piątek, 19 lipca 2013

Goresbridge

17.07: Aukcja w Goresbridge
Dzień zaczął się przed godziną 8. Zrezygnowałam z typowego brytyjsko-irlandzkiego śniadanie, czyt. bekon, jajko sadzone, sto kiełbasek, baked beans (coś a’la nasza fasolka po bretońsku) i na dodatek znowu tosty. Jeszcze nie umiem się przekonać do ich śniadania, które rzekomo daję Powera na cały dzień :P No, zobaczymy.

Na miejsce dojechaliśmy po 2.5h. Jechaliśmy tam z zamiarem zakupu konia, ale C. nie była zbyt zainteresowana tymi, które były prezentowane (bo były z BARDZO górnej półki), a jak pojawił się jeden ciekawy, to niestety nie widziała go na wybiegu i nie chciała kupować w ciemno. Tak więc, spędziliśmy ponad 5h w samochodzie by sobie popatrzeć na koniki :D W ogóle by mi to nie przeszkadzało, bo taka aukcja to zawsze nowe przeżycia i doświadczenia, ale ten nieszczęsny klarnet … Jak mnie ten facet wkurza. Wiem, wiem … nudzę. Ale wyobraźcie sobie, że przygotowujecie sobie jedzonko. A podchodzi taki klarnet i mówi „o, sandwich!”, następnie bierze kanapkę, robi „gryza” i daję resztę psu…. I to nie jest tak, że on robi komukolwiek na złość. Koleś jest po prostu egoistą i egocentrykiem, myśląc, że wszystko kręci się wokół niego. Szkoda słów :P

Jeżeli chodzi o aukcje, to naprawdę było ciekawie. Były dwie hale – jedna, w której prezentowano konie (skoki, mały dressage), a w drugiej – aukcja. Koń był wprowadzany i oprowadzany, a przewodniczący rady trzymał młoteczek i zaczynała się licytacja. Chociaż ja nie widziałam nikogo kto by podniósł rękę lub inaczej zasygnalizował zainteresowanie koniem, to wciąż – kwoty rosły. Było ponad 250 koni. W ciągu 3h, które tam spędziliśmy, zdążyliśmy rzucić okiem na niespełna 70 koni.

Wieczór z pieskami, bo C. z klarnetem pojechała odebrać Harry’ego – nowego konia, którego zakupiła w zeszłym tygodniu. Z tego, co mi wiadomo, to 5-letni koń, który jest „unbroken”. Oznacza to, że nikt nigdy na nim nie jeździł. No i teraz C. zamierza przeprowadzić ekspresowy trening by móc na nim jeździć oraz móc skakać, a następnie sprzedać go w UK. Spytałam się, dlaczego sprzedaje właśnie tam to uznała, że w Irlandii kupuje się konie, a w UK sprzedaje, bo więcej płacą.

Obserwacja 10: Dobrego konia można kupić już od ok 650 Euro. Wcale nie tak źle, prawda? Ale dobre siodło (czyli takie, które jest bezpieczne) to koszt 1000 Euro w górę. Nie mówiąc o reszcie sprzętu, wyposażeniu, środkach do pielęgnacji, jedzeniu i boksie.  Oj tak, codziennie uczę się czegoś nowego.  

18.07 Cały dzień dla siebie! Juhu, już planuję wycieczki na przyszły tydzień. W końcu całe 2 dni „urlopu” J Myślałam o objazdówce przez Cobh, Kinsale, Clonakilty  aż po Bandon. A w drugim dniu Sheep’s Head. Nigdy wcześniej o tym miejscu nie słyszałam, ale „google grafika” potrafi zachęcić człowieka :) Czy uda się to zrealizować? Zobaczymy.


Zdjęcia - Reszta z Banteer z zeszłego tygodnia oraz aukcja J

właśnie tu pracuję :) 
polski element musi być










1 komentarz:

  1. Nie wcisnęłabym w siebie takiego śniadania, jak ja ledwo pół kromki chleba zjem rano, bo więcej nie mogę XD

    Jaki typ w ogóle :O

    OdpowiedzUsuń