki element edukacyjny ... a tu dupa :D hahaha, jesteście kochane :D

      Usuń
  3. O jak miło, że już kolejna notka ♥
    Uwielbiam ;p

    OdpowiedzUsuń
  4. Cudny ten park :D Aż nabrałam ochoty, żeby go odwiedzić !
    Zdjęcia super ! a hostka....typowa amerykańska panika. Chciałaś dobrzee a wyszło odwrotnie o.O

    OdpowiedzUsuń
  5. Czy już to pisałam, że marzy mi się tak aktywne spędzanie wolnego czasu, jak to jest u ciebie??? Podejrzewam, że nie raz! :D Dlatego, że ciągle coś się dzieje, masz co opisywać na blogu i go nie zawieszasz z powodu "ciągłej rutyny" , tak trzymaj! Ten park fajny, ale pewnie widoki lepsze w porze wiosenno-letniej, kiedy wszystko zielone! <3
    BTW przystojniaczek z tego Billa!!! :D
    Z hostką spoko, wydaje mi się, że w końcu nauczysz się przewidywać jej reakcje! :)
    Trzymam kciuki w każdym razie i wyczekuję notki o DC! :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. oj dzięki Ci wielkie za tak miłe słowa :-)
      Wiesz, ja nie znoszę marnować czasu - zwłaszcza, że wiem, że tutaj jest on ograniczony i wtedy znacznie bardziej człowiek stara się 'wycisnąć maksimum'.
      haha, no przystojniaczek :D

      :*

      Usuń
  6. Niezla agentka z tej Twojej hostki, zawsze coś jej nie pasuje! Ale wyprawa super, nawet nie wiedziałam, ze takie ładne widoczki macie tam po drugiej stronie NYC:D
    I nie wiem czemu, ale wydawało mi się, ze mialas byc w DC w zeszły weekend haha! My tam się wybralysmy na św Patryka:) szkoda, ze się nam nie uda spotkać tym razem, bawcie się dobrze! Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś nadrobimy w NYC!:) może przyszły weekend? Daj znać!;)
    PS. Ulala ale fajny Bill:>

    OdpowiedzUsuń