Dokładnie! Rodzinka miała się odezwać, koordynatorka wydzwania po Bostonach i innych dziurach, a tu cisza ... Najs.
A dzisiejszy dzień? Hm, myślę, że nawet lepiej, że nic nie pisali, bo namnożyłoby się za dużo ekstremów.
Poza tym, miałam super sympatyczne spotkanie, które naprawdę poprawiło mi humor i zainspirowało mnie do kolejnych podróży! Who knows.
Jedno spotkanie się nie skończyło, a nadarzyło się kolejne - mega nieoczekiwane, które przerodziło się we wprowadzenie mnie do magicznego świata BB (zawsze to nowy serial do kolekcji :D). Te pozytywne aspekty przeplatały się z gorączką, nadgorliwością urzędników na poczcie, przegraną w monopol (buuu :( again!), a nawet z ptakiem, który zrobił czerwoną kupkę na szybę mojego auta.
Podsumowując, sranie tęczą nie jest takie metaforyczne jak mi się wydawało!
W sprawie au pair - ZERO
Sprawy osobiste - SO-SO
Sprawy zdrowotne - SO-SO
Taki bilans na 9 dni przed wylotem? Nie jest dobrze, och.
Ale koniec smutów na dziś, jutro też jest dzień!
Keep tight,
M
Podsumowanie sprawiło, że śmieję się jak głupia :D. Dzięki!
OdpowiedzUsuńMam nadzieję, że coś się wyjaśni z rodziną szybko... Najgorsza jest niewiedza i takie zawieszenie..
Widzę,że nie tylko ja w takim marnym nastroju.. :) ale fakt, jutro też jest dzień! dobrze powiedziane :)
OdpowiedzUsuńTrzymam kciuki, żeby było ok :)
OdpowiedzUsuńTrochę głupia sytuacja z tym Bostonem :x