Pysiaki,
dotarłam cała i zdrowa do domu.
Jeden odwołany lot. Kilka płatków śniegu. Jedna łza. Przepiękny Nowy Jork wieczorową porą. Lekkie wzruszenie. 275ml czerwonego wina. Business klasa w World Travel. Szoku kulturowego brak. Jedna nostalgiczna Warszawa.
A w Polszy moja Kasiarzyna zrobiła mi wielką niespodziankę i odebrała mnie z lotniska, gdzie dotarli nawet moi rodzice z psem (!).
Teraz WIELKIE sprzątanie. Selekcja rzeczy. Nadrabianie zaległości z rodzicami (i pieskiem). Spotkania z ludźmi, za którymi tęskniłam szalenie.
A jutro planuję wielki powrót do biegania (po 4 tyg życia na walizkach).
Mam Wam TYYYYLE do opowiedzenia - travel month, małe podsumowanie całego roku, ostatnie dni w NJ.
Ale proszę wytrzymajcie jeszcze trochę, bo mam wrażenie, że czas przecieka mi przez palce, a potrzebuję go troszkę by uporządkować kilka spraw. Potem do Was wracam. Z pięknymi zdjęciami i szalonymi historiami. Obiecuję.
Love,
M.

Witamy w Polsce!!!
OdpowiedzUsuńI czekamy na posty z ostatniego miesiąca :)
Czekam !!! :)
OdpowiedzUsuńI w końcu powrót :) Trzymam kciuki za bieganie :)
OdpowiedzUsuńWitaj z powrotem na śląskiej ziemi! :D Z niecierpliwością czekam na zdjęcia i wszelakie historie :)
OdpowiedzUsuńNO to witaj w domu! :)
OdpowiedzUsuńCzekamy na wpisy z niecierpliwością :)
Witaj ❤ Kiedy na poczcie cisza, przynajmniej tutaj widzę i czytam, że dotarłaś cała i zdrowa :3 Czekam z cierpliwością na maila, oczywiście, jak się za a klimatu żyjesz tutaj (: Z przytulasem, K.
OdpowiedzUsuń