Pierwsze wrażenia? Mega pozytywne!
Początkowo myślałam, że rodzinka będzie sztywna i bardzo zdyscyplinowana na podstawie tego, co przeczytałam w aplikacji. W dodatku jak zaznaczyli to nieszczęsne NEAT to już w ogóle czułam się jak brudas i zastanawiałam w co mam się ubrać na pierwszą rozmowę. Ło matko, ile ja nad tym myślałam ... i jak zwykle okazało się, że człowiekowi się dużo rzeczy wydaje, a w rzeczywistości jest całkiem inaczej.
Rozmawiałam głównie z host mamą, która usiadła przy kompie z kubkiem (jak się potem okazało - kawy; wiem wiem - bardzo ważny detal), w szortach i w najzwyklejszej w świecie bluzce, a za nią walały się pudła na podłodze, a na biurku masa papierów. Myślę sobie: ufff, jeżeli tak rozumieją swój dom jako "extremely neat" to nie jest tak źle :D
Zaczęło się od zwyczajnej gadki-szmatki o wakacjach, pogodzie itp. Potem wypytałam się o dzieciaczki, do jakiej chodzą szkoły itd.
Host mama uprzedziła mnie w moich pytaniach (miałam wątpliwości związane z byciem kolejną au pair) i powiedziała, że każda au pair jest dla nich zupełnie inna i wyjątkowa, a poza tym większość z nich do nich wraca na wakacje lub po prostu w odwiedziny :-) HM uprzedziła mnie również, że większość programów w "koledżach" nie jest tak różowa (o ironio) jak to jest zaprezentowane przez CC. Jednakże, to co ja bym chciała kontynuować jest generalnie dostępniejsze i nie powinno być większych problemów.
Poznałam również dzieciaczki - na szybko Mx, który oderwał się od minecraft'a na chwilę by móc się przywitać, Md, która próbowała mi pokazać, że ma taaaaaaką malutką rybkę oraz host tatę. W małej się totalnie zakochałam - uwielbia muzykę, książki i namiętnie gra w piłkę nożną :O Co do "małego" Mx też mam pozytywne wrażenia, ale za dużo nie pogadaliśmy mimo wszystko :D
Podsumowując - nie spodziewałam się, że moja pierwsza rozmowa na skype z rodzinką będzie przebiegać w tak luźnej atmosferze. Ja się śmiałam, HM się śmiała, ale z drugiej strony każda ze stron miała szansę zadać pytania dot. trapiących kwestii. HM obiecała, że wyślę mi e-mail'a z generalnymi zasadami panującymi w domu oraz przekaże dane kontaktowe swojej au-pairce bym mogła z nią porozmawiać :) W środku tygodnia znowu zgadamy się na skype - szczerze? Nie mogę się doczekać :)
So far so good!
___________________________________________________
A co u mnie?
Zapakowałam się w moją zielona strzałę, pożyczyłam instrukcję udzielania pierwszej pomocy (!) wraz z kompletem żarówek i ... ruszyliśmy na Słowację. Od poniedziałku zatrzymaliśmy się na campingu Podlesok, który jest bazą wypadową na szlaki w Słowackim Raju. Niby przeczytałam na jakieś stronce, że jest fuj i ble. Myślę sobie "ok, zróbmy research". Nigdzie nie znalazłam potwierdzenia tego, co było napisane na tej stronce ... ani na innych www, ani w rzeczywistości. Camping był bardzo czysty, nie było mowy o złodziejstwie, czy braku poczucia bezpieczeństwa. Łazienki zadbane (a prysznice na żetony - jaja jak berety); cały kompleks związany z jedzeniem zapewniony; recepcja otwarta 24/7 z darmowym internetem; bardzo przystępne ceny.
W pierwszy dzień wyruszyliśmy na Przełom Hornadu, który faktycznie był dość przyjemnym szlakiem. Jednakże, nie obyło się bez przygód, bo w drodze powrotnej skręciliśmy w zły żółty szlak i dołożyliśmy sobie ok2h drogi :P Było jakieś 40 stopni i uwierzcie, że 6h na szlaku zaowocowało tym, że o 20.30 walnęłam się na twardy materac w namiocie i koniec. Mimo strasznie irytujących sąsiadów (Polaków, a jakże!), to udało mi się zasnąć i spałam jak zabita.
W drugim dniu spakowaliśmy manatki i ruszyliśmy na najczęściej uczęszczaną Suchą Belę. O wiele trudniejszy, ale i ciekawszy szlak. Gdy wróciliśmy, w okolicach 15 zaczęła się burza i trwała aż do wieczora. Oczywiście wyrwało nam śledzie z namiotu z jednej strony, więc czułam się jak Bear Grylls walczący o przetrwanie.
Temperatura spadła i lało. Lało. Lało. Nastała środa, a z nią pytanie - co teraz?
Spakowaliśmy się do samochodu i po przejechaniu ok30km malowniczą górską trasą 67 trafiliśmy do Lodowej Jaskini. Polecam z całego serca, świetna sprawa pochodzić w tunelach z lodu przy temperaturze poniżej zera ze świadomością, że jeszcze lato wcale się nie skończyło :-)
W czwartek wróciliśmy przez Poprad, Kezmarok, a następnie Piwniczną i Krynicę do domu. Jeszcze troszeczkę tutaj posiedzę w naszych pięknych Beskidach, bo kilka spraw trafił, tak zwany, jasny szlag i zanim wrócę na nasz piękny ślonsk, to potrzebuję zregenerować siły by móc dalej walczyć o marzenia :-)
PS. Do wyjazdu do Włoch pozostaje mi niecałe 3 tyg!!!!!!!!
PS2. Zrobię update ze zdjęciami jak wrócę do domu, bo oczywiście nie wzięłam żadnych kabelków. Shame on me.
Keep tight,
M
Powodzenia na kolejnej rozmowie :) :D
OdpowiedzUsuńWydają się być w porządku :) powodzenia dalej!
OdpowiedzUsuńHej, hej! Również dodaję do mojej listy :))
OdpowiedzUsuńJa chciałabym wyjechać przed końcem tego roku... To jest taka jedyna granica, którą sobie wyznaczyłam. No ale, jak wiadomo, różnie to może być.
Fajnie, że ta rozmowa była taka spoko! Nie mogę się doczekać mojej pierwszej, a nie wiem nawet kiedy w ogóle ona bedzie haha