17.07: Aukcja w Goresbridge
Dzień zaczął się przed godziną 8. Zrezygnowałam z typowego
brytyjsko-irlandzkiego śniadanie, czyt. bekon, jajko sadzone, sto kiełbasek,
baked beans (coś a’la nasza fasolka po bretońsku) i na dodatek znowu tosty. Jeszcze
nie umiem się przekonać do ich śniadania, które rzekomo daję Powera na cały
dzień :P No, zobaczymy.
Na miejsce dojechaliśmy po 2.5h. Jechaliśmy tam z zamiarem
zakupu konia, ale C. nie była zbyt zainteresowana tymi, które były
prezentowane (bo były z BARDZO górnej półki), a jak pojawił się jeden ciekawy, to
niestety nie widziała go na wybiegu i nie chciała kupować w ciemno. Tak więc,
spędziliśmy ponad 5h w samochodzie by sobie popatrzeć na koniki :D W ogóle by
mi to nie przeszkadzało, bo taka aukcja to zawsze nowe przeżycia i
doświadczenia, ale ten nieszczęsny klarnet … Jak mnie ten facet wkurza. Wiem,
wiem … nudzę. Ale wyobraźcie sobie, że przygotowujecie sobie jedzonko. A
podchodzi taki klarnet i mówi „o, sandwich!”, następnie bierze kanapkę, robi
„gryza” i daję resztę psu…. I to nie jest tak, że on robi komukolwiek na złość.
Koleś jest po prostu egoistą i egocentrykiem, myśląc, że wszystko kręci się
wokół niego. Szkoda słów :P
Jeżeli chodzi o aukcje, to naprawdę było ciekawie. Były dwie
hale – jedna, w której prezentowano konie (skoki, mały dressage), a w drugiej –
aukcja. Koń był wprowadzany i oprowadzany, a przewodniczący rady trzymał
młoteczek i zaczynała się licytacja. Chociaż ja nie widziałam nikogo kto by
podniósł rękę lub inaczej zasygnalizował zainteresowanie koniem, to wciąż –
kwoty rosły. Było ponad 250 koni. W ciągu 3h, które tam spędziliśmy, zdążyliśmy
rzucić okiem na niespełna 70 koni.
Wieczór z pieskami, bo C. z klarnetem pojechała odebrać
Harry’ego – nowego konia, którego zakupiła w zeszłym tygodniu. Z tego, co mi
wiadomo, to 5-letni koń, który jest „unbroken”. Oznacza to, że nikt nigdy na
nim nie jeździł. No i teraz C. zamierza przeprowadzić ekspresowy trening by móc
na nim jeździć oraz móc skakać, a następnie sprzedać go w UK. Spytałam się,
dlaczego sprzedaje właśnie tam to uznała, że w Irlandii kupuje się konie, a w
UK sprzedaje, bo więcej płacą.
Obserwacja 10:
Dobrego konia można kupić już od ok 650 Euro. Wcale nie tak źle, prawda? Ale
dobre siodło (czyli takie, które jest bezpieczne) to koszt 1000 Euro w górę.
Nie mówiąc o reszcie sprzętu, wyposażeniu, środkach do pielęgnacji, jedzeniu i
boksie. Oj tak, codziennie uczę się
czegoś nowego.
18.07 Cały dzień
dla siebie! Juhu, już planuję wycieczki na przyszły tydzień. W końcu całe 2 dni
„urlopu” J
Myślałam o objazdówce przez Cobh, Kinsale, Clonakilty aż
po Bandon. A w drugim dniu Sheep’s Head. Nigdy wcześniej o tym miejscu nie
słyszałam, ale „google grafika” potrafi zachęcić człowieka :) Czy uda się to
zrealizować? Zobaczymy.
Zdjęcia - Reszta z Banteer z zeszłego tygodnia oraz aukcja J
| właśnie tu pracuję :) |
| polski element musi być |
Nie wcisnęłabym w siebie takiego śniadania, jak ja ledwo pół kromki chleba zjem rano, bo więcej nie mogę XD
OdpowiedzUsuńJaki typ w ogóle :O