Pewien prominentny polityk, filozof i naukowiec z Bostonu, który większość swojego życia spędził w Filadelfii, z którą jest utożsamiany -
Benjamin Frankin zwykł kłaść się bardzo wcześnie spać i wstawał już o świcie, twierdząc, że tylko w ten sposób można w pełni skorzystać z dnia ('
early to bed and early to rise makes a man healthy wealthy and wise'). O ironio, Filadelfia jest miastem, które należy kosztować po kawałku i o różnych porach dnia oraz nocy by w pełni móc zrozumieć niezwykłość tego miejsca.
Ja swoją przygodę zaczęłam w godzinach wieczornych w sobotę, gdy mój host - Scott odebrał mnie z JFK station przy 30th St, skąd skierowaliśmy się na Market Street, która doprowadziła nas prosto do
Ratusza (City Hall), który od jakiegoś czasu jest remontowany i tym samym niemożliwe byłoby zobaczenia budynku od wewnątrz. Przeszliśmy się pod
Świątynie Masońską (Masonic Temple), która niestety również była zamknięta. Stamtąd skierowaliśmy się na jedną z najbardziej znanych atrakcji Filadelfii, czyli
'Schody Rockiego' (Rocky Steps), czyli schody
Muzuem Sztuki (Museum of Art), które stanowią wisienkę na torcie alejki, znanej jako
The Benjamin Franklin Parkway, przyozdobionej flagami państw z całego świata. Niestety, nie udało mi się znaleźć polskiej flagi - teraz pytanie, czy nas pominęli, czy może umieścili pod nazwą 'Republic of Poland'. Idąc malowniczą alejką można podziwiać monumentalne budynki
Biblioteki (Free Library of Philadelphia), Instytutu Franklina (Franklin Institute), czy
Rodin Museum... nie wspominając już o zachłyśnięciu się pięknem fontanny na
Logan Square.
Osobiście 'Rocky Steps' były dla mnie bardzo ważnym miejscem, do którego obiecałam sobie dotrzeć jeszcze przed przyjazdem do Stanów. Jako wielka fanka filmów Rockiego (bardziej sentymentalnie niż w kwestii dobrego gustu) schody te stanowiły dla mnie pewien symbol 'yes, udało mi się dotrzeć do Stanów. Wbiegnę na schody i mogę spokojnie uznać, że zrealizowałam swoje marzenie'.
Jednakże, gdy wbiegłam na te słynne schody wraz z całym tłumem Japończyków/Chińczyków (nadal mam problem w ich rozróżnieniu), uznałam, że fajnie-fajnie, ale nie był to zbyt wzniosły moment :-)
Następnie udaliśmy się na bardzo długi spacer przez
Fairmount Ave, gdzie znajduje się więzienie, gdzie trzymano najniebezpieczniejszych więźniów -
Eastern State Penitentiary. Pochodziliśmy jeszcze po okolicy, a następnie wzięliśmy
trolley (coś a'la tramwaj) do
University City District (po drugiej stronie
Schuylkill River), gdzie znajduje się dom Scott'a. Mimo późnej pory postanowiliśmy, że po krótkiej przerwie, udamy się jeszcze na spacer do
Dock Street - fenomenalnego browaru i restauracji, gdzie spróbowałam
Dock Street Amber Ale "[...] brewed with American Cascade hops and two row imported pale and caramel malts and then dry hopped. Our traditional brewing process gives this beer its subtle, complex and fruity character and its distinctive hop "nose.", które bardzo mi zasmakowało.
W ten oto sposób zakończył się dzień pierwszy zwiedzenia.
 |
| City Hall |
 |
Po Filadelfii rozsiane są rózne dziwne rzeźby, które spełniają dość osobliwe funkcje. Ten oto samolot jest ... szklarnią. |
 |
| Love Park |
 |
| no i mamy polski elemnt |
 |
| Logan Square |
 |
| Free Library of Philadelphia |
 |
| Franklin Institute |
 |
| no siemanderko |
 |
| I made it up to the top! |
 |
dawna elektrownia wodna. Obecnie miejsce ślubów ... |
 |
| więzienie na Fairmount Ave |
 |
| Streets of Philadelphia ... |
 |
no i przybył nasz środek transportu (przejazd w granicach 2.75 lub jeden token) |
Niedziela: Budzik zadzwonił już przed 7, a promienie słoneczne nie pozwoliły mi już oddać się błogiemu lenistwu, przypominając, że przede mną cały dzień zwiedzenia. Dzień ten zaczęłam od zaserwowanej świeżo mielonej kawy oraz pancaksów z borówkami, które przygotował Scott. Po tak solidnym śniadaniu obrałam kurs na stację metra przy 40th Street, a stamtąd już tylko 10 min dzieliło mnie od
Starego Miasta (the Old City). Pierwszym punktem na mapie był
Visitor Center, gdzie trzeba było wystać w kolejce w celu uzyskania biletów do
Independence Hall. Bilety są darmowe, ale w związku, że przypisywanie są na określoną godzinę zwiedzenia - trzeba swoje wystać w kolejce. Na moim bilecie widniała godzina 10.15, a do security check miałam udać 30 min wcześniej. Innymi słowy, miałam do wykorzystania ponad 45min i postanowiłam, że zacznę od obejrzenia sławnego
Liberty Bell.
Następnie udałam się do Independence Hall, gdzie została podpisana Deklaracja Niepodległości, ale i tam czekała długa kolejka. W kolejce tej zagadała mnie pewna starsza pani, która podzieliła się ze mną swoją historią i przedstawiła mnie swojej rodzinie. Okazało się, że mają sporo wspólnego z polskimi ziemiami, a sami zaprosili mnie do Dallas jak tylko będę miała ochotę przyjechać. Yaaay, za to kocham podróżowanie w pojedynkę - jest się od razu otwartym na drugiego człowieka.
Wizyta w Independence Hall była bardzo ciekawa i przyznam szczerze, że jeszcze tak entuzjastycznego przewodnika w życiu nie widziałam. Dowiedziałam się kilku ciekawych rzeczy i ukontentowana opuściłam budynek, udając się do
Second Bank of US, gdzie można obejrzeć portrety najsłynniejszych osobistości XVIII i XIX wieku. Zafundowałam sobie mały spacer przez całe Stare Miasto, czyli zobaczyłam wszystko od
Christ Church, gdzie Benjamin Franklin i cała śmietanka towarzystka przychodziła na msze, aż po
Elfreth's Alley, co przywołało na myśl kamienice w Kopenhadze ...
Na lunch próbowałam zakupić sławny cheesesteak w
Reading Terminal, ale niestety większość miejsc z tymże 'specjałem' otwierała się dopiero w godzinach popołudniowych, więc zdecydowałam się na 'tradycyjny' makaron oraz przepyszne lody.
Ogromnym zbiegiem okoliczności okazało się, że Anna (Włoszka) przyjechała do Filadelfii ze swoim tatą, któremu udało się kupić bilet do Stanów za całe 150 dolarów (!) w dwie strony. Zaprosili mnie na wspólną wycieczkę do
Lancaster i jako, że większość Starego Miasta udało mi się zobaczyć - od razu przystałam na tę propozycję.
Po powrocie udaliśmy się do
Tony Luke's, gdzie serwowane są NAJLEPSZE
cheesesteaki i po takiej kolacji ruszyliśmy do Śródmieścia, gdzie czekał na nas Scott. Zaczęlismy od degustacji tradycyjnego piwa z Filadelfii - Flamish Ale w miejscówce znanej jako
Monk's. Potem króciutki spacer do
Rittenhouse Square, gdzie mogliśmy zachłysnąć się sztuką artystów ulicznych - od tancerzy po malarzy. Uznaliśmy, że dobrym pomysłem byłoby zafundowanie sobie małego 'pub hopping' jako, że Filadelfia słynie z licznych 'tradycyjnych' miejscówek. Wybór padł na
English Pub (o ironio) oraz
Speak Easy, który ma bardzo ciekawą historię. Otóż, w czasach, gdy sprzedaż alkoholu w Stanach była nielegalna, miejsce to funkcjonowało pod przykrywką przedsiębiorstwa zajmującego się finansami. Obecnie jest to jedno z bardziej 'hipsterskich' miejscówek, które jednak należy jak najbardziej odwiedzić.
Po tym króciutkim pub hopping przeszliśmy się przez
University District aż do domu.
 |
| no i takie śniadanko to ja rozumiem! |
 |
| sławny Liberty Bell |
 |
| i jeszcze bardziej osławione kolejki turystów ... |
 |
| w tle Independence Hall |
 |
| miejsce podpisania Deklaracji |
 |
| Penn's Landing |
 |
| Franklin Court (dom B.Franklina) |
 |
once upon a nation - cudowna sprawa. Kilkanaście specjalnie oznaczonych miejsc, gdzie opowiadane są historie o Filadelfii. Za każdą historię otrzymuje się 'gwiazdkę' i gdy zbierze się wszystkie, to można sobie zafundować darmowe atrakcje w mieście :-) |
 |
| Elfreth's Alley |
 |
| grób Benjamina Franklina |
 |
| Reading Terminal |
 |
| no to w drogę! |
 |
| Lancaster county (polskie widoki, prawda?) |
 |
| najlepsze cheesesteaks świata!!! |
 |
| Polish-Italian friendships last forever! |
 |
| let the pub hopping begin |
 |
| ze Scottem i Anną |
Poniedziałek: Budzik zadzwonił troszkę później i w okolicach 8.30 wybraliśmy się na brunch do miejsca, które w przeszłości funkcjonowało jako bractwo studenckie, a obecnie serwuje najlepszą jajecznicę w Filadelfii :-) Potem troszkę pospacerowaliśmy, przeszliśmy się przez
Schuylkill River Park i pożegnaliśmy się ze Scottem - on poszedł do pracy, a ja na autobus, który zabrał mnie prostu do Newark, a stamtąd kolejnym autobusem dotarłam do domku. Podsumowując, bardzo intensywny i ciekawy weekend. Filadelfia zaliczona :-)
 |
| okolica, w jakiej dane było mi pomieszkiwać. |
 |
| pyyyycha! |
 |
| bractwa studenckie |
 |
| dworzec |
 |
| czas wracać do domu! |
 |
| bye bye Philadelphia! |
Ten tydzień zapowiada się dość dobrze. W porównaniu do zeszłego tygodnia, gdy ledwo mogłam znaleźć czas dla siebie, to kolejne tygodnie zamierzam poświęcić na powrót do treningów jako, że za miesiąc szykuje się kolejna mała impreza biegowa, juhu! :-)
Buziaki,
Marta
Nie bede czytac Twojego bloga kiedy jestem glodna ! To zawsze grozi skretem zoladka ! Tak jak teraz, obudzilam sie, weszlam tu i co, i jestem glodna :D nieladnie nieladnie :D a zdjecia boooooskie i masz suuuuuper nogi!! :D usciski z Norwegii :* a ja wlasnie wybieram sie w podroz do ... Kuchni :D
OdpowiedzUsuńokej, nastepny post zrobię o przetworzonym jedzeniu, od którego półki sklepowe się wręcz uginają haha.
Usuńhaha, z tymi nogami to jeszcze dłuuuuga droga przede mną :D
udanej podróży do kuchni :)))
a myślałam, że tylko ja musiałam w trakcie pójść po coś do jedzenia ;)
UsuńDokładnie! Ja też nie będe czytać jak jestem glodna ;c
OdpowiedzUsuńTeraz już muszę iść zrobić sobie śniadanie xd
Widoki świetne !:D
http://aroundblondie.blogspot.com/
haha, smacznego!
UsuńFantastyczna Filadelfia. Sama nie mogę się doczekać aż tam w końcu będę mogła pojechać. W ogóle bardzo fajnie piszesz o tych swoich wypadach, więc niecierpliwie czekam na kolejny. Jak tam treningi z HM? Biegniecie w końcu razem? A i jestem w trakcie rozmów z rodziną (do której jestem już prawie przekonana), która mieszka w Summit czyli zaraz obok Chatham!
OdpowiedzUsuńtreningi z HM? huehue :D Może zacznę z nią trenować dopiero przed samym pół-maratonem w sierpniu lub na początku września :P
UsuńA tak całkiem serio, to ja lubię mieć chwilę dla siebie podczas biegania, bo mam możliwość ogarnięcia się myślowo. Takaż to ze mnie indywidualistka :-)
O JEZU! Poważnie? Fantastycznie! Napisz mi proszę wiadomość i opowiedz mi co nieco o tej rodzince!
U made my day!
Nie no rozumiem, musi to być fajna sprawa. Może w końcu też się zmobilizuję i ruszę tyłek sprzed komputera (jak zacznę biegać to nikogo już chyba nigdy niczym nie zdziwię). Wiadomość napisana na fejsie :)
UsuńNawiązując do początkowych słów, skojarzyło mi się to z porannym wstawaniem, które jest tak propagowane wśród blogów o rozwoju osobistym i sukcesie. Sam już nie wiem, ale wydaje mi się, że życie nie polega na rutynowym wstawaniu o tej samej porze dnia, by cały czas robić to samo. Być może się mylę, ale tyle na ten temat ostatnio publikacji, wpisów i informacji, że totalnie straciłem punkt odniesienia :)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam serdecznie
Całkowicie się z Tobą zgadzam. Której książki o pozytywnym myśleniu/motywacji itp otworzę, to zawsze przewija się temat porannego wstawania i związane z nim korzyści.
UsuńMuszę przyznać, że przestawiłam swój organizm w przeciągu ostatnim kilku miesięcy i po prostu nie potrafię dłużej spać niż do 7 :D Nawet w weekendy wstaję przed 7 i tym samym mam dłuższy dzień.
Jednak wydaje mi się, że każdy ma swój system w jaki organizuje sobie dzień i na chwilę obecną wstawanie o 5.55 pon-pt jest musem, ale chyba na dobre zakochałam się w rześkich porankach z kubkiem pachnącego cappuccino :-)
Możesz jakoś ogólnie podsumować swoje wrażenia po tym weekendzie o Philly? Będę niedługo mieszkać niedaleko i jestem arcyciekawa opinii innych na temat tego miasta, zanim sama tam trafię :)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam!
Ale czadowo! Gdzie będziesz mieszkać?
UsuńUjmę to w ten sposób. Filadelfia bardzo mi się podobała, bo bardzo dużo udało mi się zobaczyć i poznać to miasto od strony 'lokalnej'. Jednak, Filadelfia jest pełna turystów i chyba to mnie trochę drażniło ...
Niby NYC też jest miastem turystycznym, ale to zupełnie inny świat. Moim faworytem pozostaje Nowy Jork :)
Masz szczęscie, że zajrzałam tu już jedząc :D
OdpowiedzUsuńJestem już tyle czasu w US, a w Philly jeszczed mnie nie było :<
Fajnie by było się umówić na kawkę w NYC :D
a co jadłaś? :D
OdpowiedzUsuńJasne! Przez kolejne 2 weekendy raczej pracuję, ale prawdopodobnie za 3 tyg będę w NYC!!!