Do Waszyngtonu wybrałam się w sobotę z Newark, który uważany jest za jedno z najniebezpieczniejszych (po Elizabeth) miejsc w New Jersey. Jednakże, tani bilet z boltbusa przesądził sprawę i o 14.30 siedziałam już wygodnie w autobusie, czekając na odjazd. Jednak, popełniłam jeden błąd. Jeden duży błąd.
Chciałam być miła i wsadziłam swój plecak do schowka by jakaś poczciwa dusza mogła usiąść koło mnie. Oczywiście, jak to ja - natrafiam na najdziwniejszych ludzi. Usiadł koło mnie dziwnie pachnący i wyglądający 'chłopak' z głosem tak wysokim, że z trudem zrozumiałam 'how are you darlin?', a następnie rozepchał się tak bardzo, że myślałam, iż go po prostu stamtąd wykopię. Jednak, dowiedziałam się, że jedzie do Baltimore i powtarzałam sobie, że mogę to wytrzymać.
Będąc na autostradzie zauważyłam, że na lewy pas wjechał dość duży pick-up, którego prawe okno nagle się otworzyło i szalona babka rodem z Teksasu zaczęła drzeć się na naszego kierowcy. Początkowo pomyślałam, że jakaś nienormalna, ale okazało sie, że mamy kapcia z opony i musimy się zatrzymać. No i w ten oto sposób zostałam wybawiona od śmierdzącego 'chłopaka', gdyż w ciągu 5 min podstawili dwa autobusy - jeden do Baltimore, drugi do DC. Ciekawostka - dzięki tej przygodzie udało mi się przybyć do DC 20min wcześniej niż planowano :-)
Waszyngton przywitał mnie niskimi kamienicami, wąskimi uliczkami i letnią pogodą. Na dworcu czekała na mnie Domi, która już od rana zwiedzała to jakże różne od Nowego Jorku miasto. Razem zapakowałyśmy się w metro (RADA: Polecam kupić kartę na metro/busa za $10, gdyż wydrukowanie jednorazowego biletu niesie ze sobą dodatkową opłatę przy każdym zakupie), które okazało się niesamowicie zadbane, przestronne i wypełnione ludźmi, którym niekoniecznie się bardzo spieszyło. Jakaż to miła odmiana od śmierdzącego, zapchanego nowojorskiego metra, gdzie ma się wrażenie, że każda sekunda jest na wagę złota.
Wybrałyśmy się do Chinatown, gdzie umówiłyśmy się z Adrianem oraz naszym hostem Phillipem pod największą 'chińską' bramą w całych Stanach. Następnie poszliśmy coś zjeść do chińskiej knajpki by ok22 pojechać do Crystal City (na południe od centrum), gdzie miałyśmy spędzić dwie kolejne noce. Warunki bytowe były fantastyczne, a widok z balkonu ... Co Wam będę dużo pisać, check this out:
| metro. union station. |
| Chinatown. Dwie modelki :-) |
| Na mnie ta brama zrobiła ogromne wrażenie. |
| z naszym hostem i ogromną ilością chińskiego żarcia (jezu, dlaczego te porcje są takie OGROMNE?!) |
| widok z balkonu. W tle Pentagon |
| Chillout! |
| Okazało się, że nasz host nie tylko pracuje dla Senatorów i dyplomatów, ale również aspiruje na pilota. Miałam okazję spróbować swoich sił na symulatorze i ... się rozbiłam :-( |
W niedzielę się ochłodziło, a niebo spowite było chmurami. Zero słonka, zero ciepełka.
Ale cóż to dla nas! Zjadłyśmy śniadanie, ubrałyśmy się i wyruszyłyśmy na spotkanie przygodzie. Tutaj zaserwuję trochę więcej zdjęć, bo wiem, że tekst ciągły może być lekko nużący w momencie, gdy jest on pozbawiony obrazków :D
| Phillip był na tyle uprzejmy, że zabrał nas samochodem na rundkę po Waszyngtonie i wysadził nas pod samym Kapitolem. |
| Supreme Court. |
| Na drzwiach wejściowych widnieją płaskorzeźby symbolizujące najważniejsze dokumenty prawne dla świata zachodniego. |
| niby takie śmiechy tu i ówdzie, a myślałam, że umrę z zimna :D |
| to chyba moja ulubiona selfie (nie jestem potworkiem, który robi sobie ich dużo, więc z 3 selfie wybrałam to :D) |
Tak więc naszym pierwszym przystankiem był Capitol Hill, gdzie przemarzłyśmy do szpiku kości, więc postanowiłyśmy ogrzać się w Starbucksie, którego na szczęście (!) nie znalazłyśmy, bo udało nam się trafić do uroczego diner, gdzie Domi spałaszowała bajgla, a ja wypiłam swoją pierwszą tego dnia kawę. Udało nam się ogrzać i w drogę ... Postanowiłyśmy, że przejdziemy się do Reflecting Pool, a stamtąd przez The Mall do Washington Monument, gdzie odbiłyśmy na północ w kierunku Penn Quarter, dystryktu z Białym Domem.
| Reflecting Pool. Patrząc z odpowiedniego kąta, można zobaczyć odbicie Kapitolu oraz Ulysses Grant Monument. |
| Spacer przez The Mall, który pełni funkcję parku łączącego Lincoln Memorial z Capitol Hill. Początkowo prace rozpoczęto już za czasów Waszyngtona, ale ostatecznie zakończono je dopiero w XIX wieku. |
| Podczas weekendu bardzo dużo osób spędza aktywnie czas, grając w football, czy po prostu biegając lub spacerując. |
| Washington Monument i ja - zmarzluch. |
| Żebyście nie usnęli, to dodaję wiewiórkę. |
| z Adrianem przed Białym Domem. |
Następnie opuściliśmy Penn Quarter i wróciliśmy do The Mall, a mianowicie - do WWII Memorial, Lincoln Memorial (gdzie spotkaliśmy się z Phillipem), M.Luther King Jr Memorial aż do National Air and Space Museum.
| WWII Memorial. |
| Lincoln Memorial. |
| Korean War Memorial. |
| M.Luther King Jr Memorial |
Po wyjściu z muzeum (RADA: Wszystkie muzea pod patronatem Smithsonian Institute, czyli 99% wszystkich w DC są DARMOWE, więc korzystać!) byliśmy strasznie zmęczeni, więc poszliśmy coś zjeść, a potem mały chill out w Crystal City.
Najlepsze tego dnia zostawiłam na koniec :-)
Wspomniałam, że Phillip pracuje dla Senatorów i dyplomatów, prawda? Jest też bardzo inteligentnym i pomysłowym człowiekiem, który zorganizował dla nas najlepszy tour ever. Na początku zabrał nas na najwyższy poziom hotelu w Crystal City, z którego rozpościerała się przepiękna panorama na DC.
Po drugie, zaparkował pod najdroższym hotelem w Waszyngtonie i nakazał nam zachowywać się jak milion dolarów. Założył swoje okulary słoneczne, rzucił kluczyki szoferowi i powiedział, że tylko nas odprowadzi do pokoju i będzie z powrotem. My oczywiście SZOK, ale gramy dalej :D
Dzięki jego niesamowitej charyzmie i świetnym umiejętnościom aktorskim dotarliśmy na taras, skąd patrzyliśmy w okna Obamy <3
Potem wybrałyśmy się z Domi na mały spacer po mieście by móc zobaczyć monumenty w nocy, ale zrobiłyśmy to w trybie ekspresowym, bo było niesamowicie zimno.
Po powrocie do mieszkania Phillip zaserwował najlepsze drinki ever i poszliśmy spać :-)
| hej Panie Prezydencie ! |
| Lincoln Memorial |
W sobotę po zjedzeniu śniadania w Waffle place (gdzie o ironio zjadłyśmy naleśniki) rozdzieliłyśmy się z Domi, która poszła do Muzeum Holocaustu, a ja udałam się najpierw do Archiwów, gdzie niestety była kolejna na milion lat świetlnych, więc skierowałam swe kroki do Muzeum Historii Amerykańskiej. Bardzo mi się zresztą tam podobało. Potem spotkałyśmy się z Domi na dworcu, skąd miała autobus do domu, a ja ruszyłam przed siebie - najpierw do Muzeum Portretów, Jefferson Memorial, a następnie na gorącą herbatę do Starbucksa by w końcu wsiąść w metro do północnej części Waszyngtonu, gdzie miałam zorganizowany nocleg.
| Old Post Office |
| FBI |
| The Archives |
| Muzeum Historii - Pierwszy komputer Apple. Chcę taki! |
| ten cytat urzekł mnie najbardziej. Muzeum Portretów. |
| Sala Prezydentów. Muzeum Portretów. |
| A to mój ulubiony obraz, przedstawiający powrót pana do domu, gdzie czeka na niego wierny psiak. :((((((( smuteczek razy miliard |
| no to jeszcze raz spacerek przez The Mall |
| Jefferson Memorial |
| Jefferson Memorial |
| Chill out ... nareszcie! |
We wtorek wracałam już do domu i nie mam za bardzo co napisać. Zaczął padać śnieg, co wprawiło mnie w konsternację, bo obawiałam się, że odwołają mój autobus. Jednakże, wszystko przebiegło sprawnie i już o 18 byłam w domu (bus DC -> NYC, a potem pociąg do domu. Łącznie 7h by dostać się do Chatham :D)
A co tak poza tym? Tydzień mi się skrócił przez te dwa dni wolnego, więc jakoś poszło.
Z dziećmi jest wszystko OK. Ba, moja dziewczynka uznała, że kuchnia to jej restauracja i od trzech dni nie pozwala nawet włożyć naczyń do zlewu, bo ona to zrobi. OK, ja się kłócić nie będę :D No i dzięki jej zapałowi gotujemy, pieczemy i bawimy się tym, co wcześniej było dla niej przykrym obowiązkiem.
Ach te dzieci :-)
Z hostką również bardzo dobrze. Wczoraj właśnie z nią rozmawiałam na temat rematchu jednej z dziewczyn i im więcej słyszę zwariowanych historii o rodzinkach oraz LCC, tym bardziej doceniam sobie to, co mam.
Czy jestem szczęśliwa? Tak, jak najbardziej. Mimo tego, że tęsknię cholernie za kilkoma osobami w PL, to jeszcze nie czas wracać do kraju. Jeszcze mam sporo do zrobienia tutaj.
A mówiąc o 'to do list' ... Jako, że dzisiaj leje jak z cebra (ale i tak przebiegłam swoje 8.5 km :D), to postanowiłam, że w końcu usiądę nad pracą na kurs. Jezu, minęło prawie 9 miesięcy od mojej obrony, a ja czuję się tak jakbym zatraciła umiejętność posługiwania się angielskim i z dnia na dzień mam wrażenie, że jest coraz gorzej :P Dlatego założyłam sobie zeszycik i notuję wszystko, co wydaje mi się użyteczne.
Wydaje mi się, że kwestią zasadniczą jest to, że chcę być perfekcyjna w tym JAK mówię i wychodzi tak zwane gówno, bo zaczynam bełkotać, połykać literki i zastanawiam się: co się ze mną stało?!
Ale spokojnie, ogarniemy. W życiu bywały większe problemy.
Trzymajcie się pysiaki i do nastepnego,
M
Ahh!! Było super, najlepsza wspólna wycieczka EVER ;)) nie mogę się doczekać kolejnych wypraw :D pamiętaj następny weekend widzę Cię u siebie! ^^ buźźźź !
OdpowiedzUsuńTakiego hosta to ze świecą szukać! No co za niesamowity człowiek :D Nawet niczego sobie ten Philip ;D
OdpowiedzUsuńaaaa, daj mi kontakt do Twojego Hosta, bo wycieczka do Waszyngtonu u mnie zaplanowana za dwa miesiące (:
OdpowiedzUsuńdobrze, że u Ciebie wszystko dobrze!