piątek, 30 maja 2014

Bagels, diners and coffees* - food (1)

W piątek nie da się być negatywnie nastawionym do życia, zwłaszcza, że pogoda dopisuje, ptaszki śpiewają, a uśmiech automatycznie pojawia się na twarzy. Pomimo tego, że jutro pracuję od godziny 18, to w żadnym stopniu mnie to nie martwi, bo nie pamiętam, kiedy ostatni raz pracowałam w weekend, a po drugie - będę mieć cały dzień dla siebie, więc - skupiamy się na pozytywach.  Będąc w tak dobrych humorkach, doszłam do wniosku, że zaczynając temat jedzenia w Stanach, powinnam się początkowo skupić na tym, co jest jak najbardziej na plus i z czym będzie mi się bardzo trudno rozstać. Porzućmy na razie wyobrażenie amerykańskiego jedzenia jako tego nafaszerowanego hormonami, z toną cukru oraz serwowanego w gigantycznych ilością...to już innym razem przedyskutujemy :-)

Bagels 
Pomimo tego, że nie jestem zbyt wybredna w kwestii jedzenia, to nie jestem w stanie znieść amerykańskiego 'chleba' (a raczej coś, co przypomina chleb tostowy i napompowane jest powietrzem, wszelkimi E150 i bóg wie jakimi paskudztwami), to jestem całkowicie zakochana w bajglach. Cóż to takiego? Już tłumaczę.
Bajgle można porównać do krakowskich obwarzanków, od których oryginalnie się wywodzą. Jednak, przez kilka stuleci rozpowszechniły się w Europie, przybierając różne nazwy oraz modyfikacje. Do Nowego Świata dotarły dzięki polsko-żydowskim imigrantom, którzy traktowali bajgle jako produkt koszerny. Jednakże, w Stanach bajgle przybrały trochę nową formę i na wschodnim wybrzeżu (głównie w NY i NJ) opanowano sztukę tworzenia tych produktów do perfekcji.

"It was actually invented much earlier in Kraków, Poland, as a competitor to the obwarzanek, a lean bread of wheat flour designed for Lent. [...] In the 16th and first half of the 17th centuries, the bajgiel became a staple of the Polish national diet and a staple of the Slavic diet generally"

Bajgle są produktami mącznymi, które najpierw się wrzuca do wrzącej wody (by trochę nasiąkły oraz zachowały kształt podczas pieczenia), a następnie wkłada do piekarnika. Można przebierać w różnych rodzajach bajgli: od zwykłych, przez pełnoziarniste, z solą, czy sezamem, a kończąc na pysznych cynamonowych z rodzinkami. Najczęściej serwowane są z kremowym serkiem, ale tak naprawdę można je zjeść z czym się tylko chce.


Dlaczego moje życie już nigdy nie będzie takie samo po zjedzeniu swojego pierwszego bajgla?
Po pierwsze, chodzi tutaj również o atmosferę w jakiej sprzedawane są te bajgle. Mieszkam w małym miasteczku i gdy raz w tygodniu pojawiam się w uroczym sklepiku (Noah's bagles), pełnym zapachów, gwaru i ludzi, którzy dyskutują na temat kolejnych dziur w drodze na Main Street, jedząc przy tym przepysznego bajgla i popijając pachnącą kawą ... Człowiek automatycznie budzi się do życia :-)
Po drugie, bajgle mają bardzo wyrazisty smak i posiadają wszystko, co potrzebne jest na pełnowartościowe śniadanie/sycący lunch. Spokojnie raz na tydzien mozna sobie pozwolić na taką małą przyjemnośc :-)



moje ulubione - pełnoziarnisty bajgel z kremowym serkiem + warzywa

the best bagle place - Noah's bagles mmmm :-)

każdy znajdzie coś dla siebie u Noah's

Strip mall na Main Street, gdzie zaopatrujemy się w bajgle


Diners
Chyba każdy widział choć raz w życiu film produkcji amerykańskiej, gdzie główni bohaterowie dyskutują nad jakąś ważną sprawą przy filiżance kawy, gdy ubrana na różowo kelnerka wyciąga notes i skrzętnie zapisuje, czy zaserwowane jajka mają być sadzone, czy podane w innej postaci. Wszystko to odbywa się gdzieś na pustkowiu, zaraz przy autostradzie, a miejsce samo w sobie jest tak zatłoczone i pełne jakieś niesamowitej energii, którą nawet trudno opisać.
Jesteśmy w diner.
Jednakże, niekoniecznie musimy wybrać się na jakieś pustkowie by w takowej coś zjeść. Jest wiele miejsc typu diner nawet w centrach miast. Co mi się najbardziej w nich podoba? Że są otwarte 24/7 i można tam zjeść wszystko - od pancaksów na śniadanie po fish&chips na obiad. Wszystko to przy filiżance kawy, która magicznym sposobem jest zawsze pełna, dzięki wysiłkom kelnerki, która skrzętnie dolewa czarny eliksir do środka.
Pamiętać należy, że w związku z tym, że są to Stany - porcje są ogromne. Nie będę się na ten temat rozpisywać, bo to już temat na zupełnie innego posta. Dodam tylko, że zamawiając cokolwiek - najlepiej założyć, że będzie to 3 razy takie jak sobie wyobrażamy i że połowę po prostu weźmiemy ze sobą do domu.

pół żartem, pół serio - kadr z Bones,
gdzie Royal Diner odgrywa znaczące miejsce
spotkań dla ekipy z Jeffersonian :-)
smacznego!


Coffee
Pamiętam mój wyjazd do Warszawy kilka lat wstecz, gdy Starbucks dopiero wkraczał na nasz polski rynek. Oczywiście, wtedy każdy był mega wielkim hipsterem jeśli zafundował sobie latte (zamawiając nie 'małe', a 'grande') na Nowym Świecie w tejże miejscówce. W Stanach Starbucks jest bezsprzecznie najbardziej popularnym coffee shop i nie jest to absolutnie niczym hipsterskim by właśnie tam kupić sobie kawę. Ba, hipsterskie by było, gdyby ktoś uznał, że chce się spotkać na kawę w zupełnie innym miejscu ...
Co ciekawe ... Praktycznie w każdym Starbucksie, w którym dane było mi być (czy to NJ, czy NY) zawsze znajduja się informacja na temat kalorii w określonym drinku. Nie powiem - działa to trzeźwiąco, bo w PL jak już sobie pozwalałam na kawę ze Starbucksa, to brałam zawsze jakąś bombę kaloryczną. W momencie, gdy moim oczom ukazało się '320 kcal' w małym napoju, to od razu zakochałam się w skinny vanilla latte, której jestem najbardziej lojalna :-)
Ponadto, ceny są bardzo porównywalne do tych w Polsce. Kawę można kupić już od $ 2 (zwykła czarna) do $ 4.50 za najdroższą opcję. Oczywiście, ceny się różnią w zależności od stanu itp, więc na pewno zdarzyło się tak, że ktoś wyrwał coś droższego :>
Dlaczego mi to się to podoba?
Mimo tego, że nie lubiłam Starbucksa w PL za to, że był właśnie taki hipsterski i aż mnie mdliło na widok gimbazy z brązowymi od użytku papierowymi kubkami z logo Starbucksa... to w Stanach jest to po prostu coffee shop i to mi się podoba. A skinny vanilla latte jest serio dobra :)






Taki króciutki post, w sumie o czymś i o niczym. Mam nadzieję, że zafundowaliście sobie smaka i teraz zmierzacie do lodówki po coś dobrego :-)
Ja mam jeszcze całą dniówkę przed sobą, ale jest jak najbardziej pozytywnie. Jutro w końcu pójdę sobie pobiegać, bo przez ostatnie kilka dni tyle się działo (cholera, znowu :P), że nie miałam zbytnio możliwości pobiegać...

Miłego weekendu,
Marta

*ukończywszy studia językowe, zastosowałam celowo liczbę mnogą w odniesieniu do kawy, która jako płyn jest niepoliczalna, odwołując się do znacznej ilości filiżanek kawy. Tak więc, 'błąd' jest zamierzony :-)

**w dzisiejszej notce większość zdjęć pochodzi z Internetów - nie są mojego autorstwa!

6 komentarzy:

  1. Mi się marzy śniadanko w takim dinner! Miłego weekendu :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja bym własnie zjadła w takiej knajpce pancakesy z owocami,mniaam ! + coraz mniej hipsterów w Starbucks'ie,ale zależy od dnia :D
    Pozdrawiam :) !
    www.a-real-dreamer.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. Bajgle! Widzisz, kolejny powód, żeby wybrać Kraków. Ostatnio zastanawiałam się, czego będzie mi brakować jak się stąd wyprowadzę i precle były jedną z rzeczy na głównej liście.Po drugie Bones! Jeszcze jak mieszkałam w domu to było naszą cotygodniową tradycją, że oglądałyśmy serial razem (oczywiście moja mama bardziej niż wątkami kryminalnymi była zainteresowana wątkiem romansowym). W Gdańsku mamy jeden amerykański diner, niestety tylko z wyglądu. Nie ma endless refill ani pani w różowym fartuszku. Ale szczypta amerykańskości zawsze się znajdzie. A kawa? Niestety uwielbiam, życie bez kawy to nie życie. Pewnie mocno zaprzyjaźnię się ze Starbucksem jak już będę na miejscu. I pewnie przewidziałaś myśli każdego - własnie idę po śniadanie, bo czytanie tego posta na pusty żołądek nie było najlepszym pomysłem. Czekam na kolejne rozważania dotyczące jedzenia! Udanego weekendu! :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Jeśli chodzi o jedzenie to USA za każdym razem zaskakuje mnie swoją pomysłowością oraz rozmachem z jakim podchodzi się tam do kwestii jedzenia :) :)

    OdpowiedzUsuń
  5. śniadanko w diner pewnie fajna sprawa! zamierzam wypróbować tych wszystkich (nie)pyszności, które USA oferuje :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Jestem na reżimowej diecie (wakacje w Californii tuż tuż), a ty mi o ukochanych bajglach (:
    To naprawdę jest rzecz, za którą będę tęsknić w Stanach najbardziej, a małe sklepiki, gdzie bagels można kupić są naprawdę urocze, zgadzam się w 100%!!!

    OdpowiedzUsuń