Ostatnie dwa tygodnie można spokojnie uznać za najbardziej intensywne od momentu mojego przylotu do Stanów. W zeszłym tygodniu cały czas działo się coś na tle operkowo-towarzyskim, bo z jednej strony postanowiłam nadrobić zaległości lunchowo-spacerowe, a z drugiej miałam aż dwa
au pair meetings - jeden z moją grupą w domu naszej LCC na BBQ, a drugi w Nowym Jorku na pokładzie statku.
 |
| czwartek (5/15) - deszczowy dzień, czas na pieczenie z Paris! |
 |
Gdy oznajmiłam hostce, że chcę coś upiec z przepisu, to się za głowę złapała,
bo przecież trzeba tyle pracy w to włożyć :D |
 |
ciasto jogurtowo-cynamonowe
(jak mnie to wkurza, że w USA są tylko dwie rodzaj mąki:
all purpose i whole-wheat grrr) |
 |
| ciasto-zebra (rodzaj babki) z polewą z ciemnej czekolady oraz sprinkles :-) |
Weekend 17-18 maj
Weekend rozpoczęłam już o 4 rano w sobotę, gdy coś wyrwało mnie ze snu i już niestety nie mogłam zasnąć. Próbowałam ze wszystkich sił wyłączyć swój mózg chociaż na chwilę i zatracić się w błogim śnie, ale o 5 skapitulowałam i poszłam wziąć prysznic, który wraz z kawą i baglem z dżemem postawił mnie na nogi. Zwarta i gotowa wyszłam o 7 na autobus, który zabrał mnie na Penn Station w Newark, skąd wzięłam osławioną 'the Path' (rodzaj pociągu, który kursuje między Newark, Hooboken, a Nowym Jorkiem) by móc dostać się na Dolny Manhattan. Niestety, Path była w budowie i po prawie 30 min czekania i 20 min faktycznej jazdy trzeba było się przesiąść na kolejny pociąg, a potem na light train (czyt.tramwaj) do Jersey City, a stamtąd promem na Dolny Manhattan.
Dzień był od samego rana przepiękny i widok drapaczy chmur w tak słoneczny dzień zrobił na mnie ogromne wrażenie. Wraz z A. spędziliśmy dobre kilka godzin spacerując po the Battery Park i okolicach by w końcu dotrzeć do jednego z najbardziej znanych antykwariatów na świecie - Strand, który reklamuje się jako 'house to 18 miles of books'. Początkowo byłam dość sceptycznie do tego nastawiona, ale gdy weszliśmy do środka, to zaniemówiłam na widok uginających się od książek regałów aż po sam sufit, które zajmowały aż 3 piętra.
 |
Podoba mi się to zdjęcie.
Widok na Dolny Manhattan ze Starbucks'a w Jersey City. |
 |
| 9/11 Memorial - Jersey City |
 |
| Osławione drapacze chmur Dolnego Manhattanu |
 |
Promenada - Jersey City
w drodze na prom |
 |
bilecik jest? Jest! Czas odpływać :-)
W związku z pracami budowlanymi na 'Path' bilet na prom jest o połowe tańszy |
 |
| odpływamy! |
 |
| The Battery Park |
 |
| Oh, chill out! |
 |
| Troszkę kolorów nikomu jeszcze nie zaszkodziło :-) |
 |
Bikeway, walkway - szkoda, że u nas nazywa się to po prostu chodnikiem,
gdzie każdy walczy z każdym o przejście hihi. |
 |
lunch time! Niech was nie zwiedzie opakowanie z Maca,
bo w środku miałam tylko sałatkę za $1.50 :D |
 |
Irish Memorial - odtworzenie 'wioski' irlandzkiej
w celu oddania hołdu ofiarom Potato Famine w XIX wieku. |
 |
| World Finance Center |
 |
pieseły *.*
Ten po lewej kogoś mi przypomina ... |
 |
premiera już tuż-tuż!
A dopiero co nie mogłam się doczekać premiery marcowej lol |
 |
Jakie to smutne widzieć tyle książek ...
człowiek sobie uzmysławia, że życia mu nie starczy,
aby przeczytać choćby 10% ze zbiorów Strand'a. |
Kolejną atrakcją dnia był boat cruise, który był organizowany przez Cultural Care. Dotarliśmy z A. i jego kolegą na przystań, gdzie czekała zacumowana łódź. Następnie odebraliśmy bilety, trochę poczekaliśmy i jazda :-) Drugi rejs tego dnia zaliczony!
Cała zabawa skończyła się około 22. Wraz z dziewczynami - Anną, Domi i Nadią ruszyłyśmy w stronę Time Square, w pobliżu którego się rozdzieliłyśmy - D. i N. wróciły autem do CT, a Anna pociągiem do NJ. A ja wsiadłam w metro na ... BRONX!
 |
| z Anną |
 |
| z Nadią i Domi |
 |
| jak pięknie ... |
 |
| WTC |
No to kolejny przystanek - Bronx, a dokładnie
Jackson Avenue (taka ciekawostka: gdy wpisałam to w google, to pierwszą sugestią było 'Jackson avenue shooting' lol), gdzie miałam spędzić kolejną noc. Początkowo miałam wrócić do domu, ale w związku z tym, że udało się załatwić bilety na Jankesów w bardzo okazyjnej cenie w niedzielę, to doszłam do wniosku, iż warto pokombinować by móc spędzić pełne dwa dni w NYC.
Będąc na Bronxie, po raz kolejny przetestowałam na własnej skórze prawdziwość stereotypów o USA. Ujmę to w ten sposób - Bronx najbezpieczniejszym miejscem nie jest, ale widok ogromnych blokowisk nie wywował dreszczy, a obskurne windy przywołały wiele śmiesznych wspomnień. Innymi słowy, przyznaję, że mieszanka kulturowa jest wręcz przytłaczająca i trzeba uważać w którą uliczkę się wchodzi, ale z drugiej strony - bardziej bałam się chodzić po Nikiszowcu (dzielnica Katowic), czy po pewnych dzielnicach Bytomia ciemną nocą niż po Bronxie.
A tu mały śmieszek, który znalazłam w internetach:
- W Bytomiu nieciekawie jest przy Dworcowej. Strach tam wchodzić. Żebractwo, Romowie, przeróżne rzezimiechy.
- Katowice Szopienice. Dzielnica przy torach kolejowych. Rozpadające się familoki. Dzieciaki zbierają węgiel, a starsi po prostu kradną, wysypując go z wagonów na tory - opisuje śląską rzeczywistość Jarek. - Wszędzie można dostać w łeb. Im starszy familok, tym gorzej. Najlepiej po prostu nie wychodzić po zmroku i nie włóczyć się po podejrzanych miejscach - podsumowuje krótko rozważania poprzedników Bartosz, mieszkaniec Katowic.
Let's go Yankees!
Wszystko przebiegło bez problemu, a niedziela przywitała nas przepiękną pogodą. Wyszliśmy z domu około 8 i zrobiliśmy sobie spacer pod stadion. Zahaczyliśmy również o
Crown Diner, gdzie spałaszowałam jedne z lepszych pancakesów ever :-)
Zrobiliśmy kilka rundek dookoła stadionu (no bo w końcu chciałam wszystko zobaczyć) i po 12 weszliśmy do środka.... O matko, spełnienie najskrytszych marzeń! Atmosfera fantastyczna, ceny hot-dogów kosmiczne i szansa na złapanie piłeczki baseball'owej w trakcie treningu. Nie powiem, bo sama gra nie porwała mnie za bardzo, ale to przez to, że nadal jeszcze nie rozmkniam do końca zasad :P
 |
| widok na Bronx z okna mojego tymczasowego pokoju |
 |
| stacja metra (pierwsza nadziemna w tej części NYC) |
 |
| ciekawostka: McDonald ogranicza się tutaj tylko do OKIENKA otwartego 24/7 |
 |
| omnomonomom |
 |
| no nareszcie, jesteśmy u celu! |
 |
w praktyce doszło do błędu systemu i dostaliśmy te bilety za 4 dolary
(na 2 mecze :D) |
 |
| pod ścianką dla Babe Ruth |
 |
| o rany, za to kocham NYC |
 |
| rzucili się jak na mięsoooo |
 |
te kalorie trochę dają do myślenia, co?
poproszę wodę! |
 |
| z Adrianem |
 |
na stadionie nie da się nudzić.
Jeśli ktoś potrzebuje odpocząć od facetów wymachujących kijem, rzucających piłkami
i biegającymi od bazy do bazy -
można wejść do muzeum, czy po prostu pochodzić po sklepach wewnątrz stadionu. |
W drodze na Penn Station zahaczyłam również o bibliotekę, do czego zabierałam się już od ponad 4 miesięcy. Urzekł mnie Bryan Park, który stanowi pewnego rodzaju zaproszenie by swoje kroki skierować ku bibliotecę.
 |
| Bryan Park |
 |
| Britannica i tak będzie zawsze kojarzyć mi się z moim pierwszym rokiem studiów :P |
Tyle o weekendzie.
Ten tydzień był niesamowicie pokręcony. Bardzo dużo na głowie, hości w rozjazdach, a moja mała skończyła fizjoterapię (miała problemy ze stopą) i z sufitu uznała, że ma złamaną rękę i trzeba było z nią jechać do lekarza... Oczywiście, ręka nie jest złamana, a lekarz uznał, że ma bóle związane ze wzrostem i zalecił odpoczynek, włożył jej to w specjalną opaskę i zalecił fizjoterapię. SPOKO.
Przeżyłam trzy
bedtime, które przebiegły praktycznie bezproblemowo. Miały być tylko dwa, ale hostce odwołali lot z Chicago i musiałam położyć dzieciaki do łóżek jeszcze ten jeden raz. Aczkolwiek, przyznaję, że im dłużej tutaj jestem, tym łatwiej mi to przychodzi i widzę, że nawet w obliczu spraw, z którymi nie radziłam sobie kilka miesięcy temu (chociażby z kłótniami rodzeństwa), to są one teraz na porządku dziennym i nie obawiam się stawieniu im czoła. Kochane au pairki, wszystkie nas to czeka - można to nazwać po prostu
przystosowaniem się i nauką na własnych błędach :-)
Następnie wizyta u dentysty (na szczęście nie moja), aerobik z 70letnimi babciami, które były bardziej energiczne niż ja, open house na siłowni, ekstremy pogodowe i za pan brat z Paris, która po prawie 5 miesiącach wspólnego bytowania oficjalnie skradła moje serce pod nieobecność hostki i przespała w moim łóżku ostatnie dwie noce (oops).
Dzisiaj piątek, godzina 15.45 - weekend'u początek! I to nie byle jakiego weekendu, bo jako, że w poniedziałe jest
Memorial Day, udało mi się dostać 3.5 dniowy weekend - połowa piątku aż do poniedziałku. Oczywiście, nie mogłam przepuścić takiej okazji i ... zakupiłam bilety do Filadelfii za całe $14 w obie strony :-)
Wyjazd dopiero jutro w godzinach popołudniowych, więc pierwszy raz od łohohohoho tygodni mam domek tylko dla siebie i zamierzam się porządnie wyczilować oraz nadrobić wszystkie zaległości mejlowo-blogowo-fejsbukowe :-)
Buziaki,
Marta
PS. Przyszły tydzień zapowiada się już spokojniej, więc mam nadzieję, że uda mi się coś napisać na temat moich relacji z host rodzinką, o co niedawno zostałam zapytana :-)
Widzę, że przepis z mojewypieki.com :D też piekłam kiedyś to ciasto, nawet smaczne było :)
OdpowiedzUsuńZa pierwszym razem zamiast przeczytać antykwariat przeczytałam AKWARIUM XD czytając zdanie do końca stwierdziłam, że coś nie halo i przeczytałam jeszcze raz :D
Katowickie patologie to katowickie patologie, tego nie trzeba komentować... to mówi samo za siebie...
Pozdrowienia z upalnych Kato :D
O matko, az slinka leci, jak sie oglada te zdjecia... W ogole super foty! Lubie patrzec, jak ludzie sa tak usmiechnieci :))
OdpowiedzUsuńO jaaaa,ale bosko ! :)
OdpowiedzUsuńJak zwykle genialna foto relacja :)
OdpowiedzUsuńPodoba mi się, że obok wieżowców, miasta i tego wszystkiego znajdują się parki oraz miejsca gdzie można trochę odetchnąć..super :)
Patrząc na to, jak ciekawe masz życie- wszystko we mnie krzyczy: JA TEŻ CHCĘ :)
OdpowiedzUsuńWidoki są cudowne ! Aż zazdrość mnie zżera :D
OdpowiedzUsuńhttp://aroundblondie.blogspot.com/
wspanialeee <3
OdpowiedzUsuń