poniedziałek, 13 stycznia 2014

Host Family - first days

Tym razem będzie trochę więcej tekstu, ale mam nadzieję, że jakoś przez to przebrniecie :)

Tak jak pisałam w poprzedniej notce - do rodzinek wyruszyliśmy w piątek rano. Kurczę, po 3 dniach pięknej pogody - zaczęło padać i było dość ponuro. Jednakże, gdy dotarliśmy na miejsce i zobaczyłam mojego host dad, który czekał na mnie wraz z innymi rodzicami - jezu, jak tutaj się przywitać?!
Taka dygresja - na zajęciach z komunikacji mieliśmy cały cykl pod tytułem 'jak się przywitać by nie wyjść na ignoranta' :D

Najpierw podałam rękę, ale HD przytulił mnie na powitanie, wziął bagaż i wsiedliśmy do jego wielkiego auta :O Generalnie, każdy samochód jest tutaj ogromny, a jak jechaliśmy autostradą, to ilość pasów przygwoździła mnie do siedzenia. Naliczyłam 6 (nie sądzę by mi się pomnożyły w oczach).
Niestety, HM i dzieciaczki nie mogły towarzyszyć HD ze względu na pracę i szkołę. 
W czasie jazdy do domu HD powiedział, żebym się nie zdziwiła jak dotrzemy do Chatham (20 min drogi z przystanku), bo leży śnieg :O Poważnie. Wszędzie padał deszcz, a 2-3km przed Chatham temperatura spadła i wszędzie leżał śnieg.O jezu, google maps nawet w połowie nie oddały bajkowości tego małego miasteczka, przykrytego warstwą śniegu i które wydawało się jeszcze spać.
Zajechaliśmy pod dom.
Wchodzimy do środka. Przechodzimy do salonu i kuchni. Witam się z Paris, która chce koniecznie wskoczyć na moją głowę. Dobrze, że w domu jest  tak energiczny piesełę :-) 
HD powiedział, żebym się czuła się jak u siebie w domu i poszedł bawić się z piesełę, a ja zeszłam na dół do siebie i zaczęłam się rozpakować. Cały dół zaprojektowany jest dla operki i dzieciaczków, które w drugiej części mają ogromną salę do zabaw i nauki. 
Mój pokoik ma jakieś 15 m2, dwa łóżka, małą komodę, na której jest TV, dużą komodą z toaletką oraz ogromnym lustrem, wielgaśną szafę, ogromny fotel oraz własną łazienkę. Na pewno wrzucę jeszcze kiedyś zdjecia i zrobię show room  :)

Gdy skończyłam rozmawiać na skajpaju z moją S, wyłączyłam kompa i poszłam się dalej rozpakowywać. Ktoś schodził po schodach i byłam przekonana, że to HD. A to wróciła HM z chłopcem i tak mnie to zaskoczyło, że nawet się nie zestresowałam przywitaniem. Potem przyjechała dziewczynka i mnie wyściskała ahhh :-)
Resztę dnia spędziliśmy rozmawiając o głupotach, a potem robiłyśmy z M. (niech to będzie skrót od mojej dziewczynki) książeczki o świnkach, na punkcie których ma totalne szaleństwo i w ramach buntu nie je żadnego bekonu etc. Pokazała mi swój pokój, przedstawiła każdą osobę ze zdjęcia i aż miło się patrzyło ile pozytywnych emocji pozostawiły po sobie dawne operki, których zdjęcia i pamiątki były w całym pokoju.

Porozmawiałam troszkę z HM, która jest tak równą babką i w żadnym momencie nie stresowała mnie rozmowa. Zadaję jej milion pytań na sekundę, a ona cierpliwie na wszystko odpowiada, a potem wręcza mi mój prezent. Bilety do Nowego Jorku na dobry początek oraz kartę podarunkową do Starbucksa. Yaaaay :-)
:)))))
Potem kolacja i chińskie ciasteczko z wróżbą o spełnianiu marzeń, na co moja dziewczynka powiedziała, że 'but you are in your dream right now' awww :-) Następnie kąpiel, TV (napiszę po raz setny - jakaż to przyjemność oglądać te seriale w oryginale, nie-online)  ... i spać! Jak przyjemnie było w końcu położyć się w wygodnym łóżko i z ogromnym uśmiechem na ustach :-)

Sobota: Wygrzebałam się z łóżka po 9 i poszłam na górę. Kamień z serca, gdy otworzyłam szafkę z jedzeniem, a tam opakowania płatków owsianych i innych pysznych (i zdrowych) rzeczy. Zalałam płatki mlekiem i włożyłam do mikrofali. Chyba nastawiłam na za długo, bo gdy otworzyłam, to calusieńka owsianka eksplodowała po urządzeniu <seeeerio>. Pierwszy poranek i taka wtopa - bałam się, że mnie już deportują, ale na szczęście śmiali się bardziej niż złościli :D
Poznałam też siostrę mojej HM, która również jest mega sympatyczna i powitała mnie w rodzinie.
Właśnie, od samego początku każdy podszedł do mnie jako do członka rodzinki. Otwartość, chęć współpracy i wyrozumiałość. Dobrze się poczułam od samego początku :).
Następne kilka godzin przesiedziałam z dzieciaczkami na dole, gdzie graliśmy w Mario i monopol. No i nadeszła pierwsza próba. Dzieciaczki są fantastyczne, ale jest jeden problem - często się kłócą i na początku nie wiedziałam jak mam zareagować, więc rodzice mi tutaj bardzo pomogli. Dzięki Bogu, że HM ma wolne cały tydzień i będzie mi pokazywać, co i jak.
Po lunchu pod tytułem 'jedz co chcesz, kiedy chcesz i nie przejmuj się, że wszyscy jedzą tak szybko', wraz z HM zapakowaliśmy się do mojego (whaaat) samochodu, gdzie na szczęście byłam pasażerem i ruszyliśmy do sklepu. Króciutkie zwiedzanie okolicy - dworzec, bank, poczta, sklepy.
Ilość towaru w zwykłym markecie rozłożyła mnie na łopatki. Po pierwsze, ogromne opakowania - zaczynając od mleka po płatki śniadaniowe. Druga obserwacja - HM nie miała karty stałego klienta i powiedziała przy kasie, że zapomniała, ale ma, więc kasjerka i tak naliczyła jej rabat. Ba, okazuje się, że w NJ nie ma podatku na jedzenie, więc całkiem dobre info. Co więcej, jeżeli przyjdzie się z własną reklamówką, to naliczany jest kolejny rabat :O whaaat.

Rozmawiałam też z rodzicami, którzy wygląda na to, że całkiem nieźle sobie radzą bez ich maleńkiej córeczki, która znowu wyruszyła na spotkanie przygodzie. Tym razem jednak - nieco większej i bardziej challenging :)

Niedziela: Dzień zaczęłam od mojej ulubionej włoskiej kawy z przywiezionej z Polski mokki :) coś fantastycznego. Gdy cała rodzinka zajadała się goframi, płatkami i tym podobnymi amerykańskimi rzeczami, to ja wpadłam na mega mądry pomysł by zaprezentować im iście europejskie śniadanie z kanapką i baked beans. Oczywiście, włożyłam tę kanapkę do tostera i caaaalusieńka mi się przypaliła, ale udało mi się odratować połowę.
Tak wiem - dramaty i tragedie o poranku.
Jednakże, obsługa tostera (czy grilla, czy jak kto chce to nazywać) była istną bułką z masłem przy jeździe ogromnym amerykańskim wozem, co nastąpiło zaraz po śniadaniu.
Poczułam się jak na swojej pierwszej jeździe w szkole, gdy przygotowywałam się do zdania prawka :D Ale tym razem problemem nie była pewność, czy brak umiejętności, ale pełna automatyzacja wszystkiego, co jest w samochodzie, jego rozmiar i tym samym ... parkowanie. Generalnie, jeździ mi się wspaniale i uważam, że nie ma nic prostszego od automatycznej skrzyni biegów. Ba, w moim aucie nawet nie ma hamulca ręcznego. Za to jest magiczna opcja P (czyli parking) i dodatkowy pedał, który pełni rolę hamulca awaryjnego.
Po powrocie do domu spędziłam większość dnia z dzieciaczkami, dałam się ograć w monopol, a potem mała pomogła mi dekorować pokój, pytając przy tym o to, co jest na tych wszystkich przywiezionych zdjęciach :) Dorwała się też do mojego notatnika, który zaczęła pięknie ozdabiać :)

Z tego miejsca dziękuję każdej osobie, która jest w PL lub poza jej granicami, za trzymanie kciuków, ciepłe słowa i podsycanie mojego entuzjazmu :) Dziękuję za komentarze, wiadomości na fb i przede wszystkim za cudowne podpisy na przywiezionych zdjęciach.

OK, pierwszy weekend za mną :-) Jutro zaczynam pracę i nie wiem, czy jestem bardziej podekscytowana, czy nerwowa. Dobrze, że HM ze mną zostaje i razem przejdziemy przez ten pierwszy tydzień.

Oh, byłabym zapomniała! Wybrałam się dzisiaj na spacer po okolicy, ale był tak krótki i pobieżny, że poczekam jeszcze trochę, porobię więcej zdjęć i dowiem się jeszcze więcej na temat miasta i dopiero wtedy coś opublikuję.

Trzymajcie kciuki i jeszcze raz dzięki,
Marta

14 komentarzy:

  1. super :) dobry początek, czekam na dalsze wpisy, ahh, zawsze jak czytam te posty o pierwszych dniach, emocjach au pairek w USA to też bym już chciała, a z drugiej strony nie wiem czy będę miała ochotę na kolejną taką przerwę od życia i moich przyjaciół w Polsce... powodzenia :))

    OdpowiedzUsuń
  2. Teraz już z górki, ja z wyczekiwaniem czekam na zdjęcia pokoju. Zawsze lubie oglądać wnętrza amerykańskich domów sa takie fajne, zawsze rozbraja mnie ta wykładzina wszechobecna ;D Powodzenia kochana! ;*

    OdpowiedzUsuń
  3. Hahaha ale super sie to czyta ! A najlepsze 'whaat' :D caly czas sie smialam :) super, ze tak fajnie sie zaczelo :)!

    OdpowiedzUsuń
  4. zawsze czekam na poczatkowe posty au pairek 1 ;) tyle emocji ;) pozdrawiam i zycze zeby wszystko bylo w jak najlepszym porzadku ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Superr :) Oby tak dalej :) Powodzenia!!

    OdpowiedzUsuń
  6. I jak poradziłaś sobie z rozdzieleniem dwóch kłócących się maluchów???? :D
    Cieszę się ogromnie razem z Tobą! :) Powodzenia w niepopsuciu wszystkich urządzeń AGD/RTV , no bo skoro prawie znokautowałaś toster i mikrofalę... :P
    Buziaczki!

    OdpowiedzUsuń
  7. tak, pierwszy post jest zawsze najfajniejszy, tyle emocji i radości!! :)
    jejku, Twoja host rodzina jest tak bardzo do zakochania <3 brzmią na cudownych ludzi!
    Powodzenia w pracy i obsłudze wszystkiego <3

    OdpowiedzUsuń
  8. Super, że wszyscy są tacy rodzinni! Uwielbiam te opowieści o pierwszych dniach u host rodzinki :D

    OdpowiedzUsuń
  9. Cały post bije tak pozytywną energią, że człowiek od razu ma ochotę się uśmiechnąć :-) Świetnie, że udało Ci się tak dobrze i szybko "zaklimatyzować" w rodzinie i mam nadzieję, że cały pobyt będzie baardzo bardzo przyjemny :)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  10. Ty jutro zaczynasz pracę, a ja zaczynam prowadzić lekcje w 2 i 3 klasie SP... Możliwe, że będą to ostatnie godziny mojego żywota :D Będzie ciekawie xD Życzę powodzenia i udanego tygodnia :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Śledzę Twojego bloga od jakiegoś czasu, ale jakoś się nie udzielałam...
    Entuzjazm i pozytywne nastawienie bije z Twoich notek, że hej! Aż się miło czyta :)
    Super, że wszystko się dobrze układa! Powodzenia dalej :)
    "piesełę" - hahah!
    Czekam na notkę ze zdjęciami pokoju :D

    OdpowiedzUsuń
  12. Oj nie wierze ze tu juz tez po tej stronie, powodzenia w US :)

    OdpowiedzUsuń
  13. No to witaj w Stanaach!:D Cieszę się razem z Tobą:) Aż miło tak poczytać o początkach i tej ekscytacji wszystkim! Czekam na notkę o pierwszych dniach w pracy no i koniecznie jakieś zdjęcia z okolicy!:)
    Ja teraz co tydzień jestem w NY na kursie, więc jakbyś miała ochotę na spacer po City to daj znać, freckled.thoughts@gmail.com :)
    buziaki i powodzenia ze wszystkim!:)

    OdpowiedzUsuń
  14. OO a ja widziałam Ciebie na zdjęciu z moją znajomą Agnieszką! Cóż za zbieg okoliczności :) Trzymaj się tam ciepło, mam nadzieję że przywykniesz do wszystkiego i będziesz spełniała swoje marzenia :)

    OdpowiedzUsuń