poniedziałek, 22 lipca 2013

Good?

19.07: Przed weekendem nie działo się nic szczególnego, więc nie będę nudzić :)
Wyjątkiem jest piątek wieczór, czyi mój kojelny „first” tutaj, ponieważ jako, że był skwar nie do wytrzymania, wraz z C. pojechałyśmy do Banteer nad rzekę. Co ciekawe, woda była czarna jak smoła. Myślę sobie: fajnie, z deszczu pod rynnę i to całkiem dosłownie. Jednakże, okazało się, że woda ma kolor czarny nie przez zanieczyszczenia, ale przez czarnoziemy na tym terenie. Dlatego też, nazywa się tę rzekę poetycko, bo Black Waters. Po drugie, spodziewałam się, że woda będzie lodowata, zwłaszcza, że była 21 i przyznam, że troszeczkę byłam uprzedzona :P Jakież było moje zdziwienie, gdy wchodząc do wody o 21:30 słońce było na horyzoncie, woda przyjemnie chłodna i … żadnej ludzkiej duszy oprócz nas :)

21.07: Mój dzień pracy trwał od 5 am do 9 pm, kiedy w końcu przekroczyłyśmy próg domu i poszłyśmy od razu spać. Wczorajszy dzień był obfitujący w wydarzenia, ponieważ wraz z C. pojechałyśmy na  Newcastle West Show. Jednak, tym razem udało mi się poznać taką imprezę z technicznej strony, gdyż jechałyśmy z 9 końmi (!) ze stadniny w Newmarket. Miałam okazję pojechać prawdziwą limuzyną, oglądać free jumping (konie skaczą same), nauczyć się kolejnych paru rzeczy o koniach… Męczący dzień, ale warto było.

22.07: Banteer. Pierwszy dzień treningu z koniem hostki + zwykłe obowiązki u Grubej Berty. Jutro i w środę zapowiadają się nudy, a czwartek i piątek WOLNE!!! :)

Keep tight,

M

Blackwater River, Banteer

Limuzyna na zewnątrz
Limuzyna wewnątrz (z Daisy <3)







o 6 rano wszyscy jeszcze śpią :)


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz