Kochani,
Zbieram sie do napisania notki od dobrego tygodnia, ale fizycznie nie jestem w stanie na dluzej usiasc przed komputerem.
Melduje, ze u mnie wszystko w porzadku i mimo tego, ze bylam mentalnie przygotowana na lawine obowiazkow, nowych emocji i wrazen - przez mysl mi nie przeszlo, ze liczba dziennych wyzwan wzrosnie tak bardzo, ze zmeczenie sprawi, iz poloze sie spac po 21 prawie kazdego dnia.
Innymi slowy, (jak juz wczesniej pisalam wielokrotnie) - operkowanie to praca na caly etat i mowi sie, ze pierwszy miesiac jest najtrudniejszy...
To byl bardzo intensywny tydzien - dzisiaj mamy wtorek, tydzien drugi i wlasnie spadl snieg.
O 5 rano dzwonili ze szkoly, ze dzieci sa wczesniej zwolnione (mimo tego, ze jeszcze zadnego sniegu nie bylo) i tym samym skrocil mi sie troszke czas wolny. Mialam zamiar napisac dzisiaj obszerna notke i zgrac zdjecia, ale z tego nici niestety.
Jednakze (fanfary), mam calutki weekend dla samej siebie, bo rodzinka wyjezdza w piatek w gory i zabiera ze soba tez psa (Paris to jeszcze szczeniak, wiec spokojnie mozemy traktowac ja jako dziecko number 3 :P), wiec obiecuje, ze ponadrabiam zaleglosci blogowe, mejlowe i fejsowe. Dziekuje wszystkim za wiadomosci i za kilka dni na wszystko odpisze!
Juz nie moge sie doczekac jak pierwszy raz od 3 tygodni spedze caly dzien w pizamie, z komputerem i masa dobrego jedzenia :-)
W ostatnim czasie wydarzylo sie bardzo duzo - zaczynajac od codziennych klotni moich dzieci, przez meksykanskie burrito na Brooklynie, a konczac na Dziam-Dziamie w Muzeum Historii Naturalnej, wiec jest o czym pisac :-)
Kochani, przepraszam Was za obsuwe czasowa, ale autentycznie - w tych pierwszych tygodniach wyrabiam sobie dopiero nowe nawyki 'mieszkaniowe', gdy te stare powoli odchodza w zapomnienie, a tym samym jestem po prostu niesamowicie zmeczona pod koniec dnia.
Buziaki w ten niby syberyjski poranek (haha, powinni zobaczyc prawdziwa polska zime),
Marta
PS. Bardzo sie ciesze, ze niektore z blogowych znajomosci przeniosly sie na level wyzej i juz nie moge doczekac sie, kiedy sie spotkamy :-)
wszystkie dziewczyny piszą, że też nie nadążają i często przestają prowadzić bloga jak już przyjeżdżają tam. Nie dołącz do nich, proszę! :*
OdpowiedzUsuńJuż nie mogę się doczekać tej relacji, którą planujesz na weekend!
A co do polskiej zimy: dzisiaj -11, pozdrawiam x)
Nie wszystkie, nie wszystkie :D
Usuń` Gdybyś chciala kiedyś uciec od zimnej Polski, to zapraszam do cieplutkiej Zachodniej Norwegii :) Jest sto razy cieplej :)!
OdpowiedzUsuńdołączam się do prośby wyzej, nie przesatan prowadzic bloga, bo na prawde tych które po przyjedzie do USA dalej prowadzą można na palcach policzyć
OdpowiedzUsuńczytając tego posta przypomniały mi się moje początki, więc naprawdę nie martw się - jesteśmy bardzo wyrozumiałe jeśli chodzi o posty...
OdpowiedzUsuńuprzedzam, że nie tylko pierwszy miesiąc jest trudny, ale drugi także, trzeci już trochę mniej, a jak dobijesz do czwartego to już z górki :)
dasz radę, a w razie wątpliwości, smutków i wszystkiego złego - pisz!!! same przez to przechodziłyśmy, znamy każde uczucie, które cię spotka!
pozdrawiam z równie zaśnieżonego Tenafly :)
Syberyjskie? ;-) Po dwóch zimach w Polsce zmieniliby podejście do tej pory roku.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam
Boze, ja nie ogarniam... Dopiero co bylas we Wloszech, a juz minelo 16 dni, od kiedy jestes w Stanach. Kiedy ten czas zlecial?!
OdpowiedzUsuń