poniedziałek, 8 lipca 2013

almost 72 hours

7.07: W niedzielę pojechałyśmy z C. na eventing, czyli międzynarodowe zawody konne. Na razie jako widzowie, ale od czegoś trzeba zacząć J Pogoda przepiękna, więc wycieczka całkiem fajnie się udała. Jako, że mieszkańcy Wysp nie są za bardzo przekonani do naszego pomysłu „obiadu” między 12-15, gdy my Polacy jadamy najsolidniejszy posiłek dnia, to dla nich jest to po prostu lunch. Dzisiaj na lunch udało mi się zjeść po prostu bułkę z szynką i serem :D Szaleństwo!

Po lunchu usiadłam z gorącą czekoladą przed TV i dowiedziałam się, czym jest Irish football. Od 17 byłam sama, więc postanowiłam, że pójdę się zgubić. To była świetna decyzja J Na początku faktycznie było nudno, bo zamiast do town center penetrowałam irlandzkie osiedla, gdzie można więcej usłyszeć polskiego niż angielskiego. Trochę przytłaczające, zwłaszcza, że jak Irlandczyk usłyszy, że kolejna przyjechała „from Poland” to aż śmiać się chce z ich miny pt.”oh no, again!” :P Polaków jest na potęgę. Ale wracając do tematu…Dotarłam na Main Street. Znalazłam ruiny kościoła, zamku oraz super jedzeniową miejscówkę. Mijałam jakiś randomowy fish & chips i myślę „why not? Przecież mam kupę czasu, a coś na smak można kupić”. Zamówiłam „small chip” czyli najmniejsze i najtańsze co może być. Ku mojemu zdziwieniu dostałam tak ogromną porcję „home made chips”, że zmiotła mnie z powierzchni ziemi. Gdy czekałam na swoje chips, to stojąca koło mnie Afroamerykanka w charakterystycznym afrykańskim stroju i z uśmiechem na ustach odwraca się do mnie i mówi, że mam piękne włosy.

„No nie!” myślę. „Przecież to jakieś szaleństwo! Nie dość, że każdy na ulicy się uśmiecha i rzuca hello, a personel wszelaki zaczyna od hi, how are you?, to w dodatku przypadkowa kobieta przy zamawianiu frytek mówi, że jakaś blondi ma piękne włosy. Boże, kocham tych ludzi!”.
W dodatku, zostałam zapytana przez właściciela baru skąd jestem i gdy powiedziałam, że z Polski to od razu mina mu zrzedła :P Widać, że już mają trochę dość Polaczków i w sumie nie dziwię im się … Dlatego szybko dodałam, że przyjechałam tylko na wakacje do koleżanki :D A tak na poważnie, to każdy kontakt z innym człowiekiem kończy/zaczyna się tutaj od nawiązania pewnego rodzaju więzi. Nie musi to być trwała więź – jest to po prostu podejście mega indywidualne do każdego człowieka, którego nie traktuje się tutaj olewczym „spadaj, jestem zajęty/a” tylko „hi, chcę Cię poznać, bo wydajesz się być fajną osobą”.

8.07: Poniedziałek zaczęliśmy od wycieczki do Meelin, gdzie moja hostka zwykła mieszkać. Naszym celem było zapędzenie (dokładnie, dobrze napisałam) na pół dzikiego konia w celu sprawdzenia jego stanu. Koń hostki ma 27 lat i niesamowicie płochliwą naturę. Wyobraźcie sobie piękną zieloną dolinę, na których zboczach jest cale stado koni, a taka Marta wchodzi w środek zamętu i wraz z 2 osobami próbuje złapać jednego konia. Takich widoków i takich emocji nie miałam dawno. Na szczęście, wszystko dobrze się skończyło. My jak i koń - wszyscy są cali i zdrowi.
Reszta dnia była dość nudna i upalna (27C to najwyższa temp w tym roku). Wieczór spędziłam nad rzeką w Mallow, gdzie udało mi się chwilę zrelaksować i poczytać książkę o ... irlandzkiej wiosce (o ironio!).

Podsumowując – obserwacja 1: Irlandczycy mimo swojej słabości do party hard, są niesamowicie uprzejmi i sympatyczni.

Obserwacja 2: Dlaczego nie rozumiem słowa po angielsku z ust rodowitych Irlandczyków? Ach, już wiem! Bo mają najdziwniejszy akcent jaki w życiu słyszałam!

Obserwacja 3: Irlandczycy kochają późno chodzić spać. Jest to poniekąd spowodowane tym, że słońce chowa się za horyzontem dopiero w godzinach 23-24. Dlatego też, ok21 ma się wrażenie, że jest dopiero 17-18 i człowiekowi po prostu nie chce się spać.


Obserwacja 4: Tęsknię za herbatą z cytryną.

Obserwacja 5: Irlandczycy stanowczo za dużo palą,

Keep tight,
M


Max & Phoebe

Max, have a pic together!





"small chip"


6 komentarzy:

  1. trochę to przykre, że mają już nas w Irlandii dosyć;) no i nie gadaj, że nie piją tam herbatki z cytryną?!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no mają mają ... :P
      Coś Ty! Dla nich jest to tak dziwnie jak dla nas "ich" herbata z mlekiem. Fuj :P

      Usuń
  2. No w sumie co się im dziwić, jak obcy naród najeżdża ich kraj już od jakiegoś czasu XD

    No to przecież zrób sobie tę herbatę z cytryną? Czy nie mają tam w ogóle cytryn? :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oni są dziwni :< nie znają cytryn. Jutro będę szukać w sklepie. Ale nie mogę im powiedzieć po co, bo jeszcze mi jej nie sprzedadzą, bo uznają, że to profanacja herbatki.

      Usuń
  3. u mnie nie pije się nic ciepłego, aż dziwne że w ogóle mają czajnik! ja i moja poranna kawa caly czas budzę niemałą konsternację zarówno w hostce jak i w dzieciaku!:D
    no a akcent, cóż... mi przeszło po dwóch tygodniach:P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co Ty mówisz :O Wiesz, ta moja hostka to i tak jest dość ogarnięta ... i nie jest Irlandką, tylko Brytyjką :)
      Wyobrażam sobie sensację pod tytułem "co ona robi, przecież tak się nie robi"

      Mam nadzieję :D

      Usuń