niedziela, 8 września 2013

4 dni i ... Włochy?

Tak tak, to tylko cztery dnia, a ja czuję się tak jakbym miała za chwilę spaść w jakąś przepaść.
Proszę Państwa, nie jest dobrze.
Od tygodnia powinnam chodzić w skowronkach, bo och znowu Włochy och ale będzie super och zobaczę znowu swoją host rodzinkę.
A tu dupa.
Rozchorowałam się na dobre i tak naprawdę do końca nikt nie wie, co jest. Od środy latam po lekarzach, zrobili mi masę badań i teraz jestem na cudownych antybiotykach :))))) Miodzio po prostu.
Oficjalnie, dziękuję każdej osobie, która woziła mnie do lekarzy/na badania i potrafiła zdzierżyć mój wisielczy humor. Ku mojej pięknej M kieruje same ochy i achy, bo okazuje się, że "z nudów czyta mojego bloga" i chodzi ze mną do najgorszych lekarzy świata :*

Tak więc, miało dzisiaj być optymistycznie.
Nie jest to jakiś powalający optymizm, zwłaszcza, że mój #1 match stoi w martwym punkcie (3 tyg!!!!!!) i nadal zero odpowiedzi.
Obiecuję, że wrócę do pozytywnego tonu notek i ponadrabiam zaległości w czytaniu au pairkowych historii zza oceanu bądź też przygotowań do tychże wypraw, jak tylko stanę na nogi i trochę się ogarnę.

Buziaki i mam nadzieję, że jak się ocknę z letargu życiowego, to następny post będzie o ostatecznym pakowaniu i prezentach dla hostów! :-)

Keep tight,
M

4 dni i taki będę mieć widok o zachodzie słońca :)))
<podtrzymywacz na duchu>

3 komentarze:

  1. No to ja życzę mnóóóóstwo zdrowia! :*
    Na maila odpiszę dopiero jak wrócę, czyli w sobotę, bo dzisiaj już nie zdążę :(.

    OdpowiedzUsuń
  2. też przed wyjazdem zachorowałam i jadę z dodatkiem leków.. życzę zdrówka dużo, dużo! :)

    OdpowiedzUsuń
  3. zazdroszcze! ;d
    dodajemy do obserwowanych ? :)

    OdpowiedzUsuń