No to jestem w sercu „serca” półwyspu Apenińskiego, czyli
jakieś 20km od Bolonii.
Zanim przeniesiemy się w malownicze krainy na granicy
Toskanii i Emilii-Romanii, wtrącę słów kilka na temat wczorajszego dnia. Udało
mi się dostać na nasze piękne Balice bez jakiś większych problemów. Jednak,
problemem było zaparkowanie samochodu. Niby parkingów mnóstwo, ale wszędzie był
dosłowny full. Ale mniejsza z tym – udało się, Balice – juhu!
Prawie się rozpłakałam ze śmiechu, gdy pani w check-in (na
moje oko jeszcze młodsza ode mnie) odbierała ode mnie paszport i chciała już
już już nakleić naklejkę z bagażu, ale zadała mi magiczne pytanie „przepraszam,
a ile Pani ma w ogóle lat?” hahahahaha. Myślę sobie „kurczę, jaja sobie robi,
albo faktycznie wyglądam na <16” …
Ale najlepsze miało jeszcze nastąpić …
Idę sobie do stanowiska odpraw, nonszalancko wysypuję
sprzęty elektroniczne i wykładam komputer do uroczej miski na taśmie, gdy
odwraca się do mnie celniczka i wydaje z siebie dźwięk podobny do szczeknięcia „take
shhhh your shhhh shoes” (tak to mniej więcej brzmiało). Kobieta wielka jak pół
drzwi, więc lepiej się nie sprzeciwiać. Ściągnęłam buty i idę dalej. Biiiip.
Oczywiście, no to zaczynamy macanko. Celniczka podchodzi i nagle zmienia się
jej wyraz twarzy na milusi i pyta „ojej, to Pani pierwszy lot, prawda?” O.o ludzie, serio? Odpowiedziałam jej, że
jakoś koło 15, ale pierwszy z Balic. To kobieta się śmiać zaczęła, że muszę
częściej stąd latać i miłego dnia. OOOOJ nie, nie polubiliśmy się z Balicami :P
No to tyle ciekawego. Ryanair bez niespodzianek, w okolicach
18.30 byłam w Bolonii. Host mama odebrała mnie z lotniska i pojechaliśmy po
Z&G, które przez dwa tygodnie przed zawodami pływackimi są odsyłane przez
szkołę na obowiązkowe treningi wytrzymałościowe. Wspomnę, że szkoła zaczyna się
we Włoszech dopiero w ten poniedziałek, więc dzieciaki ostatni tydzień wakacji
miały z głowy.
Jeżeli chodzi o pogodę – jak to we Włoszech. Kurtki w dół,
krótkie spodenki w górę! Na lunch pasta-pasta-pasta, na obiad pizza-pizza-pizza,
więc czas najwyższy wykorzystać wolny czas na bieganie :D
W kwestii obowiązków – mam bardzo dużo czasu wolnego, nawet
za dużo. Moje obowiązki skupiają się głównie na przygotowywaniu posiłków oraz
day-to-day housekeeping. Weekendy mam w teorii wolne, ale może się zdarzyć, że
pomogę host mamie w malowaniu ich drugiego mieszkania w Bolonii. Generalnie, na
początku absolutnie nie chciała się na to zgodzić (argumentując, że nie jestem
jej niewolnikiem i mam korzystać z młodości haha), ale jak na razie nie znam tu
nikogo, a tak to przynajmniej pomieszkam sobie w tym mieszkanku przez weekendy,
bo jest w samym centrum miasta.
Tak więc tak to wygląda. Po pierwszym dniu jestem bardzo
zadowolona. Zrobiłam, co miałam zrobić, a jakoś szalenie się nie zmęczyłam. Ale
uwierzcie, już mam dość makaronu :D
A tak na marginesie. Jeszcze wczoraj nie docierało do mnie,
że lecę do Włoch, czy że za kilka miesięcy będę mieszkać w Stanach. Mam
wrażenie, że żyję w jakimś letargu od jakiegoś czasu i generalnie za dużo
rzeczy do mnie nie dochodzi. Jednak, jako, że w życiu różne rzeczy się
zdarzają, to trzeba znaleźć swój własny sposób na radzenie sobie z tymi złymi.
Dla mnie tym sposobem są podróże. Podróże oparte na
faktycznej chęci zrozumienia w jaki sposób funkcjonuje dany kraj/region/miasto.
Bardzo nie lubię typu japońskiego turysty – nie wysiądzie jeszcze z autobusu,
ale już cała bateria się skończy w aparacie, bo zrobił zdjęcia wszystkiemu, co widział.
Dokładnie, wszystko i totalne NIC. Dlatego, tak bardzo spodobał mi się pomysł
au pair i wierzę, że pozwoli mi się to (na dzień dzisiejszy) zrealizować.
Powrót do tej host rodzinki bardzo dużo dla mnie znaczy. Mam
nadzieję, że uda mi się tutaj ogarnąć życiowo, a w międzyczasie szukam sobie
part-time job, bo cóż – czas to pieniądz J
Buziaki ze słonecznej Italii, M
![]() |
| no to dzień ma się ku końcowi :-) |
![]() |
| Titu <3 |




Hej, wpadłam na twój blog przypadkowo i od razu mnie zachęcił! Sama kiedyś chciałabym pojechać do Włoch <3 Przyznam, że nie czytałam wszystkich notek, ale myślę, że zrozumiałam dobrze :P Jesteś teraz au pair we Włoszech, drugi raz u tej samej rodzinki, a od stycznia jedziesz do USA??? Ja bym chciała zrobić odwrotnie :P Najpierw USA, a potem Włochy <3
OdpowiedzUsuńŻyczę powodzenia! :) Plus słodki piesek! :)
super, bardzo sie ciesze :) zgadza sie, drugi raz u te samej rodzinki.
UsuńWiesz co ... ja pojechalam najpierw na krotko by raz - przekonac sie jak cala idea au pair wyglada w praktyce, a po drugie - zdobyc doswiadczenie. Nie ukrywam, bardzo mi to pomoglo w znalezieniu rodzinki w USA :)
Pozdrawiam! Jezeli prowadzisz bloga, to wrzuc linka :)
Hahah Ty się nie polubiłaś z Balicami, a ja kiedyś z Pyrzowicami... Nie, nigdy więcej nie lecę z Katowic ;P.
OdpowiedzUsuńZAZDROSZCZĘ POGODY!
Spodziewaj się dziś maila ode mnie :)