poniedziałek, 23 września 2013

Positive vibes

No to zaczal sie kolejny pracowity tydzien. Jednak, pomimo tego,  ze weekend byl fenomenalny, to nie rozpaczam na powrot do obowiazkow w Rasiglio - musze przyznac, ze kocham swoja prace :D

Dobra, a teraz konkrety. Kolejny weekend za mna!
Jak wczesniej pisalam, ostatni weekend zaczal sie dla mnie w czwartek wieczorem, gdyz w piatek rano musialam otworzyc drzwi elektrykowi, gdyz rodzinka fizycznie nie moglaby tego zrobic. OK, jestem na miejscu i generalnie porzadkuje troche w mieszkaniu, robie cos do jedzenia i ... nagle otwieraja sie drzwi do mieszkania i wchodzi jakis stary dziad.
Oczywiscie, ni w piec, ni w dziesiec nie mowil po angielsku. Bylam przekonana, ze to jakis nowy lokator, bo mial klucze. Nic sie od niego nie dowiedzialam, a na moje 'non parlo italiano' zaczal mowic wolniej i glosniej, co nic nie pomoglo. Facet zaczal wrzucac rzeczy z szaf do worow i zaczal mi pokazywac na kalendarzu, ze jutro wroci. Co to bylo do jasnej cholery?! Pisze do HM co to za facet i dlaczego ma klucze do mieszkania. Okazalo sie, ze to pan od renowacji mieszkania, ktorego zadaniem jest przystosowanie go pod wynajem :P

W piatek o godzinie 8 przyszedl elektryk, od ktorego wrecz bila poswiata pod tytulem 'non parlo inglese' Tia, jakos mnie to nie zdziwilo. Poszlam pobiegac do parku i dalam mu jego komplet kluczy. Okolo poludnia umowilam sie w centrum z Gaby - au pairka z Meksyku, ktora w ciagu roku miala juz 2 rodziny we Francji, a teraz jest z 3 w Bolonii. Fajnie bylo poznac au pairke z podobnymi dylematami zyciowymi, problemami pod tytulem 'o nie, znowu cos zrobilam zle - teraz mnie juz na pewno deportuja' :D Generalnie, bylo mega sympatycznie i powoli tworzymy spolecznosc au pairek w Bolonii. Kto sie przylaczy? :D


Gdy odprowadzilam ja na Piazza Cavour, skad miala autobus do domu, poszlam posiedziec sobie w bibliotece. Nie wiem, czy juz wspominalam jak swietnym miejscem jest biblioteka publiczna Bolonii. Wifi jest, ksiazki i gazety po angielsku - sa, videoteka - jest. Co ciekawe, biblioteka jest zawsze pelna. Zawsze.  Posiedzialam tam moze z dwie godziny, bo nie chcialam wracac do domu, bo wiedzialam, ze nie dosc, ze jest tam elektryk to jeszcze ten creepy dziad. Postanowilam poszukac przystanku, z ktorego mialam w niedziele pojechac do Calderino. Po 40 min szukania znalazlam przystanek o cudownej nazwie 'Lame'. Tia, autobus, ktorym mialam jechac nie jezdzi w niedziele. Niby autobus 686 jezdzi. Szkoda, ze nie ma takiej lini na mapie komunikacji miejskiej. Swietnie. Rozczarowana tym jak nieczytelne sa rozklady i informacje autobusowe, skierowalam sie do domu.

 Bolonia to miasto tysiaca zapachow, smakow i kolorow :)




W sobote rowniez spotkalam sie z Gaby. Zjadlysmy lunch, pospacerowalysmy po Bolonii i generalnie czilautowalysmy sie (jaka piekna polszczyzna, prawda?). Wieczorem (tj 21:30) umowilam sie z ludzmi z couchsurfingu na spotkanie. Jak sie okazalo, przyszla rowniez au pairka z Anglii, ktora rowniez poznala Gaby! Jaki ten swiat maaaaly! :D Bylo super. Prawie do 1 am zwiedzialismy Bolonie, ktora nie chciala w ogole isc spac. Organizowane byly koncerty jazzowe i ilosc ludzi (mlodych, starych i studentow) byla przytlaczajaca. Nie dalo sie normalnie isc. Dlatego tez, postanowilismy pochodzic po malo znanych uliczkach, ktore mialy swoja wlasna historie. Antonio, ktory pochodzi z Bolonii byl naszym (tj. moim, April - au pair, Alessia - Wloszka, couch) przewodnikiem i super sie sprawdzil w tej funkcji. Nie mialam pojecia, ze szlismy dawnymi ulicami getta albo, ze kiedys Bolonia wygladala jak Wenecja z kanalami przecinajacymi rozne place.
Najsmieszniejszym zbiegem okolicznosci bylo to, ze wtedy gdy pierwszy raz w zyciu na legalu pilam piwo w miejscu publicznym (tak zatloczonym, ze to sie w glowie nie miesci), wpadlam na moja host rodzinke :D ale wstyyyyd z tym piwem, ale coz - na jednym sie skonczylo, a jako, ze mialam wolne, to hulaj duszo!

mniej wiecej tak tloczno bylo w calej Bolonii

M&A&A

W niedziele spakowalam manatki i ruszylam na dworzec. Zrezygnowalam z autobusu widmo, bo nigdzie nie bylo rozkladu. NIGDZIE. Ale za to znalazlam te pieknote:




Kupilam bilecik za € 2,10 i wsiadlam do pociagu w kierunku Sasso Marconi, gdzie umowilam sie ze Stefano na rockowy festiwal. Jako, ze byla dopiero 15:30, pojechalismy na mala wycieczke na wzgorza Bolonii. Pogoda dopisala, bylo wrecz ZA goraco. Wieczorem odbyl sie ten festiwal, a przed polnoca wrocilam do domu.






Tyle :)

Keep tight,
M

6 komentarzy:

  1. Piękna ta twoja Bolonia <3 Znowu wnioskuje, masz 18lat, prawda? Ile czekałaś ze znalezieniem rodzinki?? Teraz zauważam, że wiek ma cholerne znaczenie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dzieki :) Nie, w listopadzie bede oficjalnie 22latka :P
      To rodzinka, u ktorej bylam w zeszlym roku, wiec teraz nie mialam wiekszych stresow zwiazanych z matchami :D Rok temu zarejestrowalam sie na aupairworld jakos w marcu, a w kwietniu mialam juz rodzinke.

      Usuń
  2. Post bije pozytywną energią :-) I bardzo dobrze. Warto korzystać z życia się cieszyć.
    Pozdrawiam Paweł Zieliński

    www.twojwybortwojaprzyszlosc.pl

    OdpowiedzUsuń
  3. Pamiętam jak w Barcelonie zagadałyśmy jednego gościa, bo nie wiedziałyśmy jak gdzieś dojść... Powiedziałyśmy, że nie mówimy po hiszpańsku, a on na to zaczął machać rękoma i mówić szybko w swoim języku :D Także no... "Wiem, że nie rozumiesz, co mówię, ale co mnie to obchodzi" XD

    U ciebie jest za gorąco, u mnie już za zimno :<

    http://barcelona-blaugrana.blog.pl

    OdpowiedzUsuń
  4. Do konca wrzesnia mialam to samo myslenie gdy zobilam cos ale nie bylam tego pewna, decydowalam sie myslac - po tym to na pewno mnie deportuja :D ale teraz juz tak nie mam, hostka powiedziala ze woli jak zapytam ze sto razy zanim cos zrobie zeby nie byc taka niepewna :) Strasznie zazdroszcze spotkania innych au-pairek, moja miescina jest piekna ale za to nie poznalam jeszcze nikogo z kim moglabym sobie spedzic czas :)

    OdpowiedzUsuń